The Roots – …and then you shoot your cousin

_DSC0448

WOOOOOW. Czy to jeszcze hip-hop, bo mi się wydaje, że to jest jakaś opera. To co tu się dzieje ciężko ogarnąć przy jednym, drugim, dziesiątym, pięćdziesiątym przesłuchaniu. To chyba dobrze, że jest krótki. Album niczym cebula, obiera się wartswa po warstwie. Na początku pojawiły się łzy i wyrzut. Czy ja zapłaciłem 50zł za te 33 minuty dziwnej muzyki! Nie tego chciałem, nie tego się spodziewałem. Nie wiem czy cebule mają w sobie coś naroktycznego. Ten album tak!

To już nie jest hip-hop tylko. To jest jak poezja wybrudzona operą i brudem, przy bitach, wymieszanych z pustką, rockowych gitarach, wrzaskach, bolących dźwiękach kakofonii. Do tego satyra na dzisiejszy świat przemocy, szczególnie ten hiphopowy, szczególnie ten amerykański. Ten album to hiphopowe Downward Spiral (czas i zabrać się za ten album).

Nie da rady porozdzielać tego albumu na kawałki. Bo to musi być puszczone razem, tak by tworzyć ten perfekcyjny 33 minutowy depresyjny numer, który na sam koniec natycha, natchnuje, natchnywa, natchniewa   daje nadzieję.

Jestem obecnie podczas czytania biografii ?uestlove’a – świetny facet, a do tego niesamowity artysta. Ponadto czuję, że mamy bardzo podobne podejście do muzyki. Ja z pewnością nie jestem takim perfekcjonistą jak on, ale jakoś tak wydaje mi się, że odczuwamy to podobnie. Polecam każdemu freakowi muzycznemu – bo to nie tylko o hiphopie, to o muzyce generalnie, od KISS, Nirvanę do Prince’a i Wu Tang Clan.

Tę różnorodność stylu widać prawie na każdej płycie The Roots (jest jeszcze kilka korzeni do których się nie dokopałem) – jednak &TYSYC jest wyjątkowy ze względu na ten klimat całości. Przedsięwzięcie bardzo ambitne i ryzykowne.

_DSC0434

Album zaczyna się Motywem o północy – śpiewem poetki Niny Simone, którą tu wkomponował z pewnością ?uestlove. To takie interludium do tego mroku albumu, do tej negatywnej strony człowieka. Zaraz potem zaczyna się bardzo nowoczesne Never, z tym przedziwnym wokalem Patty Crash. Moja Kasia mówi, że to jakieś kocie dźwięki, a mnie to w pewien sposób urzeka i hipnotyzuje. To właśnie ona nadaje tej nowoczesności, później jest chaos i lekka kakofonia dźwięków by nagle usłyszeć rymy Black Thought’a. Gdy on się pojawia polecam słuchawki by wsłuchać się w tekst i sam klimat gdy dźwięki przechodzą z ucha do ucha – ciarki. Polecam wykonanie tego numeru u Jimmy Fallona – epickie (jak to gimnazjum mówi).

Minimalizm – to jest to co lubię u korzeni. Te klawisze i gra ciszą w When the People Cheer – to był pierwszy singiel – strasznie ciemny i czarny tekst. Brutalność, przemoc, seks, niewierność – a wszystko w narkotycznym transie słów Black Thought’a. Wstawka The Devil wyśpiewana przez kilka tenorów zaczerpnięta z utworu z 1964 roku od Mary Lou Williams – z pewnością to jedna z płyt pana z Afro. Jego zasoby i wiedza jest ogromna.

Black Rock zaczyna się lekkimi gitarami – niby za chwilę jest to hihop, jednak dużo jest tu śpiewu no i perkusja – Quest nie przesadza, ale są momenty, że słychać jego kunszt. Niesamowite jest to, że dla sztuki wszystko jest tu tak pourywane, każdego stać na więcej, bo i bębny mogłyby być gęstsze, Black Thought więcej mógłby rapować, klawisze wyraźniejsze – jednak ten utwór wymaga po raz kolejny minimalizmu.

Understand przesiąknięte klawiszami – do tego świetne rymy serwują Black Thought i Greg Porn – o łamaniu zasad, zabaw z diabłem. Szczególnie podoba mi się ten fragment

I pray, I pray, All Dogs Go To Heaven
Or to a new hell with a Wi-Fi connection
So I can pay for my sins on PayPal
Or own a holy ghost, a greyhound

I ta decyzja czy zamiast nieba wybrać piekło bo ma wi-fi, a na PayPalu można przecież dalej płacić za wszystkie grzeszki i hazard.

_DSC0429

Zaraz potem następuję przedziwna kolekcja dźwięków, która mi osobiście od razu skojarzyła mi się z Nine Inch Nails. Okazuje się, że to zsamplowane Dies Irae – Requiem w wykonaniu Michela Chiona – chora, chora rzecz.

The Coming – z delikatnym głosem uspokaja nas Mecedes Martinez – to co się dzieje potem wychodzi poza moje zrozumienie, skrzypce, pianino – kakofonia, a jednak to ma sens.

The Dark (Trinity) z trzema odsłonami wokalno-lirycznymi to jeden z moich ulubieńszych momentów na płycie, jest tak nisko, tak ciężko i cieamno, ale wszystko pięknie płynie. No i te wokalne opowieści są niesamowite, ile jadu, satyry ze strony Black Thought’a ośmieszającego tych pazernych na bogactwo. Drugi jest Greg Porn – przedstawiający znarkotyzowaną duszę Ameryki. Dice Raw pokazuje dalszy upadek, gdy zabiera bliskich ze sobą i wie, że jest już skazany na porażkę, jedyne jak mógłby dostać się do nieba to się wkupić.

Całą konstrukcja tego utworu, przy trzech wokalach strasznie kojarzy mi się z Wu-Tang Clanem – jednak z pewnością teksty są znacznie odbiegające od tego o czym Wu Tang prawił.

Unraveling -bohater umiera, w kilku słowach Black Thought zabiera nas w tę ostatnią podróż. Do tego Rasheem uwalnia od grzechu. Kawałek jest po raz kolejny bardzo ascetyczny – ale każdy dźwięk i słowo zapada w pamięć.

Jedynym dla mnie utworem, który wyrywa się poza całość to ostatni na płycie Tomorrow, swoim muzycznym podejściem bardzo przypominający mi The Seed lub You Got Me. Jednak tu jest tylko Rasheem ze swoim oczyszczającym i pozytywnym tekstem – więc jest tu też trochę radości, choć jednak ostatnie dźwięki znowu wprowadzają narkotyczny niepokój.

Jak dla mnie ten album to sztuka teatralna i opera w jednym. Na jakimś filmie The Roots pokazywali, że cały album był prezentowany w taki sposób – bardzo chciałbym to zobaczyć.

_DSC0428

Od jakiegoś czasu oglądam The Tonight Show with Jimmy Fallona, gdzie The Roots występują jako główny zespół. Zastanawiałem się czy to, że tak często występują, i to, że są tak blisko showbiznesu nie wpłynie na ich artystyczne dusze. Ale po tym albumie wiem – żadna zabawa im nie zaszkodzi, to prawdziwi artyści. Zadziwiająca płyta, która wbiła mnie w ziemię.

Tyle emocji, strachu,niepokoju – są momenty gdy słuchając ma się otwartą szeroko gębę – tak bardzo przytłączający jest to album. Nawet okładka jest przerażająca i idealnie pasuje do całego klimatu (skojarzeń z Downward Spiral część dalsza). To tylko 33 minuty, ale one tak bardzo zajmuja czas słuchacza, ma się wrażenie, że każdy ułamek jest ważny i godny uwagi i poświęcenia tego czasu. Po wysłuchaniu, czułem się jakbym przeczytał jakąś świetną książkę. Dawno nie miałem takiego concept albumu. Naprawdę warte swojej ceny i czasu przedsięwzięcie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s