Pearl Jam – Binaural

_DSC0106

Mniej jak 9 godzin do nowego albumu Pearl Jam. Mój podobno już jest w drodze. Fajnie by było jakbym w dzień premiery go otrzymał. Może się uda. To nie jest tak, że go niesamowicie wyczekuję. No bo, bądźmy szczerzy. Cokolwiek oni stworzą, ja będę po ich stronie. Obiecuję też dać sobie czas z tym albumem.

Na dzisiejszy wieczór wybrałem sobie jeden z pierwszych dla mnie albumów PJ. Podobnie jak w historii z Yielda, album nabyłem drogą nielegalną. Jednak z czasem udało się skompletować oryginał na półkę. To jeden z tych albumów, który słucha się subtelnie. Najlepiej zasłonić sobie uszy gąbkami, połączyć je plastikowym pałąkiem. Do gąbek zamontować przetwornik elektromagnetyczny, mający za zadanie przekształcenie sygnału elektrycznego w słyszalną falę dźwiękową. Taki oto otoczony gąbkami przetwornik należy umieścić w bezpośredniej bliskości ludzkiego ucha, a nawet wewnątrz ucha. Hehe, w końcu nie na darmo mam tytuł technika elektronika.

_DSC0110

Ten album był specjalnie nagrywany techniką binauralną. Robi się to przy pomocy dwóch mikrofonów, natomiast efekt na słuchawkach jest niesamowity. Można poczuć się razem z zespołem w pokoju nagrań. Po prostu zamknij oczy przy Nothing as it seems. Po lewej stronie słyszę delikatną gitarę Stone’a, po lewej widzę oczami wyobraźni pogrążonego w transie Mike’a. Za mną na krześle siedzi Jeff z kontrabasem. Dumny, że to jego kompozycja, że to jego tekst wyśpiewuje Eddie. No, a Eddie? Czuję jakbym miał go w środku w głowie. Podobnie jak bębny Matta. One wydobywają się z potylicy. Po prostu można się poczuć częścią tego numeru.

Podobnie następny Thin Air zaczyna się tym podziałem dźwiękowym. Pięknie tutaj brzmi bas. Tak soczyście i miękko. Uwielbiam ten tekst, mówiący o odnalezieniu, o wspólnej drodze. O tym jak to będzie. Takie piękne dwa utwory. Jednak ten album zaczyna się od trzech kopniaków. Uwielbiam ten przytłumiony wrzask w Breakerfall – świetny energetyczny numer. No i ten tekst! God’s Dice zaczyna się jak dla mnie dosyć dziwnie, tak z niczego. Natomiast pięknie się rozkręca. Ahh, ta perkusja! Trzeci na płycie jest Evacuation, boję się, że zasłuchałbym się w tym numerze i zapomniał ewakuować ze statku. Świetnie się to wykrzykuje razem z Eddiem.

_DSC0105

Light years to pięknie ubrany numer. Po prostu ładnie skomponowana ballada. Taka, która powstała z serca. Wsłuchajcie się znowu w ten bas. Ament tworzy tam cuda. Kiedyś nie doceniałem tego instrumentu. Zresztą przy takich solówkach Mike’a i Stone’a. Eddie też tam chyba pogrywa. Na takie kawałki potrzeba czasu.  Tak by przesłuchać każdy instrument osobno i dokładnie.

Insignificance – twór głownie Eddiego. Delikatnie, delikatnie no i te cudowne łamane tempo. Ghrrr. Jak dla mnie mnóstwo emocji, uwielbiam taki stan. No i te skrzeczące gitary w tle. W tym numerze niesamowicie dużo się dzieje.

Po raz kolejny powtarzam, że dla mnie ważne są albumy. Prawdopobnie Of the girl nie brzmiałoby tak super, gdyby nie otoczka całego albumu. Ładnie to wszystko płynie.

Nie patrzę w książeczkę, ale czuję, że Eddie głownie maczał palce w Grievance. Znowu jest mnóstwo emocji. Zmiana tempa, co chwilę coś się dzieje. Ładnie brzmią te rosnące gitary. No i po raz kolejny trzeba docenić perkusję Matta. Jednak najbardziej czuć Veddera. Sprawdzam – hehe, miałem rację!

_DSC0109

Rival zaczyna się warczącym cudownie psem, tak jakby był za mną tak jakbym biegał wokoło. Pamiętam, że kiedyś wydawał mi się groźny. Miałem wrażenie, że jest wściekły na kogoś. Z czasem zmieniłem zdanie. Chyba przez to, że podobne dźwięki czasem wydaje mój pies gdy się z nim bawię, a już zabawa z Elmo mojej siostry i mamy. Ten to uwielbia przeciąganie. Największa frajda. Sam Rival to ciekawa kompozycja. Przedziwne są te klawisze. Zastanawiam się czasem jak powstają takie numery. Kto wpada na to, że brakuje w kawałku takich niepasujących klawiszy. No, a my głupi potem nie wyobrażamy sobie tego kawałka inaczej.

Sleight of hand jest tak jakby prosto ze snu. Magia, która wymaga czasu i odpowiedniej chwili. Czasem ten numer brzmi strasznie źle. Jednak wystarczy spokojna chwila dla siebie, słuchawki i brzmi magicznie. Soon forget – taki wstęp do tego co Eddie zrobi kiedyś solo. Podobno cały obarczony był straszną blokadą ze strony Eddiego. Miał straszny czas jeśli chodzi o pisanie tekstu. Soon forget powstał podczas tego gdy zmuszał się do odpoczynku od gitary. Jednak nie mógł się powstrzymać od maleńkiej mandoliny, No i znowu zamiast tworzyć teksty do powstałych już numerów, stworzył coś nowego, zapominając o starszych zobowiązaniach. No, ale przecież wyszło w końcu dobrze. Zresztą blokadę Eddiego można usłyszeć w ukrytym numerze w 51minucie. W książeczce można nawet znaleźć tekst do tej blokady.

Fale, fale. Po raz kolejny wraca klimat wzburzonych wód w twórczości PJ. Ostatnie na płycie Parting Ways to coś pięknego. Ciężko byłoby stworzyć coś innego. Idealne zakończenie albumu, który podobno wielu uważa za nieudany. Dla mnie już na zawsze Binaural będzie tym łącznikiem pomiędzy nastoletnim, a dorosłym mną. Zresztą muzyka PJ towarzyszy mi tak jakby przez całe pół-dorosłe życie. Jestem pewny, że wychodzący za 7 godzin, 51 minut i 30 sekund album będzie kolejnym jego etapem.

2 Comments Add yours

  1. no1objector pisze:

    Co tu dużo pisać, piękna płyta.

  2. Rolu pisze:

    Obadałem Binaural kilkukrotnie na „nausznikach”. Jest faktycznie zdecydowanie lepszy niż w wersji głośnikowej no i ma wiele różnych ciekawych smaczków:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s