Pearl Jam – Lightning Bolt

_DSC0346

Po roku od wydania w końcu mogę się zabrać za ten album. Ten moment przyszedł bo Kasia (która nie znosi PJ – wiem, wiem, kocham ją mimo to) wczoraj powiedziała gdy w radio poleciało Pendulum – „A co to? Bo Ładne!”.

Płyta wydana 15 pażdziernika 2013 – więc lekko się spóźniłem, chociaż w sumie to nie do końca. No bo zacznijmy od samej wysyłki.  Niestety nie wyglądało to tak pięknie i prosto jak na tym filmiku. Zamówiłem bezpośrednio w 10club i miałem otrzymać mniej więcej w dni premiery.

Minął 15 październik a tu nic w skrzynce nie czeka. Dzisiejsza technika pozwoliła mi sprawdzić, że płyta została wysłana 10ego października. No to czekam. Po ponad tygodniu czekania pozwoliłem sobie zapytać, co się dzieje. Zero odpowiedzi, więc wybrałem się na forum PJ. No, a tam masakra, czekają WSZYSCY prawie! CO gorsza, szczęśliwcy, którzy otrzymali płytę, dostali je porysowane, lub źle nagrane. Każdy kolejny dzień i każde kolejne posty uświadomiły mnie, że moja z pewnością też będzie walnięta. Owszem, bezpośrednio ze strony PJ otrzymałem możliwość ściągnięcia albumu w dobrej jakości mp3. Jednak ja czekałem na ten właściwy album. Okazało się, że firma tłocząca album wykonała to w całkowicie wadliwy sposób i każdy z nas miał otrzymać źle nagraną płytę. Tak się zezłościłem, że musiałem aż napisać wrednego maila. Tu się okazało, że przyda się słownictwo, którego sam staram się nauczyć moich uczniaków przy pisaniu „letters of complaint”. Czyli to jednak jest przydatne! Tylko, który z nich będzie pisał teraz maila w sprawie winyli – to już wydaje mi się mało prawdopodobne.

Jako, że moje podirytowanie było już duże (no bo sąsiad obok już słuchał swojej płyty CD na full, a w sklepie muzycznym winyle też już przyszły podobno), to w moim zażaleniu postanowiłem szczególnie zaznaczyć drukowanym literami co mnie boli – taki ze mnie chojrak!

Dear Sir or Madame, I still haven’t received my copy of Lightning Bolt vinyl.. Today marks the 17th business day since it was allegedly sent on 10th of October. Thinking about a refund from your company. My UPS tracking shows only information:
OCT 10 2013 – Shipment information received
I would really be grateful for any information concerning the delivery. It seems it was not sent at all. I’m really concerned as I also hear about all the defects it may have. Even if I get it back eventually, I don’t know how much time it’ll be till I get a replacement vinyl. 
 If you won’t send my vinyl I will declare a REFUND. Just let me know if you’re doing ANYTHING concerning this matter. If you’re doing nothing, let me know how I could get my money back.
I’m looking forward to your reply. 
 regards
 disappointed T.S. _DSC0345

No i w końcu – nadeszła ta chwila, 4 listopada – odpalam pięknie wydanego winyla – ostatni numer – strona A -Infallible, przycina pod sam koniec numeru. Czyli jednak trzeba napisać kolejnego maila i czekać na wymianę – która nadchodzi 18 listopada – całkiem działająca. Walnięty egzemplarz mogłem sobie zostawić jako pamiątkę. Czyli to jednak było około rok temu.

Okazało się również, że pierwsza płyta była też nagrana ciszej. Dźwięk na tej drugiej jest o wiele głębszy – jeśli można to tak nazwać.

_DSC0350

Samo wydanie jest przepiękne. Ja mam wrażenie, że okładka jest ręcznie malowana tak to się przynajmniej czuje przy dotyku  – Błyskawica jest wymienna – biała lub żółta (zależnie jak wstawię do pudełka kopertę na winyl). W środku piękna i ogromna książeczka z tekstami,po prostu ma się ochotę to złapać i czytać przy słuchaniu. Za oprawę graficzną odpowiedzialny był Don Peddleton, który stworzył cały koncept, wraz z logo do każdego utworu. W moim wydaniu była też seria naklejek z grafikami z albumu.

Trzeba też przyznać, że zespół nietypowo jak na siebie sporo się przyłożył do promocji albumu, w sieci pojawiły się serie filmów z członkami zespołu (Mike,Matt,Eddie,Jeff,Stone) , wywiadami, itd.

_DSC0344

Przechodząc do opisywania moich odczuć co do albumu chciałbym spojrzeć na moje trzy ukochane kapele. AIC, SG i PJ. Według mnie te zespoły obrały zupełnie różną drogę kontynuacji swojej twórczości. SG i AIC nagrały swoje płyty po długiej przerwie i to co mnie zaskoczyło to fakt, że prawie nie słychać różnicy w tej przerwie pomiędzy ich albumami z lat 90tych i tych wydanych ostatnio po „nastu” latach. Czy to dobrze – dla mnie tak. Pearl Jam natomiast obrał zupełnie inną drogę – ten zespół tworzy nieprzerwanie wydając albumy co 3/4 lata . Ta płyta jest zupełnie inna od ich wydanej w 1996 No Code. Dlaczego porównuję do tej płyty właśnie? Bo to jest mniej więcej data wydanych albumów AIC i SG z lat 90tych. No, bo po przesłuchaniu No Code bezpośrednio po Lightning Bolt pomyślałem – przecież one wcale nie odbiegają od siebie jakoś strasznie,  kurcze one są w podobnym klimacie!

Lightning Bolt to bardzo dobry rockowy album zespołu, który tworzy już od ponad 20 lat bez przerwy. Całe to oczekiwanie moje na album, oglądanie wywiadów, filmików itp jeszcze bardziej nakręciło mnie ten album. Żałuję, że w tym roku odpuściłem koncert PJ na openerze bo chciałem posłuchać tych numerów na żywo.

Ja nie jestem recenzentem bo po prostu nie potrafię być obiektywny. PJ to jest jeden z moich ulubionych zespołów. Nie był to może najlepszy rockowy album tamtego roku, nie wbił mnie w fotel od razu, ale wracam do niego bardzo chętnie, a to jest taka płyta, że ma w sobie magię.

Cały album trwa jedynie 47 min – zaczyna się bardzo mega energetycznie bo Getaway nieźle rozkręca ten czarny krążek (strasznie przypomina dokonania The Who – zresztą cały album trochę mi się tak kojarzy). Mind your Manners to kolejny megakopniak – jest szybko, głośno i punkowo – ten numer był wybrany na pierwszy singiel. Trzeci na płycie My Father’s Son to dalej mnóstwo energii – no i jest tu wszystko – świetny bas, dużo wrzasku, dobrre riffy – chyba muszę częściej słuchać tego albumu bo podoba mi się coraz bardziej.

Wyciszenie pojawia się przy Sirens – piękne są te gitary w tle, tak jakby był w drugim pokoju. Piękne bębny – bardzo dobrze nagrane moim zdaniem – po prostu przyjemnie dudnią. Sam utwór to po ładna ballada bez zbędnej ckliwości – refren jest jak dla mnie bardzo ujmujący. Taki prawdziwy i od serca. No i cudooooowne solo pod koniec. Mike wciąż to ma!

Lightning Bolt to powrót do energii – podoba mi się budowanie energii, Eddie pięknie pokazuje tu zmiany wokalu. Numer świetnie przyspiesza no i gitarki znowu miodzio. No , a potem bębny, kiedy się rozkręca to nagle się kończy, strasznie jestem ciekawy jak by to na koncercie się rozwinęło.

Infallible czyli numer, który zwrócił moją największą uwagę po pierwszym przesłuchaniu (wtedy jeszcze na mp3 ze strony). Bardzo mechaniczny riff, tak nietypowy dla PJ. Wszystkie instrumenty są bardzo osobno w tym numerze, by potem pięknie wraz z wokalem połączyć się w refrenie. Intryguje mnie ten numer. W tej chwili mam wciąż odruch wstawania bo wydaje mi się, że zaraz się będzie zacinać (to przez ten pierwszy wadliwy egzemplarz). To wstawanie się przydaje bo trzeba przecież odwrócić na stronę B.

_DSC0347

Pendulum słyszałem wczoraj na liście przebojów trójki – brzmi coraz bardziej dostojnie. Ponury numer, ponury tekst  – ładny fragment „this might pass, this might last.. this may grow..”. Lubię sobie interpretować teksty Eddiego – to tak ważna część tej muzyki.

Swallowed whole to wciąż numer do którego nie mogę się wczuć. Jest dobrze, ale ten wstęp i wokalne „round, round, round” mi jakoś nie do konca pasuje. Kawałek nabiera dopiero charakteru w tej drugiej szybszej części. Również to delikatne przejście jest bardzo ładne no i na szczęście jest cudowna gitara pod kniec – tylko zamknąć ten oczy i się wsłuchać. Czyli w sumie to dobry numer. Tylko trzeba dać mu czas.

Let the records play – basik cudnie dudni, noga tupie, jest dobrze i głośno – Let them play!

_DSC0351

Ostatnie trzy numery tak zalatują mi trochę country – prawie każdy rockowy zespół po jakimś czasie idzie w tym kierunku. Co wcale nie powoduje negatywnych konotacji. Sleeping my myself  – utwór jest bardzo przyjemny i delikatny. Czy to źle, że powiem, że jest „ładnie”. Po prostu tak miało być i mi to pasuje.

Yellow Moon, – super kawałek, ale szczególnie należy tu poczekać do solówki – znowu miazga! Łapie za serducho i są dreszcze! Ten tekst potęguje to jeszcze. Nawet nie czuję, że rymuję.

Ostatni na płycie Future Days – pięknie jest i magicznie.

Mi to wszystko pasuje na tym albumie – czekam na dalszy rozwój.

2 Comments Add yours

  1. no1objector pisze:

    Taki byłeś zły, że napisałeś Pani po francusku🙂, ale usprawiedliwiona literówka. Też bym się wkurzył. A co do albumu i zespołu, to też obiektywny w stosunku do nich nie jestem i doceniam, że pomimo wszystkich zawirowań (od 1990 zdążyliśmy wejść w nowy wiek i nie tyle muzyka, co gusta muzyczne się zmieniły), a oni grają swoje i ciągle są popularni, a to sztuka niemała. AIC i SG też swoje przeszli, ale po drodze w XXI wiek byli jakby uśpieni, co sprawiło, że zaczęli od punktu w którym skończyli, a u PJ możemy zaobserwować pewne, małe zmiany wynikające właśnie z tej kontynuacji i zmieniających się czasów. 5 gości na scenie od tylu lat, grający rocka, jak trzeba z ogniem, a innym razem łagodniej. Ich nie można nie lubić, choć i moja żona za nimi nie przepada, to i tak ją kocham i kolejną płytę PJ też sobie kupię i tak już będzie forever and ever (i z żoną i płytami PJ).

  2. tomilol pisze:

    Haha.. Faktycznie Madame wyszło 😃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s