Faith No More – Album of The Year

_DSC0303

Płytę, którą opisywałem wczoraj zakupiłem w zestawie z tym oto albumem FNM – a to dlatego, że mam ich wszystkie CD (ale w zestawie 6płytowym, który zakupiłem by na szybko przed koncertem je sobie powtórzyć) – ale to nie to samo – te albumy trzeba mieć osobno w komplecie, przecież to nie wypada – zwłaszcza, że chyba na następny rok panowie szykują nowiuteńki materiał!

Tytuł jest jakże adekwatny do moich ostatnich przemyśleń o tym kończącym się 2014 roku. Jaki jest Album of the Year teraz? Bo ja przyznam nie mam jakoś kandydata – w 2013 miałem ich kilku: Like Clockwork, AM, Wilk, a w tym roku nic mnie nie porwało.

No to skoro nie załapałem się w 1997 roku, to niech albumem tego roku będzie Album of the Year! Zakupiłem go przecież dwa razy!

Wszystko co robi Patton zamienia się w złoto! Bądźmy szczerzy! Ja już nie mogę się doczekać co on i reszta chłopaków zaserwuje nam w 2015! Zajawka o jakże pięknym tytule i tekście jest już w internecie, a niektórzy szczęściarze mogli go nawet zakupić na singlu podczas Black Friday. Ale tytuł pasuje, bo przecież z Mike’a jest utalentowany skur****n!

_DSC0308

To już 17 lat od wydania ich ostatniego albumu, technologia poszła tak do przodu, a on się w ogóle nie zestarzał! Uwielbiam to jak zaczyna się uderzeniem! Collision! Tak jakby faktycznie zaczynało się wjeżdżającym w nas TIRem. No i ta głębia i ten wrzask i to wszystko co robi z wokalem! A te gitarki pięknie się tu rozwijają!

Następny Stripsearch troszkę sobie zepsułem.. te pierwsze dźwięki użyłem kiedyś jako dźwięk sms – i gdy teraz go słyszę zawsze mam to uczucie sięgania po komórkę. Pięknie tu płynie basik, no i klawisze, no i znowu Mike. Jest to piękna alternatywa do otwierającego uderzenia. Strasznie podobają mi się te klawisze tutaj.

Last Cup of Sorrow – znowu te urozmaicenia, od mocnych gitar po dzwoneczki, po genialne przyspieszenia! Tu jest tyle pomysłów – masakra, że oni przestali razem grać! Tekst utworu bardzo pasuje mi do obecnej sytuacji mojego ulubionego teamu. Tą ostatnią filiżanką smutku może być odejście jednego z naszych najbardziej widowiskowych graczy – With a new face, you might surprise yourself – ciekaw, kto będzie tą nową twarzą w Zastalu.

Naked in Front of the Computer – buahahaha – tylko oni mogli wpaść na taki tytuł – i to było w 1997 gdy internet jeszcze raczkował! W tym kawałku ogromnie podobają mi się te przejścia z tą dziwnie brzmiącą gitarką, szkoda tylko, że ten numer tak nagle się kończy. Można to było jeszcze pociągnąć.

Świetny tekst o szukaniu siebie i o tym jak czasem jest to trudne. W Helpless genialnie widać przemiany, od dziwnego raczkującego utworu, nagle robi się tak ciepło by nagle pojawił się skowyt tęsknoty, który ostatecznie przemienia się przeraźliwe wycie.

Mouth to Mouth ma ten cyrkowy motyw, który jest idealnie tu wkomponowany. I Mike, który w przedziwny sposób przekazuje ten tekst, ciekawe czy słowa I can dress up the dead man, But I can’t bring him back to life mówią o tym, że on już nie czuje tego zespołu i, że nie chce dalej ciągnąć tego cyrku.

Ashes to Ashes – to mega hit -cudowny niski wokal Mike’a i te klawisze – taki znak rozpoznawczy FNM – ten utwór pokazuje wszystko to na co ich stać. Nie wiem o czym jest ten tekst, ale każde słowo brzmi tu monumentalnie – czy to nie o to chodzi czasem Pattonowi – słowo jest po prostu kolejnym dźwiękiem?

She Loves me Not – to taki dziwny twór, który jednak pasuje do tego zespołu – zabawa dźwiękami, szczególnie ze strony wokalnej, jest tak delikatnie i rześko. Ciekawe to, jak zawsze. Podobno gdy Billy stworzył ten numer, wstydził się go, myśląc, że jest za miękki na FNM.

_DSC0304

Oczywiście do kontrastu trzeba się trochę powydzierać! Got that feeling – punkowy początek – i znowu w refrenie zabawa dźwiękami. To cała istota tego wokalnego arcydzieła.

Paths of Glory to tak jakby część druga Ashes to Ashes – podobny klimat, podobne monumentalne uczucie. Mike to z pewnością gość, który zaprzedał duszę za talent. Home sick Home zaczyna się tak dziwnie, a wystarczy by Mike się odezwał i ten kawałek zaczyna mieć sens.

Pristina –  ciary wszędzie, a przecież tu się niby nic nadzwyczajnego nie dzieje. Jednak jak słychać „I’ll be with you” to nogi się uginają. Po prostu, wszystko co robią jest magią. Cieszmy się, bo oni za to zapłacą duszami.

One Comment Add yours

  1. no1objector pisze:

    Pamiętam jak ta płyta się ukazała i zaraz potem zespół zawiesił, choć wtedy brzmiało to jak rozstanie na zawsze, swoją działalność. Zespół wylądował w kategorii: chciałbym ich kiedyś zobaczyć na żywo, ale pewnie nigdy się to nie uda. Udało się, jak do tej pory dwa razy. Liczę, że to jeszcze nie koniec, bo nowa płyta i mam nadzieję trasa, która Polski nie ominie. A sam album, odważny tytuł, ale dla mnie lepszymi płytami są Angel Dust i przede wszystkim King for a Day, Fool for a Lifetime, który dla mnie jest ich najrówniejszym albumem, a utwory Take this bottle (śpiewane przy okazji każdego niezbyt trzeźwego spotkania z przyjaciółmi) i Just A Man, że o Evidence nie wspomnę, to majstersztyki muzyki rockowej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s