Jack White – Lazaretto

_DSC0506

Jedna z tych płyt, która musiała być na półce. Do tego jeszcze musiała być na winylu. Z taką ilością bajerów nie mogło być inaczej. Wyszła jakoś w czerwcu, a ja specjalnie nie słuchałem, omijałem wszelkie teledyski, radio, spotyfaje i inne. Skoro i tak miałem ją mieć na półce to wolałem poczekać i dać się zaskoczyć.

Wydanie jest przepiękne – a wiedziałem, że będą ciekawostki bo wcześniej dorwałem film promocyjny gdzie Jack prezentuje je wszystkie – ciesząc się przy tym jak dziecko. Ten to jest muzyczny świr – podobno widać to też na filmie It Might Get Loud (do którego jakoś jeszcze zabrać się nie mogę). Ja zobaczyłem ten filmik i przypomniał mi się pewien mem.

_DSC0511

Ja wiem, że o wszystkich Jack już powiedział, ale ja też o nich wspomnę – zacznijmy od najmniej efektownego czyli tego, że obie strony albumu różnią się połyskiem, jedna jest matowa jak na starych winylach sprzed 50 lat, a druga jest pięknie błyszcząca.

No to skupmy się na stronie A – ona jest odwrotnie! To znaczy kręci się odwrotnie w odtwarzaczu – po prostu kładziecie igłę na środku krążka a ten się kręci do zewnątrz. Nie potrzeba jakiegoś dodatkowego sprzętu po prostu samo się robi. Ot, taka technologia!

Zostańmy jeszcze przy stronie A – a jak anioły – te które są na okładce płyty – one tańczą na krążku! Co powiesz? Na krążku? Kudłaty, Ty chyba znowu piłeś! No, naprawdę! One tańczą! Poświeć nad kręcącą się płytą i sam zobaczysz!

_DSC0499

Strona B ma dla mnie najcudniejszy z bajerów – pierwszy utwór ma dwa różne wejścia, akustyczne i elektryczne – w zależności jak położy się igłę, to taki wstęp do utworu się usłyszy. Obydwie ścieżki łączą się ostatecznie w resztę utworu. Bajer straszliwy!!!

Do tego oczywiście, żadna ze stron się nie kończy. Obie strony są tak wyżłobione, że płyta kręci się non stop, ze strony A  -dudniąc gitarą, a z B kończy się krukami.

_DSC0508

Do tego jest jeszcze jeden bajer, którego niestety mój odtwarzacz nie jest w stanie sprawdzić – na obu stronach na środku (w naklejce) jest króciutki utwór. Ale to trzeba mieć możliwość przełączenia na prędkość 78 na jednej stronie, na drugiej jest 45. To sprawia, że album odgrywany jest w trzech różnych prędkościach. Mój adapter to tylko prędkość 33 i 45, w sumie mógłbym odsłuchać tego jednego ukrytego, ale mam jakiś system „ułatwiający życie”  i gdy ramię zbliża się do środka, to samo się odkłada na bok i wyłącza album – tym razem ten system utrudnia i psuje mi zabawę.

Do tego jest jeszcze pewnie więcej innych bajerów, o których nie wiem lub nie pamiętam.

Album został wydany przez Third Man Records wystarczy sobie spojrzeć na katalog i jak pięknie wyglądają ich winyle by znowu otworzył mi się portfel.

_DSC0513

To w sumie teraz przejdźmy do muzyki – pewnie przy takiej ilości bajerów i skupieniu się na stronie wizualnej i technicznej płyty, ten album jest do niczego. No przyznam się, że taka myśl była, ale potem przypomniałem sobie, że Jack jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.

Zaczyna się od Three Women – pamiętajcie, że od środka! Pierwsze dźwięki i już jest pięknie! Jak to świetnie brzmi w głośnikach. Pomyśleć, że ta muzyka brzmi w 2014 roku bo to brzmi jakby miało z 70 lat. Po sprawdzeniu okazało się, że 86 lat, bo utwór wzorowany jest na Three Women Blind Wille McTell.

Tytułowe Lazaretto porywa za to tańca, i ma się ochotę krzyczeć razem z Jackiem – „Como en madera y yeso!” – co to znaczy nie mam pojęcia – ale brzmi to bardzo dobrze – jak cały ten numer – co za solóweczka! No i ten moment jak wszystko wraca w połowie, robi się tak ciężko i miło.

Temporary Ground to przede wszystkim skrzypce i delikatna ballada – piękna pobrzmiewająca gitara. Do tego na drugim wokalu cudny wokal Lillie Mae Rische- delikatnie zaciągający country.

Następnie na płycie pojawia się przepiękne mruczenie – to Would you fight for my love – przepiękna kompozycja, gdzie Jack znowu serwuje nam genialne brzmienie, słychać to szczególnie w przejściu do drugiej zwrotki. Ten przepiękny wokal w tle to Ruby Amanfu. Występowała już na wcześniejszym albumie, na przykład w Sixteen Saltines.

No to przejdźmy do numeru,który wśród moich sąsiadów wywołuje mieszane uczucia. High Ball Stepper to mistrzowskie popisywanie się dźwiękiem – pewnego wieczoru zaserwowałem to cudo na głośnikach i od jednego sąsiada dostałem sms „Głośnieeej!” by zaraz odebrać telefon od drugiego by ściszyć. Sąsiad numer 1 to natomiast ogromny szczęściarz, który widział Jacka na żywo! Różnica między jednym, a drugim sąsiadem jest w jakiś sposób zaprezentowana w tekście następnego numeru gdzie Jack śpiewa: „You drink water, and I drink gasoline”. Jeden znaaacznie różni się od drugiego.

_DSC0512

Tak więc strona B zaczyna się właśnie od akustyczno-wodnego (albo elektrycznego-benzynowego) wejścia w Just One Drink. To jest genialny pomysł, osobiście korzystam z tego akustycznego częściej, bo przy elektrycznym jest lekki przeskok do reszty utworu.

Alone in my Home – brzmi przepięknie – Jack wprowadza nas w genialną muzykę, czerpiąc z bluesa, czerpiąc z muzyki starszej od niego. Entitlement to znowu piękna ballada, na dwa głosy. Pianino, senne gitary i jest piękny klimat. Podobnie jest zresztą na początku I Think I Found a Culprit – to niby takie proste. Przynajmniej dla Jacka – on wyciąga takie asy z rękawa z ogromną łatwością. Ostatnie na płycie jest znowu delikatne Want and Able, które zaczyna i kończy się krukami – jest ładnie i delikatnie. A do tego ktoś na jutjubie pięknie rozdzielił ten utwór na dwie części gdzie słychać wersję z obu kanałów i dzięki temu mamy akustyczne pianino i wersję z akustyczną gitarą.

Z mocniejszych rzeczy na drugiej stronie mamy Black Bat Liquoice – to znowu świetnie brzmi puszczone głośno – Jack wyrzuca z siebie tekst tak jakby to był hiphop – jest masa zaskakujących efektów i dźwięków – a jakie jest powiązanie tytułowej lukrecji z całością albumu? Mnie lukrecja kojarzy się z zakręconym czarnym cuksem, który nie jest przysmakiem dla wszystkich – no, a przecież wygląda jak piękna winylowa płyta. Pamiętam, że brało się ten cukierek i rozwijało, a następnie wciągało cały. I właśnie tak się wciąga cały ten album – to masa bardzo różnych stylistyk, ale to wszystko pięknie się ze sobą klei. Ten winyl jest jak Black Bat Licorice! Jakimś cudem lubię obie te rzeczy.

Contacts

zdjęcia pochodzą z: http://www.calicobeanmarket.com , http://www.oldwoodsigns.com

P.S. Podobno nadmierne spożywanie lukrecji może spowodować nierówne bicie serca – proszę więc serwować sobie ten album co jakiś czas.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s