Bruce Springsteen – High Hopes

_DSC0390

Nie znam się na twórczości Bossa- znam tylko hiciory i to też nie wiele ich potrafię zliczyć. Jedyne wspomnienie z Bruce’m to mam z dzieciństwa gdy w podstawówce kumpel Rosiu puścił mi utwór Born in the USA. Zawsze do niego przychodząc śpiewałem ten refren.

Jakimś cudem trafiłem na ten album. Chyba ktoś ze znajomych pisał, że czas sprawdzić nowego Bossa. Więc i ja tak postąpiłem. Pierwsze High Hopes wbiło mnie swoją prostotą w fotel. Czad w postaci prostej gitary, saksofonu lub trąbek – mega energia! Po prostu aż się chce tańczyć i śpiewać. Byłem zaskoczony tak pozytywnym numerem (to tylko świadczy jak mało wiem o Springsteenie). Tak więc po kilkunastu przesłuchaniach albumu High Hopes na Spotify’u wybrałem się do MuzArtu po winyl – tak się fajnie trafiło, że oprócz LP dodatkowo jest jeszcze płyta CD – tak więc i w domu na adapterze i w aucie w odtwarzaczu zawsze towarzyszy mi ta genialna płyta.

To podobno zbiór utworów. Ta płyta nie ma koncepcji i nawet gdzieś przeczytałem, że to są jakieś odrzuty – WOW! Jeśli to prawda to czas nadrobić zaległości i wsłuchać się w inne płyty!

Po energetycznym numerze tytułowym pięknie wybrzmiewa bardziej przytłumione Harry’s Place. Bardzo przyjemnie się słucha i tego numeru – dobrze brzmi w aucie i jestem pod wielkim wrażeniem tego chaosu, który się tu pojawia w pewnych momentach – nie spodziewałem się tego i jak dla mnie jest to mega odważne.

American Skin (41 shots) (przy okazji przepiękne jest to wykonanie w teledysku) – to jeden z tych kawałków, który wpadł mi od razu do głowy. Przepiękna kompozycja, bardzo przejmujący tekst – cudowny spokojny klimat.  Bardzo mi przypomina jeden z niewielu znanych mi starszych utworów Bruce’a I’m on fire. 41 shots opowiada o historii zastrzelonego w N.Y. imigranta Amadou Diallo – policjanci wzięli go za poszukiwanego przestępcę. Nie dociekając kim naprawdę jest i wysuwając pochopne wnioski wystrzelili 41 strzałów w jego kierunku zabijając na miejscu. Inaczej się słucha tego kawałka wiedząc co się wydarzyło.

_DSC0388

Kolejna kompozycja na płycie jest już z tych bardziej energetycznych – Just like fire would – bardzo pozytywny utwór – świetnie słucha się go rano gdy trzeba się obudzić w drodze do pracy.

Down in the hole to iście Springsteenowa tematyka – znowu jest spokojnie przejrzyście i nagle w pewnym momencie pojawiają się skrzypce i robi się jeszcze lepiej. Mega piękne te „odrzuty”, ileż to artystów chciałoby mieć takie kawałki.

Heaven’s Wall ma fajny gospelowski klimat, bardzo pozytywnie to tutaj brzmi – natomiast te przejścia i harmonie w środku muszą genialnie brzmieć na koncertach. Ogólnie cały ten album był zainspirowany zamysłem pokazania utworów rzadszych i ukazania jak są wykonywane na koncertach.

Kolejny utwór jest idealny na pobudkę – Frankie fell in love – „Good morning, good morning!” – pozytywne rozpoczęcie dnia – dobry amerykański rock’n’roll – prosto i bardzo przyjemnie. Zaraz po tym bardzo „irlandzki” This is your sword – lekko potrafi znużyć, ale są dni gdy chce się słuchać tej płyty dla takich właśnie numerów.

Hunter of invisible game – piękne i prawdziwe. Znowu gitarki wybrzmiewają delikatnie, a skrzypce głaszczą po uszach. Cudo, idealne na ukojenie nerwów.

Dziesiąte na płycie – monumentalne wykonanie The Ghost of Tom Joad – tu jest wszystko: przepiękna historia, skrzypce, cudowna energia. Śpiewa nie tylko Bruce, bo wspomaga go wokalnie również Tom Morrello – co oznacza też genialne, wspaniałe gitary. Te solówki mogą się przyśnić w nocy – niesamowite jak tu wszystko przepięknie współgra – marzeniem byłoby usłyszeć to na żywo. Za każdym razem mam ciary na plecach. Nie polecam słuchać tego w samochodzie na maxa – bo po prostu można nie zauważyć jak się przejechało całe miasto. Poznałem też wersję oryginalną, ale jak dla mnie ta tutaj to coś wspaniałego. Zacząłem właśnie czytać Grona Gniewu Steinbecka by dowiedzieć się jak i dlaczego Bruce wymyślił ten numer. Echh – po prostu znowu mam ciarki na plecach. Lubię Toma Morello i jego granie, ale tutaj, zbliża się do perfekcji, zaczynam się zastanawiać czy to nie jest jedna z lepszych solówek ever! Nawet te jego przedobrzenia pasują tu idealnie. Gra tutaj jakby był w ekstazie!

Pięknie wpasowane jest tu po tej energii akustyczne granie w The Wall (bardzo pinkflojdowe te tytuły). Bardzo podoba mi się ten kawałek – uspokaja, wprowadza w taki błogi stan. Tak właśnie powinna działać muzyka. No i ta trąbka na końcu – ostatnio trąbka ma dla mnie dosyć ważne miejsce z powodów dość osobistych..

Czy to koniec dobroci od Szefa? Na szczęście nie, na koniec serwuje nam narastające i optymistyczne Dream Baby Dream – bardzo poprawia to humor i ma się ochotę odpalić ten album raz jeszcze. I znowu, i znowu, i znowu.. Zwłaszcza na winylu…

do obejrzenia wykonanie na żywo tej wersji The Ghost of Tom Joad.

2 Comments Add yours

  1. Wiesz, mnie też ten album zauroczył. Bruce ma kilka naprawdę dobrych płyt. Warto posłuchać np. albumów Born In The USA czy The River.

  2. Donna Zoe pisze:

    W ciekawy sposób prowadzisz bloga. Zapraszam również do siebie: http://www.donnazoe.blogspot.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s