Deep Purple – Perfect Strangers

_DSC0450

Geneza dzisiejszego pomysłu na wpis jest krótka – jest piątek – czyli trójkowa lista – trójka – czyli noworoczna lista wszechczasów – czyli klasyka! Poza tym, mało klasycznego rocka u mnie, a wiem, że mam wśród czytelników i takich fanów!

O naszej fantastycznej wyprawie na Dipusiów już wspominałem rok temu – wtedy po tym wpisie zakupiłem sobie do mojej kolekcji Perfect Strangers. Genialny tytuł, bo zespół faktycznie wyglądał wtedy na obcych sobie ludzi, wracali przecież po ośmiu latach, to była ich pierwsza reaktywacja.

Zaczyna się bardzo dobrze! Od genialnego Knocking at the back door – to jest monumentalny kawałek – dla mnie jeden z dwóch najlepszych kawałków na tym albumie. Już tu na początku słychać, że to są utalentowani panowie, a ta przerwa bardzo im nie zaszkodziła.

Zaraz po tym hicie pojawia się Under the Gun – to jest naprawdę dobry kawałek ale ja zawsze zaczynam się nim męczyć, cały czas wydaje mi się, że to tempo jest takie na siłę – i ogólnie klimat jest taki jakby się przed czymś uciekało.

Futurystycznymi dźwiękami zaczyna się Nobody’s Home – takie one trochę, , hmmm i tu brakuje mi polskiego słowa, bo chcę powiedzieć „corny” – może tłumaczenie banalne by pasowało. Sam numer jest dobry, szczególnie muszę pochwalić genialne klawisze! Przecież to sam Jon Lorde! Po jakimś czasie jednak, robi się trochę nudnawo, i gdy nagle robi się fajne przejście w gitarach to okazuje się, że to koniec..

_DSC0451

Znów szybkie tempo w Mean Streak – wciąż jest to wrażenie, że ktoś goni i trzeba pędzić – tekst „Black Mamba, don’t compete” – to z pewnością nie jest o K.Bryancie, który taką ma właśnie ksywę – ten koleś zawsze walczy, nawet teraz gdy Lakersi są na dnie. Mnie to tempo zaczyna zawsze tu męczyć, bo to już trzeci szybki kawałek z rzędu, tak bez oddechu.

Tchu brak, ale wiadome jest, że na tym albumie czeka się ten właśnie moment – „Panie i Panowie MAMY PRZEBOJA” – tytułowe Perfect Strangers – to tempo znacznie bardziej mi pasuje. Jest tak na luzie, gitarki pięknie się prowadzą, a Gillan również ma się czym tu popisać. Jego wokal to po prostu kolejny instrument. Mam wrażenie, że na tym albumie cały nacisk i cały talent w tym zespole poszedł na ten właśnie numer. Ten kawałek również miałem szczęście słyszeć na żywo i chyba nigdy mi się nie znudzi. Podejrzewam, że będzie na liście w trójce 1 stycznia.

A Gypsy’s Kiss – tradycyjny kawałek, gdzie pojawia się ładny riff z klawiszami, ale ja podziwiam perkusistę, to tempo jest niezmienne. To musi być wyniszczające! Fajna jest te dwie wstawki solowe pod koniec. Kurcze, może ten album po prostu im dalej tym lepiej brzmi. Po naprawdę fajnie się można w to wkręcić. No i Gillan znowu świetnie wrzeszczy.

Trochę uspokojenia przychodzi w Wasted Sunsets – gitarki piękne na początku, ale ta ballada DP nie jest moją ulubioną. Za szybko Gillan tu krzyczy, jest to dość przytłaczające. No, ale jak ktoś kocha czyste klasyczne solówki na gitarze to jest to właśnie taki numer. Pięknie Blackmore sobie ciągnie te struny – można się rozmarzyć.

Hungry Daze to też już klasyk – świetny riff – trochę taki żołnierski. Najlepszy w tym numerze jest refren, ale solóweczkami też się można nacieszyć. Zawsze dziwiła mnie ta wstawka klawiszowa, taka zbyt futurystyczna i taka nieudana. Kojarzy mi się z tymi filmami z lat 80 gdzie na przykład w Powrocie do Przyszłości była mowa o latających samochodach w latach 2000. Bardzo nieudane przewidywania, bardzo nieudany futurystyczny dźwięk, który wydawał się wtedy być cool.

_DSC0452

Na moim egzemplarzu jest jeszcze Not Responsible, które jest strasznie niskie, ciężkie, przytłumione- i ma w sobie momentami coś PinkFloydowego, coś Zeppelinowego – no i Ian przeklina! Lubię ten numer, ma w sobie coś, i podoba mi się to, że jest taki ciężki momentami.

Dodatkowo pojawia się jeszcze instrumentalne Son of Alerik – ten kawałek występował na stronie B singlowego winyla z tytułowym Perfect Strangers. Fajnie, że został dołączony, bo to naprawdę ładne 10minut gitarowego grania. Jest spokojnie, i jest bardzo przejrzyście, coś czego czasem na tym właściwym albumie brakuje. Lubię jak jest momentami ta cisza… Nie zawsze musi być tak gęsto dźwiękowo.

Tak więc im dalej w album tym mi lepiej – wstyd mi to przyznać, ale czasem jak jest mniej pana G, to też jakoś tak lepiej. To oczywiście tylko moje zdanie, ale trochę odpocząć od siebie też może dać momentami.

3 Comments Add yours

  1. Arek pisze:

    Mam na kasecie. Dobry album.

  2. Pablo pisze:

    Deep Purple mają bardzo nierówną dyskografię: trochę kiepskich albumów, dużo przeciętnych, kilka dobrych i „ledwie” trzy genialne. To jest jeden z tych ostatnich😉 Pozostałe dwa to „In Rock” i „Burn”. No chyba, że liczyć także koncertówki, to wtedy do listy genialnych trzeba dopisać jeszcze „Made in Japan” i „Made in Europe” (osobiście wolę tę drugą).

    1. tomilol pisze:

      Piękne dzięki za typy na następne zakupy 😁 trzeba zapolować na In Rocka wkrótce

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s