David Bowie – Heroes

_DSC0209

Zacznijmy od sucharu mojego znajomego – Dlaczego warto słuchać Davida? – Bo Wie!

Tak się dziś składa, że wszechwiedzący David obchodzi dziś urodziny, a ja ostatnio pod choinką znalazłem dwa jego albumy (oba z podobną okładką).

Heroes to nie jest łatwy album, zresztą cieszy mnie to ogromnie. Nie znałem tych kawałków wcześniej. No może oprócz tytułowego i Joe the Lion.

Pomimo, że ten album nie wszedł łatwo, ogromnie się cieszę, że go mam i, że mogę poznawać. No bo tak pisząc dość górnolotnie to chyba jestem szczęściarzem, że mogę sobie poznawać i uczyć się twórczości artysty. To z pewnością można powiedzieć o Davidzie – on to robi bo ma taką potrzebę. Rok temu w swoje urodziny wydał album robiąc sobie prezent (plus oczywiście milionom słuchaczy). Cieszę się, że mogę sobie pozwolić na to by poznawać jego sztukę. No bo nie jestem niestety jakimś specem w jego twórczości. No, a przecież jakże dobrze brzmi zdanie – Słucham Bowiego! Można aż się pochwalić.

Tytułowy Heroes zawsze mi się podobał – piękny kawałek, no i ten tekst. Tak nastawiający optymistycznie. Ostatnio dobrze użyty został ten numer w filmie – The Perks of Being a Wallflower – trzeba przyznać, że pasował tam idealnie. Zresztą to jest taki utwór, że wokół niego można by nagrać film. Zaczyna się magicznie, tak znikąd, a potem porywa myśli.

Kolejnym utworem, który się wyznacza jak dla mnie jest Sons of the Silent Age – bardzo kojarzy mi się z innym numerem Bowiego – Space Oddity. W tym numerze bardzo podoba mi się ten dziwnie wkomponowany saksofon, którego zresztą sporo można uświadczyć na tym krążku.

W kolejnym utworze bardzo schizofrenicznym Blackout ciężko na początku zorientować co się dzieje i dlaczego. Jednak jakoś ufając przesłuchałem ten numer kilka razy i jest on dosyć chwytliwy. No, a może on jest po prostu kiepski i zadziałała magia Davida.

Album zaczyna się jeszcze od dwóch numerów, które mogą wprowadzić zamęt w głowie.

Ten ponury klimat wprowadzony w Beauty and the Beast to wszystko za sprawą głosu Davida. Nie wiem o czym jest ten numer – piękna i bestia – gdzieś czytałem, że to może być wpływ Berlina, w którym mieszkał – jego wschodniej i zachodniej stronie – tej pięknej i bestialskiej. Może jest w tym coś. Muszę przyznać, numer jest zaraźliwy.

Drugi na płycie jest Joe the Lion, który tekstowo nawiązuje do postaci artysty Chrisa Burdena – zwłaszcza we fragmencie tekstu o przybicu gwoździami. Dziwny to numer – no ale pasuje do albumu jak najbardziej.

Po tych czterech utworach nastąpiło coś co mnie ogromnie zaskoczyło. Z początku był to nawet zawód – cztery kolejne numery są instrumentalne. W ogóle mi to nie pasowało – no jak to, David Bowie? Taki głos? Niebanalne teksty i mamy utwory instrumentalne?

bowie heroes

Kolejne zaskoczenie to fakt, że to są naprawdę dobre numery. V-2-Schneider wkręca tymi dziwnym klawiszami – tą elektroniką. Zaraz po nim przepięknie ponury Sense of Doubt – taki przeraźliwie samotny, zimny i cudowny. To są proste dźwięki, ale potrafią na zawsze zostać w głowie.

Zaraz potem mamy Moss Garden – trochę bardziej pozytywny, to pewnie za sprawą japońskiego instrumentu koto – naprawdę można się uspokoić po tych wcześniejszych dźwiękach.

 

Neuköln to jedna z dzielnic Berlina, brzmi smutno, nostalgicznie, a na końcu brzmi przeraźliwym krzykiem saksofonu. Niby instrumentalne numery, a naprawdę godne poznania i niektóre z dźwięków wchodzą do głowy, powodują dreszcze, smutek, zwątpienie. Ogromny szacunek za takie oddziaływanie. Bardzo mi się to podoba.

Ostatni na płycie The Secret Life of Arabia to chyba najbardziej pozytywny numer. Bowie brzmi tu jakby się śmiał. Chyba jedyny numer z albumu, przy którym można sobie podśpiewywać.

Może za szybko piszę sobie o tym albumie bo znam go dopiero dwa tygodnie, ale z okazji urodzin Davida pomyślałem, że coś sobie popiszę. Jeszcze z pewnością wsłucham się tę muzykę wiele razy by odkrywać jej kolejne warstwy. Bo taką muzykę cenię najbardziej chyba -nie oczywistą, która skłania do myślenia.

100 lat Davidzie!!!

3 Comments Add yours

  1. no1objector pisze:

    Artysta ma kosmiczną wyobraźnię (vide Ziggy Stardust), więc i takie płyty otrzymujemy, dla zwykłych śmiertelników nieco trudne w odbiorze, ale jak się przełamiemy, to zostają z nami na zawsze🙂 Płyta powstała jako część trylogii, nagrana w tym samym studio w Berlinie w którym powstała moja ukochana płyta U2. Na płycie udzielał się Robert Fripp, a w trasie Bowiego wspomagał Adrian Belew (obaj King Crimson), fantastyczni muzycy i gitarzyści, z równie wspaniałego zespołu, a piszę o tym wszystkim, żeby podrzucić tobie link do tytułowego utworu w wykonaniu wyżej wspomnianych panów i muszę powiedzieć, że odkąd ją usłyszałem, to ta wersja towarzyszy mi dzisiaj częściej niż oryginał🙂

    1. tomilol pisze:

      o panach z Kramazynu wiem🙂 jeszcze niejaki pan Brian Eno brał udział w tej płytce.. natomiast to wykonanie „Heroes” jest genialne.. cudo, wielkie dzięki za podsunięcie

  2. SH pisze:

    Nie wszystkie albumy są trudne w odbiorze. Na początek można posłuchać „Let`s Dance”, która to płyta Davida Bowiego (choć przez wielu bardzo krytykowana) stanowi kwintesencją „piosenkowości” artysty („China girl”, „Under pressure” czy kawałek tytułowy). Warto też przyjrzeć się kanonowi (prócz Ziggiego będą to: „Hunky dory”, „Aladdin Sane” czy „Scary monsters”. Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s