Neil Young – Zuma

_DSC0064kkk

To pierwsza płyta Neila na jaką wpadłem.. A podsunął mi ją Grzegorz z MuzArtu , który ma talent do wynajdowania czegoś „w moim guście”.

Zaufałem i piękny (i nawet tani!) krążek gości w mojej szafce.

Nie znam twórczości Neila. Wiem jedynie, że jest bohaterem dla moich muzycznych bohaterów z Pearl Jam’u. Wychodzi na to, że to wystarczy. Gdzieś to musi się najwidoczniej zazębiać.

Pierwszy na płycie Don’t Cry.. to zaciąganie i jak to mówimy z Kasią „piosenka on tuńczyku”. OH Tunaaa (no dobra wiem ze tam twego nie ma) zaciągnął Neil Young, który już te 40lat temu (BTW dwa dni temu minęło 50 rocznica wydania tego albumu!) brzmiał jak antonim swego nazwiska. Jakieś to wydaje się nieporęczne. Ale jakieś takie.. Swojskie zarazem.

_DSC0065

Danger Bird to już przepiękne gitarowe solowe pejzaże, pomiędzy niby męczącym, ale dziwnie intrygującym śpiewem. Tak się słucha.. I człowiek zaczyna zakochiwać się w tym okropieństwie.

Pardon my heart to spokojne folkowe granie. Cudowne na uspokojenie. Uwielbiam te takie piszczące dźwięki gdy przeciąga się struny.. Jakże pięknie to brzmi z winyla. Takie słychać tu dźwięki duszy.

Country! „Lookin for a love” to country pełną gębą. Ale ja lubię te chórki! Jakoś tak miło na duszy się robi.

Barstool blues – ależ dziwnie się tego słucha. Bo to jest takie niedokładne. No i takie prawdziwe. Uwielbiam te solóweczki. To wszystko brzmi jakby Neil nagrał to za pierwszym podejściem. A te końcowe dźwięki.. To taka harmonia pearljamowa. Już wiem od kogo to zgapili.

_DSC0066

Stupid Girl – te gitarki, ten bas – znowu brzmi to tak jak późniejszy PJ – miło wsłuchiwać się w te inspiracje chłopaków. Podobnie z Drive Back – tam to dopiero gitara rządzi! Te dźwięki przypominają mi inny numer N.Younga , którego gitarową wizualizację  u Jimmy’ego Fallon’a zaprezentował Bradley Cooper. KLASYKA!

Cortez the killer – ależ cudo! Naprawdę warto dla samego tego numeru nabyć ten album. Zresztą.. Tu nie ma co gadać. Po prostu wsłuchajcie w ten klimat. Ja za każdym razem odpływam. Ten kawałek trwa ponad 7minut ale równie dobrze mógłby się nie kończyć. Zresztą, podobno na koncertach tak właśnie jest – Neil gra w wersji ponad 20minutowej.

Through my sails – słucham tego po raz pierwszy i myślę .. Ja to znam.. Ale skąd? Trochę to trwało.. Ale wpadłem wreszcie – Soulsavers z Laneganem!

Cudo jest ta płyta.. Bardzo surowe gitarowe brudne impresje.. Z jeszcze brzydszym wokalem. Uwielbiam takie granie! Dusza zamknięta w winylu!

A oprawa graficzna! Mnie się podoba. Takie płyty zapamiętuje się też dzięki takim właśnie grafikom.

 

One Comment Add yours

  1. no1objector pisze:

    To ja będę jak Grzesiu i polecę Neila z chłopakami z PJ, czyli Mirror Ball🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s