Vennart – The Demon Joke

_DSC0024

Na ten album czekałem od marca. W sumie to nie jest prawda, na ten album czekałem od 2010 roku. To jakoś wtedy rozpadł się zespół Oceansize. Zespół, który jakimś cudem odkryłem, który przeniósł mnie z ciemnego miejsca w chwile szaleństwa i spokoju. Ale o tym kiedy indziej.

Vennart to wokalista i gitarzysta z tego właśnie zespołu. The Demon Joke powstał jako całkowicie solowy materiał Mike’a. Co ciekawe w nagraniu, oraz na koncertach Mike gra z dwoma byłymi grajkami z Oceansize – Steve Durose, Richard A Ingram, na perkusji pojawia się świeżutki Denzel.

Już w marcu odczytałem info na twitterze Mike Vennarta, że mogę wesprzeć jego solowy projekt poprzez pledgemusic.com, czyli stronę gdzie wpłacając kasę jest szansa, że artysta zbierze wystarczającą ilość by popełnić swoje wydawnictwo. Pamiętam, że tak szybko wpłaciłem kasę, że nie odczytałem nawet, że szykowana jest wesja winylowa. To oznaczało, że musiałem mailowo dopchać się by zmienić zamówienie. Turkusowy winyl, a ja miałbym tego nie mieć? Chyba bym zwariował🙂

Od razu przy zamówieniu otrzymałem wersję mp3 utwory Infatuate – bardzo Oceansize’owy. Teraz wystarczyło czekać jedynie trzy miesiące. Co jakiś czas dzięki stronce otrzymywałem informację o postępach, o tym jak tworzone były teksty, sesje zdjęciowe, tytuł albumu, okładka. Wszystko to okraszone brytyjskim czarnym humorem Mike’a. To sprawiało, że ten album był mi już bliski mimo, że nie miałem go jeszcze w odtwarzaczu. Tak jakby rodził się przy mnie. W sumie to jestem jednym z wspierających i czuję się z tego dumny.

Album otrzymałem od razu z pięknym autografem i wersją na CD – w sam raz do auta (ciekawe czy ktoś ma adapter w samochodzie).

_DSC0025

Na wstępie ten piękny 255 z intro po którym czujesz się jakbyś dostał miękkiego przytulaska od ukochanej. Taki kosmiczny uścisk – cudowny utwór, a ta gitara może się nie kończyć już nigdy. Dobrze, że ten numer jest pierwszy to łatwo igłą na niego trafić. Oczywiście na sam koniec kakofonia dźwięków bo nie może być zbyt kolorowo.

Doubt ma przedziwną konstrukcję, do tego dźwięki, które mnie po prostu zaskoczyły, ale które z każdym kolejnym raze wchodzą gdzieś w podświadomość i nie można się bez nich obejść. Dużo tu z ducha Commodore 64, ale najbardziej lubię te mocne przejścia. Są genialne! No i solóweczka – ehh wtedy te wszystkie dźwięki wybrzmiewają razem – wtedy ten numer nabiera całości i sensu. Esencja Oceansize.

Infatuate przypomina konstrukcją wcześniejsze dokonania i nie jest to zarzut, to po prostu taki ukłon w stronę tego co było. Jak dla mnie ten numer spokojnie zmieścił by się na Frames. It’s the same infatuation that I always crave – doskładnie tak Mike – dokładnie na to czekałem. No i te bębny – cudownie tłuką po uszach. Im częściej słucham tego numeru, tym bardziej się w nim zakochuję. Idealny od początku do końca.

Rebirthmark zaczyna się tangiem, salsą! Takim dziwnym rytmem jak z tańca z gwiazdami, po chwilę ten rytm zanika przy murzę dźwięków i wokali. Jednak on wciąż tam jest i to on nadaje tempo, do tego skrzypce, a Mike opowiada. Tego słucha się jak bajki, gdzie tempo narasta, jest niepokój, wilk zżera babcię a my jesteśmy spokojni bo wiemy, że to się dobrze skończy. Tak być powinno, a tu zaskoczenie, bo po epicentrum jest koniec i już.

Duke Fame – jest za cicho – zawsze muszę go dać głośniej – piękne są te chórki w refrenie, uspokoją to numer przed burzą, która pojawia się po drugiej zwrotce – wtedy są grzmoty, fale, trzęsienie ziemi – i tak jak dziś gdy temperatura nabija 37 stopni nie chce się by ta burza ucichła – cudownie to rozbrzmiewa – tylko musi być głośno – ten numer strasznie mi przypomina kapelę Rishloo.

_DSC0035

Czy mówiłem już, że winyl jest pięknie turkusowy? Właśnie idę go odwrócić.

Don’t forget the Joker brzmi jakby był utworem do najbliższego Bonda – Mike pięknie tu śpiewa, a moja żona zapytała ostatnio czy to nowy numer Krzysztofa Zalewskiego? Coś w tym jest, mnie momentami Mike strasznie przypomina tu Bruce’a Dickinson’a. Cudnie brzmi tu głos Vennart’a – no i ten czysty akcent brytyjski – wspaniale to wszystko pasuje.

Retaliate – ciężko, mechanicznie. Czegoś brakuje w tym potworze, aż tu nagle Mike nuci melodię – numer nabiera życia i tchnienia. Chcecie chorych solówek – są tutaj. Ja kocham takie momenty i chce się ich jeszcze więcej. To jest ten numer gdy wiem, że trzeba Kasię wyprosić z pokoju🙂

A Weight in the Hollow – przepiękna ballada, której refren zabija i niesamowicie wzrusza. Mike wchodzi w takie dźwięki, momentami wydaje się jakby śpiewały tu 3 różne osoby. Muzycznie jest tak odświeżająco i deszczowo, a do tego jeszcze to oczekawianie… na drugi refren, w którym pojawia się piękny wokal i ta kojąca gitara.

_DSC0029

Operate – znacie zespół Biffy Clyro? Ja kojarzę kilka numerów – jakoś nigdy nie przypadł mi do gustu. Mike gra z nimi na trasach koncertowych. Nie wiem czemu, ale ten refren w Operate strasznie przypomina BC. Jest tak harmonijny jakby śpiewał go ich wokalista. Świetny efekt, gdy ten krzyk się pojawia a już za chwilę dogryzają mu gitary zmuszając go do tego by już skończył. Za drugim razem jest jeszcze mocniej, a gitary wgryzają się jeszcze bardziej kończąc piękną i przerażającą solówką. Uwielbiam te ściany dźwięku – to za to pokochałem muzykę Vennarta i reszty ekipy z Ocensize.

Album kończy Amends – ślicznie jest – jak te dźwięki rosną i rosną budując kolejne warstwy – I nie ma tu krzyku początkowo – tylko balsamiczne wokale, a potem znowu chce się wrzeszczeć tak jak Mike.

Podsumowując – album jest piękny, dziwny, irytujący, zaskakujący, a niby znajomy. Mnóstwo tu dziwnych niepokojących dźwięków. To banał, ale każdy utwór to osobna historia – ten wokal, za którym się stęskniłem, a który przy okazji bardzo mnie zaskoczył w kilku momentach. Czyli mam to czego chciałem z wieloma mometami progresu.

Mistrz mistrz, Vennart Mistrz! Przyjedź do Polski!

p.s. niestety ciężko znaleźć więcej youtubowych dźwięków – aby wysłuchać płyty zapraszam tu – a najlepiej kupcie płytę🙂

5 Comments Add yours

  1. no1objector pisze:

    Piękne wydanie, bardzo dobrej i długo wyczekiwanej płyty.

  2. RockNonStop pisze:

    Interesujący wpis. Bardzo dobrze się czytało!

  3. kostrzu pisze:

    Musiałem obsikać słup z tą recką. Też czekałem na tę płytę od rozpadu Oceansize, też przytuliłem przez pledża, też lowe.

    1. tomilol pisze:

      no way, że ktoś w ogóle zna Oceansize🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s