A Perfect Circle – Mer De Noms

_DSC0278

Pod ostatnią choinkę Mikołaj zaopatrzył mnie wreszcie w Mer De Noms – Jeden z tych albumów, które musiałem mieć w swojej kolekcji, a nigdy nie było okazji go nabyć. Mikołaj zadbał – ma go na winylu!

Wszystko zaczęło się od teledysku do Judith, który pewnego wieczoru został puszczony w Vivie Rock prowadzonej przez Wita – tak, kiedyś puszczano tam taką muzykę. Teledysk zwyczajny – nie ma tu niby nic niesamowitego, zespół gra w jakimś opuszczonym hangarze, na teledysk nałożone są filtry, które mają dodać efektu zniszczonego starego filmu. Jednak od razu zakochałem się w tym obrazku. Tak dokładniej to w tym jak bardzo współgra on z tymi dźwiękami. Uwielbiam ten moment gdy Billy chwyta po ten plastikowy slide położony na głośniku, solówkę Troya podczas, której Paz potrafi zdążyć zawiązać włosy (ta scenka zawsze wydawała mi się bardzo seksowna). Do tego to jak JMK chowa się i unika kamery, nogi Paz w kilku ujęciach, no i ten Josh na perkusji! Ehh, jak on tu naparza.

_DSC0272

A Perfect Circle powstało bardzo przypadkowo, większość składu to byli w tym czasie muzycy sesyjni, niesamowite jak pięknie i składnie został ułożony ten album. No i to brzmienie bębnów – to z pewnością zasługa studia Sound City – legendarne w końcu studio.

Te bębny wyróżniają się już w pierwszym kawałku Hollow – cudownie, po prostu przepięknie – w tym numerze grał zamiast Josha jeszcze Tim Alexander – genialnie wbija ten numer w łeb.

Ciężko będzie pisać o tym albumie i nie powielać wcześniejszych wypowiedzi. Bo przecież na Magdalenie znowu chodzi o te piękne gitary, cudowny wrzask i szept Maynarda i bębny, bębny, bębny.

Rose zaczyna się od pięknego brudnego wstępu – a kolejne fragmenty brzmią jak sztorm na oceanie. Kilka pięknych momentów gdy te solówki uspokajają, aby po sekundzie rozszalała się burza mająca wszystko zatopić. I gdy nagle robi się spokój przy pięknych skrzypcach tego chaosu, tego brudu, tego strachu i niepokoju brakuje – chce się go jeszcze i jeszcze.

_DSC0266

Strona B zaczyna się od Judyty – cały ten album jest przelany imionami – w końcu to przecież Mer De Noms. Imię matki Maynarda jest tu nieprzypadkowe, wystarczy wsłuchać się w tekst i nawiązać to do jego osobistej historii. Jak dla mnie ta Judyta nigdy się nie starzeje – dla mnie na zawsze pozostanie tak silna i niezniszczalna – wyryta na zawsze w tym perfekcyjnym okręgu.

To w kolejnym kawałku Orestes pojawią się właśnie ta fraza „a perfect circle” – to jak spokojnie basem płynie ten numer, niby nic się nie dzieje, ale ta perkusja tu żyje, za każdym razem wydaje mi się, że poznaję jakiś nowy dźwięk.

3 Libras jest genialnie w rytmie, tragizmie i wokalu – jak można nie doceniać wokalu Maynarda – ten gość potrafi wyśpiewać wszystko i brzmi to tak jakby było ważne, jakby od jego słów zależało tak wiele.

_DSC0267

Z głębin strony C wynurza się Sleeping Beauty – kolejne arcydzieło – mam tylko dziwne omamy. Nie słyszałem tego nigdy wcześniej, ale w mojej wersji na początku intro słyszę, jak ktoś krzyczy „oh yeah, bi***”.  Bardzo to ludzki czynnik przy tak bajkowym numerze. Solówki brzmią tu przepięknie i jak zawsze niepokojąco.

Muszę przyznać, że mój imiennik wypada na jeden ze słabszych utworów na tym albumie – tego chaosu w Thomas jest za dużo – wydaje mi sie, że jest niedokończony – ale druga część brzmi straszno -pięknie – Maynard jest niesamowity!  Kończący tę stronę Renholder to wg. niektórych puszczona tyłem informacja do niedoszłego członka zespołu – stąd po odwróceniu tytułu mamy Re:D.Lohner (członek m.in. Nine Inch Nails) – zrobił o między innymi ścieżkę dźwiękową do filmu Underworld, gdzie zmixował Judith.

Na ostatniej stronie zaczynamy od Thinking of you, który Maynard przemienia wokalnie w wyznanie szaleńca. Brrr – po raz kolejny okropne i cudowne.

Brena – kolejna nawiedzona ballada – cudownie rozwija się ten numer. Znowu polecam wsłuchać się w bębny – miód.

Over – to faktycznie koniec zaprezentowany niepokojąco spokojnymi dźwiękami. Po chwili nastaje cisza, która po takim albumie, aż huczy w uszach.

_DSC0268

Piękna jest też oprawa i okładka całego albumu. Nie wiem jak jest z CD, ale na winylu nie ma niestety tekstów w języku angielskim – stworzone za to zostały specjalnie symbole, które po odszyfrowaniu dają teksty i wszelkie informacje. W sieci ten tekst można znaleźć jak APC text, przyznam, że znalazłem w moim sklepie Windows nawet aplikację, który potrafi zamienić tekst na wspomniane symbole. To tak dla artystycznych freaków.

Kończę, żegnając się Judytą.

4 Comments Add yours

  1. Rolu pisze:

    Genialny album, pamiętam jak kiedyś katowałem go niemiłosiernie. Chyba zaraz go odkopię:)

  2. no1objector pisze:

    na płycie CD mamy tylko to co u Ciebie na zdjęciu 1 i 3 i 4🙂 no ale winyl, to winyl.

    1. tomilol pisze:

      a masz na CD w intro Sleeping Beauty ten okrzyk? Bo nie mam porównania

      1. no1objector pisze:

        u mnie nic nie słychać, ale jak wyżej pisałem, co winyl, to winyl😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s