Waglewski, Fisz, Emade – Matka, Syn, Bóg

_DSC0157

No i po świętach. Obrodziło w piękne płyty pod choinką. Winyle i CD. Stare i nowe. Znane i zaskakujące. Szybko i trudno wchodzące. Wszystkie piękne: bo to po prostu muzyka jaką lubię, taką jaką lubiłem i wiem, że będę, lub nauczę się lubić.

Szykowałem się na ten album już jakiś czas temu. Myślałem wtedy, że Fisz i Emade ze swoim kimnowakowym tupnięciem pięknie się będą komponować ze swoim Ojcem. Miało być oczywiste, że to będzie świetne. Zanim wybrałem się do sklepu postanowiłem jednak wysłuchać albumu na spotify i ogólnie na youtubie. Puściłem i niby wszystko się zgadzało, niby było to dobre, niby nic mnie nie zaskoczyło negatywnie, ale zabrakło tego czegoś.. tego szoku, tego uśmiechu przy pierwszym odsłuchaniu.

Mimo tego wiedziałem, że album nabędę, bo ogromnie szanuję tych muzyków. Mikołaj Maciej sprawił, że album  powędrował do nas pod choinkę. Teraz po kilkunastu już odsłonach, w różnych formach (na słuchawach, z kompa, z TV w wersji koncertowej na TVP Kultura, z płyty w aucie, z płyty na kinie domowym z jednym głośnikiem i w końcu z kina z naprawionym dźwiękiem stereo) muszę przyznać, że to świetny album. Niby wszystko jest w jednym klimacie, ale jak też zauważył mój teść – jest tu bardzo dużo różnej muzyki. Dobrych, różnorodnych dźwięków.

Nie mam niestety poprzedniej płyty tego trio, która została wydana pod szyldem Męska Muzyka, ale pamiętam, że słuchałem jej często na mp3. Jakoś tak wyszło, że jej jeszcze nie nabyłem – podkreślam słowo „jeszcze”.

Tym razem wydane jako Waglewski, Fisz, Emade. Ciekawe na jakiej zasadzie ta nazwa jest w takiej kolejności? Chodzi o wiek? Chodzi o to, że tak lepiej brzmi? Tytuł płyty również w trzech słowach, Matka, Syn, Bóg. Tu też się zastanawiałem czemu akurat te słowa są w tytule. Czemu nie jest to słowo Ojciec. Nie wiem jaki jest powód, ale wiem jedno: to właśnie Matka, Syn, Bóg – te utwory z tego albumu są dla mnie monumentalne i wywołują u mnie niesamowite reakcje. Reszta numerów oczywiście w żaden sposób nie odstaje. Ba! Mogę nawet powiedzieć, że reszta jest jeszcze ciekawsza. Jednak to właśnie te utwory z tytułu albumu mnie rozwalają.

Zaczynając jednak od początku, Pocisk to taki jak dla mnie numer najbardziej voovoowowy – to pewnie przez tę pozytywną gitarową zagrywkę. Jest jazzowo, jest bluesowo, jest dość pozytywnie, no i jest piękna współpraca również w kwestii wokalu. Fisz jest poważniejszy, mocniejszy, a jego ojciec brzmi tu przy nim bardziej wesoło, bardziej ludzko, rzekłbym nawet.

Zaraz po tym pięknie wybijany pianinem Posłuchaj. Numer brzmiący jak podkład do jazdy pociągiem i ma w sobie coś z Ray’a Charles’a.

Zaraz potem numer Ojciec, który znowu podobnie rozdziela wokale. Ma się wrażenie, że Fisz mówi, Wojciech Waglewski śpiewa, chociaż w sumie nie różnią się tak bardzo od siebie. Cały numer ma dla mnie taki dosyć hiphopowy rytm i ten numer mógłby się chyba znaleźć na płycie Fisz, Emade solo.

waglewscy

Po ojcu czas na Syna – ten niby niczym nie szokujący numer mnie uderza tekstem. Sam  klimat jest powolny, ślimaczy sobie, nawet słychać gdzieś ten opadający śnieg. Tekst jest przepiękny – skłaniający do przemyśleń o synu, o dzieciach, o rozczarowaniu, o oczekiwaniach, o rodzicielskiej odpowiedzialności, o zwątpieniach i o wolności rozwoju dziecka. Idąc krok dalej, można by nawet to podłożyć do miłości do dziecka autystycznego lub niepełnosprawnego. Jak dla mnie, to musi być ogromna miłość, ogromna duma patrzeć na swoje dziecko, rozwijające się lepiej lub gorzej, lub po prostu inaczej. Tak widzę ten tekst i tak jakoś mnie rozczula.

Wracając jednak do kolejnych numerów – Wrze gąszcz brzmi cudownie – tak Breakoutowo. Czuć go latem, czuć go wakacjami. Bardzo fajnie też w tle słychać żeński wokal. No, a solóweczka w środku jest bardzo oldskulowa. Pięknie to rzęzi.

Trupek ma świetny rytm – lubię taki klimat – dziwi mnie tylko samo słowo „Trupek” – jakoś tak nie do końca mi pasuje – jednak można się fajnie wybawić przy tym chyba najbardziej kimnowakowym kawałku.

No i potem jest Bóg. Ależ tu jest ponury i cudowny klimat – Fisz czaruje swoim głosem – on jest tu kolejnym instrumentem. Można zamknąć oczy i odpłynąć – a potem jeszcze te przepiękne smyczki – po prostu cu dow ne! Aż łza się kręci ze wzruszenia, przy tych klawiszach i wokalu pani w tle i tych smyczków. Aż za dużo tego na raz! Pod sam koniec pięknie wchodzi gitarka, która aż powoduje u mnie jakiś taki niepokój, wzruszenie, a nieczęsto się zdarza by jakiś numer tak mnie powalił na kolana.

Tyle wzruszenia, a tu następny na płycie numer jest w stylu country! Piękne odreagowanie przy Ile jeszcze życia?, można nawet potupać sobie nogą. Sam tekst jest ciekawie wkomponowany. No bo tekst o przemijaniu – poważna sprawa, a tu w tle wesoło, normalnie jak jakaś potańcówka. Świetnie to wyszło.

W następnej Komecie wciąż w klimacie Ju Es and EJ. Szczególnie przez to banjo. Ładnie to sobie płynie i jest to przyjemne pomimo tekstu o pogrzebach. Bardzo podoba mi się zdanie „trzymam się ziemi jak śnieg” – takie bardzo Fiszowe.

No i przechodzimy do Żółtego Buta (szkoda, że nie mam nigdzie linku do tego numeru). Klimat starego bluesa – znowu coś, rzęzi coś charczy, a to wszystko pięknie składa się na całość. Nawet tekstu tu nie trzeba – ten numer ma  to „coś” i brzmi świetnie. Jest głośno i przyjemnie. No i bardzo dobrze blokuje odgłos fajerwerków, które mojego psa doprowadzają do zawału.

Ostatni numer z tych tytułowych to Matka – to popis samego Wojciecha Waglewskiego. Po prostu nie chce byś gorszy od Fisza i też chce malować głosem. Po raz kolejny, numer wzrusza. Razem z nim śpiewa tu jeszcze w refrenie pani Iwona Skwarek – no a potem ten syntezator (troszkę taki jak na ostatnich płytach HEY’a). Tworzy się po raz kolejny cudowny klimat – tylko się rozkoszować.

Jeśli komuś przez chwilę zabrakło gitar i basiku to zadowoli się pięknym rytmem w Człowieku Ćma – ależ dudni ten basior. Bardzo przyjemnie mija te 5 minut.

_DSC0161

Ostatni na płycie Na okrągło zaskakuje mnie trochę wokalem. Baaaardzo skrzeczący – nawet trochę irytujący rzekłbym (chyba nie tylko mnie, bo Kasia zamknęła drzwi od pokoju)- ale z czasem można się przyzwyczaić bo warto. Przecież ten tekst jest mega pozytywny – no taki typowy dla pana WW:

„Wstaję wcześnie rano po to by,
w biegu zjeść śniadanie i szybko wyjść.
W pracy słabo, ale bóg ją dał.
Widać tylko tę miał.”

Od razu przychodzą mi do głowy inne teksty Wojciecha Waglewskiego jak np: Wannolot w znanym mi bardziej wykonaniu Lipy, Skubasowa „Mgła„, czy też z poprzedniego albumu trio Waglewskich ostatni na płycie Chromolę. To wszystkie leniwe i jakże prawdziwe teksty są mi bardzo bliskie. Proste i cudownie przyjemne.

Do tego albumu jeszcze pięknie zrobiono zdjęcia, i do tego obrazki. Wyglądające na malowane dziecka ręką, pięknie się tu wpasowują w ten rodzinny album.

Polecam na zimowe wieczory przy kominku, grzejniku, herbacie, whisky i nie tylko. Bardzo polecam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s