The Dead Weather – Horehound

_DSC0216

Taaaaaak. Co za dźwięk. Tylko na głośnikach można tego dokładnie wysłuchać. Słuchać głośno! W ogóle skład jest niesamowity. Mosshart ma cudownie okropny wokal. Pełen brudu, seksu, namiętności, rozpaczy, niechęci. Wszystko można tam usłyszeć. Na perkusji (gnieniegdzie gitarach i wokalu) mistrzu Jacek Biały (nie mylić z Białogłowym).  Nie wczytywałem się w genezę powstania kapeli, ale dla jaj wyobrażam sobie to tak: Hej Jack White chce być w naszym zespole – To dajmy go na klawisze!” No bo właśnie dla mnie największe zaskoczenie to gitara. Kupując album byłem pewny, że to głównie Jack będzie tu pomykał. Szok – toż to Dean Fertita. Naprawdę się zdziwiłem, że to on gra tu pierwsze skrzypce. Jak dla mnie bohater tego albumu. Do składu idealnie wkomponowany jeszcze Jack Lawrence na basie.

Skład mistrzowski. Muzyka rozwalająca umysł. Już w pierwszym 60 feet tall słychać ponętne jęczenie Alison. Jest głośno, jest mocny bas. Jednak można przy tym utworze złożyć głowę i spokojnie zasnąć. Moja żona potrafi. Do tego solóweczki od Dean’a. Świetny kawałek – i pomimo, że jest tak pustelniczo to czuć wolność. Hang you from the heavens wydaje się już pełniejsze kompozycyjnie. Jest tak miękko. Jak dla mnie to najbardziej reprezentatywny kawałek z tego albumu. No i ładna perkusja panie White.

_DSC0217

I Cut like a buffalo to faktycznie brzmi jak pojedynek wokalistów.  Tylko, że brzmi jak numer hiphopowy. Dla mnie szok. Duża odwaga i wyobraźnia ze strony tego składu.

So Far From You Weapon jest po prostu ładne – fajnie brzmi ten chórek chłopaków dośpiewujący do Alison. Po drugiej minucie czuć nadchodzącą burzę. Są przebłyski, ale ostaecznie sztrom przechodzi bokiem. Dopisać muszę jeszcze jedno – jaki cudny bas jest w tym kawałku.

Treat me like your mother – ależ wrzask Alison. Do tego ściana dźwięku. Jest naprawdę dobrze, jednak w pewnym momencie nawet dla mnie robi się zbyt chaotycznie. Ten moment z z literowaniem, można by pominąć. Chwilkę potem zaczyna się ładna solóweczka. Niestety za krótka. Ten utwór można by chyba jednak uspokoić jak dla mnie. Westernowe Rocking Horse zaczyna się ładnym basem. Ładnie White wymienia się wokalem z Mosshart. Momentami ciężko też odróżnić kto jest kim. New Pony to pięknie przerobiony numer Dylana. Nie znałem oryginału, brzmi tak jakby należał do DW. Cudowna gitara, w ogóle bardzo zróżnicowana kompozycja. Fajnie się kończy z talerzami perkusji.

_DSC0218

Bone House – to chyba syntezator jakiś zaczyna. Świetne brzmienie, powtarzam się, ale po prostu mega dobrze tego się słucha. Alison zapraszająca do domu, który wybudowała. Ona chyba nie prosi by tam przyjść, ona po prostu każe. Ten motyw na syntezatorze jest cudowny. No i znowu szaleństwo na koniec.

3 birds to ładne (hmm, interesujące) prawie 4 minuty instrumentarium. Nawet Alison pomyka tu na gitarce. Dla mnie super, uwielbiam taki bas. Taki gitarowy chaos. Czego chcieć więcej. Poza tym, miło jest odpocząć i zatęsknić za wokalem przez chwilkę.

No Hassle tonight powraca z tym smutnym, ciągnacym się i przenikliwym głosem. Do tego sam utwór ciągnie się ponuro. Utwór jest ok, ale jak dla mnie jeden ze słabszych z albumu. Na koniec Will be there enough water. No i jest powrót do przestrzeni, której brakowało mi w poprzednim kawałku. Do tego prosty tekst White’a. Klawisze jak z pogrzebu. Perkusja, brzdękająca gitara. Wszystko proste, jednak tworzy genialną całość. Te 6 minut mija niepostrzeżenie gdy ja tonę w tych dźwiękach. Świetny bluesowy numer.

6 Comments Add yours

  1. no1objector pisze:

    Najbardziej lubię poznawać zespoły od występów na żywo. Wtedy można powiedzieć, czy to prawdziwy zespół, czy jakaś ściema, czy muzycy potrafią udźwignąć presję grania przed publicznością i jaki mają z nią kontakt. Dead Weather poznałem właśnie od tej strony i oczywiście wyszli z tego testu obronną ręką, lub jak przejęzyczył się mój kolega OGROMNĄ ręką. Ściana dźwięku, moc i energia, co najlepsze na płytach też to słychać.

    1. tomilol pisze:

      nie odpiszę bo zazdroszczę

  2. FeedMeRiffs pisze:

    niedawno weszli do studia, szykuje się nowy materiał🙂 no i bardzo dobrze napisana recenzja, nic dodać nic ująć.

  3. Vulture pisze:

    No przyznam, że to jedna z ciekawszych płyt jakie wpadła mi ostatnio w ręce, naprawdę dobra. Wokal Alison jest właściwie jednym z niewielu damskich, których słuchanie sprawia mi przyjemność. Do tego fakt, że Jack posadzony został przed talerzami wpływa na bardzo dobre rozwinięcie wybijania dźwięków. Generalnie jest tu dużo brudnego, gdzieś w głębi zakopanego starego bluesa i to się czuje.

    1. tomilol pisze:

      dokładnie.. też lubię ten piach i gruz bluesa!!!

  4. matiik2 pisze:

    Jack na koncercie rzucił pałeczkę obok mnie.😀 I z perspektywy czasu genialna II dalej świetna, ale końcówka nudzi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s