The Black Keys – El Camino

_DSC0078

Wtorkowy wieczór to ostatnio jest właśnie ten dzień, gdy mam czas usiąść i czegoś posłuchać. Nawet siły są by coś tam sobie napisać o jakiejś płycie. Tydzień zleciał mi na pearljamowych klimatach. W końcu oczekuję na ich nową płytę.  Wszędzie Pearl Jam. Nawet kanapkę z dżemem właśnie zajadam. Tak więc na mały odwyk zapuściłem dziś the Black Keys.

Zespół poznałem dopiero w 2012. Wiem, że mają już sporo albumów na swoim koncie. Jestem całkowicie zakochany w ich wcześniejszym albumie Brothers, którego nie mam i właśnie wpisałem go na listę must hewów. Tak gdyby Mikołaj patrzył. The Black Keys poznałem dzięki gazetce Teraz Rock – kiedyś namiętnie ją czytałem od deski do deski. Dziś zaglądam do niej coraz rzadziej. The Black Keys znałem też przez ich utwory w serialu Sons of Anarchy.

Ten oto album był prezentem od kumpla na moją trzydziestkę. To były urodziny połączone z meczem Polska – Grecja otwierającym Euro 2012. Wesoło było, no i ja widziałem, aż dwa gole Polaków podczas tego meczu (to tak dla wtajemniczonych). Trzydziestka bardzo udana, podobnie jak i ten prezent. Album również trwa niewiele więcej jak trzydzieści.. minut. Jest to jednak 30 minut hiciorów. To wszystko to jest proste granie. Dla mnie niewiarygodne z jaką łatwością ta dwójka artystów potrafi stworzyć takie hiciory.

_DSC0075

Nietypowo zacznę od środka. Run Right Back– proste gitarowe solo – ale jaki efekt! Świetnie tupie się przy tym kopytem. Hit hit hit! Kolejne na płycie Sister – świetne rockowe disco. Tak to bym nazwał. Oczywiście po raz kolejny jest to proste i przejrzyste. Hell of a season – śliczny refren. Śliczny przez te dzwonki (czy też klawisze).

Zatrzymam się przez chwilę przy samym opakowaniu. Kolejny przykład jaką prostotę wyznaje ten zespół. Cudny digipack, który zdobią na kilku polaroidowych zdjęciach  auta typu van. Jest to pewnego rodzaju psikus, gdyż tytuł El Camino odnosi się raczej do mało rodzinnego Chevroleta. Dowcip, który zadziałał, ale raczej w stanach. Dopiero po wydaniu tytułu zespół dowiedział się, że po hiszpańsku El Camino oznacza ‚drogę’ lub ‚sposób’. No i ten tytuł ma sens. Dla mnie śmieszne jest to, że w pewien sposób znaczenie tego tytułu stworzyło się samo. No i album genialnie słucha się w aucie.

_DSC0077

Wracając do albumu, wracamy do Stop Stop. Jak dla mnie ten utwór i kolejny Nova Baby wyznaczają się największym natłokiem instrumentarium. Brak tu może tej przejrzystości co wcześniej, ale po chwili głowa sama zaczyna podrygiwać. To są po prostu świetne kompozycje. Ostatni na płycie Mind Eraser. Ładne solo w środku. Pięknie dudni basik. No i sam numer kończy się tak trochę niepokojąco.

No to słuchamy drugi raz. Dwa z pierwszych trzech utworów wybrano na single. Miały nawet promujące je teledyski. Gold on the ceiling – utwór, który wchodzi nieproszony do głowy. Potem nucisz go nad ranem, a żona każe ci się uciszyć. Teledysk był bardzo ładny – zespół gra, piękne ujęcia publiczności i zespołu. Miło się to ogląda. Natomiast Lonely Boy to cudowny teledysk od którego ciężko mi się oderwać. Na jednym ujęciu nietypowy taniec. Tylko pan ubrany w koszulę tańczący w dość oryginalny sposób. Dobrze, że utwór trwa tylko trzy minuty bo ten facet mógłby dostać zawału. W jednym momencie pojawia się też drugi bohater teledysku. To tak dla spostrzegawczych.

Pomiędzy teledyskowymi utworami jest dla mnie największy hit tego albumu – Dead and Gone – to chyba znowu przez dzwonki. Po prostu piękne. Delikatna kompozycja, która urzeka swoją prostotą. Ja naprawdę zastanawiam się na ile albumów Dan i Patrick podpisali kontrakt z diabłem. Przecież te wszystkie melodie są tak genialnie proste. Tak jakby siedziały w mojej głowie, a oni posiadają klucz by je otworzyć. Przy okazji. The Black Keys to klawisze czy klucze? Chyba jednak to pierwsze.

_DSC0079

Little Black Submarine. Delikatnie, łagodnie, w tle po jakimś czasie pojawia się chyba jakiś hammond. Ładna ballada zdaje się. Nieeee, taką melodię trzeba wykorzystać. Po chwili mamy więc gitary i brudne solóweczki. Wykorzystanie prostej melodii maksymalnie jak się da. Trzeba przyznać, świetnie to wychodzi. No i taki prawdziwy tekst – „a broken heart is blind”. Sprzedali duszę diabłu, jestem tego pewien.

Na tym krótkim albumie został jeszcze Money Maker – tu naprawdę nie dodam nic nowego. Miło, prosto i efektownie. Znowu wydaje mi się, że ja znam skądś taką melodię. Oni po prostu ją urzeczywistniają.

Mikołaju! Czekam na ich wcześniejszy album – pamiętam, że był jeszcze lepszy.

One Comment Add yours

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s