Down – II; A Bustle in Your Hedgerow

_DSC0285

Okropnie długi jest ten album. Muszę przyznać, że niezbyt często słucham go w całości. Zazwyczaj dzielę go sobie na dwie partie.

Skojarzenia z tym albumem mam dwa. Pierwsze to podróżowanie z nim podczas moich codziennych tras na kolegium językowe. No może przesadzam z tym codziennym, ale częstym. Zdarzało się przecież, że na college się przychodziło, ale na zajęciach już nie. Zresztą, kiedyś policzyłem sobie, że przej jakiś nie było takiego tygodnia, że byłem na każdych zajęciach (kiepski teraz daję przykład, ale wagary moje rozpoczęły się dopiero na studiach – trzeba było korzystać).

Drugie skojarzenie mam z moim kuzynem. Pamiętam, że przyniosłem kiedyś kasetę z tym albumem do niego do domu. Akurat, była tam jego znajoma i kiedy puściłem im kasetę podjarany jaki świetny to album oni mnie za niego wyśmiali. Mówili, że niby każdy kawałek jest taki sam i nakręcali się by przyczepić się do czegokolwiek. Pomyślałem wtedy – jak łatwo jest kurcze krytykować jak samemu lepiej się nie umie. Poza tym pomyślałem – jacy niektórzy są głusi. „Piosenki są takie same?” Słoń nadepnął im na ucho chyba. Na szczęście mam własny rozum i nie dałem się im przekonać.

_DSC0286

Z  Down mam jeszcze kilka skojarzeń – Po pierwsze: co za głupia nazwa, spróbujcie poszukać czegoś o nich w internecie, jest to mega ciężkie, a w czasach gdy nie stać mnie było na płyty, ciężko Po drugie: mam koszulę z logo tej kapeli, którą często zakładam do pracy (dzieciaki, zwłaszcza gimnazjum, wtedy się pytają co to jest – miłe uczucie).

Dwójeczka down to chyba ich najbardziej zróżnicowany materiał. Uwielbiam te mocniejsze riffowe kawałki, które brzmia bardzo sabbathowo. Do nich spokojnie zaliczyć mogę Trzy pierwsze numery. Lysergik, Something on my side (piękny riff i bębny), no i genialne tekstowo The Man that follows hell.

Zaraz po tej mocnej trójce pojawia się ciekawe rytmicznie Stained Glass Cross. Jest takie luzackie, słychać trochę hammonda, ładne są te wstawki gitarowe. No, a refren świetnie się podśpiewuje. Dobry chilloutowy kawałek.

_DSC0289

Ghost along the Mississippi to jeden z mocniejszych kawałków. Te gitary są tu jakoś tak najbardziej zbite w całość. Nakładają się na siebie. To co nadaje urok temu kawałkowi to te zmiany tempa. Dobry numer do samochodu.

Learn from this mistake, to piękna balladka. Pięknie brzmią w drugiej części te ciągnące się gitary. Sam początek jest również bardzo miło uspokajający (masakra jakie trudne to słowo). Beautifully depressed to znowu świetny riff, pośrodku kilka ciekawych przejść. Gitarki wyjące w tle brzmią cudownie. Zaraz po tym przepiękna akustyczna ballada, słuchając Where I’m going można poczuć się jak na południu USA. Po prostu śliczne.

To połowa płyty, która zaczyna lub kończy się ciekawym instrumentalnym przerywnikiem Doobinterlude, który przechodzi w najbardziej powolne i monumentalne New Orleans is a dying whore. Jest mega ciężko, po prostu przygniata do ziemi.

_DSC0284

„Siła riffu mnie zniewala” – takim tekstem zaczyna się The Seed, tak można by opisać większość tych szybszych utworów. Nie są one jakieś przepiękne, ale powodują wiry i huragany. To pewnie przez te nowoorleańskie klimaty.

Lies.. to kawałek, który jak dla mnie jest po prostu jammowaniem. Fajnie, że zostało to zarejestrowane, ale jest niedopracowane, mogłoby brzmieć troszkę lepiej.

Chwilę później perkusyjne Flambeaux, słowo to nawiązuje do tradycji Mardi Gras – święta w Nowym Orleanie. Flambeau były to pokazy ogni, które zresztą robione są do dziś.

Do końca zostają dwa kawałki, mega energetyczne Dog Tired, które mogłoby spokojnie być zagrane przez Panterę i jeszcze mega tajemnicze Landing on the mountains of Megiddo. Piękny jest klimat tego ostatniego. Trochę takiego tonącego miasta, otoczonego burzami – Nowy Orlean to jednak jest piękne tradycjami, ale dosyć pechowe co do pogody miasto. Dodatkowo, ze słów Mountains of Megiddo pochodzi słowo Armageddon.

_DSC0287

Jest to album długi, ale porywający, nawiązujący muzycznie do Sabbath i Zepellinów. Wpływy są ewidentne. Zresztą sam dopisek do tytułu powinien być znany dla wielu. Książeczka w mojej wersji to jedna poskładana karta, po jednej stronie ładny tajemniczy obrazek, po drugiej teksty i kilka zdjęć zespołu. Po otrzymaniu go z zamówienia internetowego nie byłem pewny czy to oryginał, bo papier jest jakiś taki dziwnie kredowy, ale chyba jest ok bo w komputrze od razu odnalazło mi jako Down II.

Polecam album wszystkim, którzy lubią ciężkie brzmienia, ale chcą się wyluzować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s