Alice in Chains – The Devil put Dinosaurs here

aic

Dałem tej płycie czas.. Tak by mnie do siebie przekonała. Powodem kiełkowania tego były inne albumy (pech dla AIC chciał, że w tym samym czasie wyszła QOTSA). Jest kilka albumów na mojej półce, które czekają na swój czas. Tak odnosząc się do tekstu Scalpel na tej płycie: „All comes in time / Don’t fight it, don’t mind it / Whatever may come”. Nie ma się co zmuszać.

Jednak przyszedł czas by się skupić na The Devil Put Dinosaurs here. Durnowaty tytuł. Bądźmy szczerzy. Do Alice in Chains pasowałoby coś z robalami, muchami, ślimakami, śluzem, brudem i piachem. Jak usłyszałem ten tytuł w zapowiedziach uśmiechnąłem się. „A więc będzie na przekór”. Pomyślałem, że będzie jakoś zaskakująco. Może jakaś rewolucja?
Pierwsze dźwięki Hollow. Po raz kolejny uśmiech na twarzy. -Nie ma rewolucji! Jest stare dobre AIC! Uff. Bo tym razem to była szczera radość.
Przecież w głębi duszy nie chciałbym żadnych większych zmian. To mają być moje kochane dźwięki mrocznych solówek. Mocnego basu i genialnej perkusji. Wokal ma być duszny, przytłaczający, ciągnący się i upiorny. Lekkie kosmetyczne zmiany? Mogą być! Tak by to pasowało do 21 wieku. Jednak rewolucja? Nie! Nie chcemy!

Tak więc pierwsze na płycie Hollow – udane bardzo, natomiast nie mogę oglądać teledysku. Widziałem go raz i mnie przestraszył. Ja chcę spać w nocy! Znacznie bardziej wolę tę wersję Video Lyric. Pasuje mi ten wokal Duvalla. Coraz bardziej. Świetnie współgra z Jerrym. Pretty Done ma właśnie ten piękny przerażający wokal. Natomiast Stone ma cudowny riff. Taki który potem śni się po nocach. Na tych kilku dźwiękach można utworzyć kawałek. Dla mnie wystarczy. A potem zgrzyty i chaos. Jest świetnie. W tym numerze podobają mi się te gitarowe podbitki (nie znam się na gitarowych określeniach, ale to słowo mi pasuje, te gitarki podnoszą dla mnie ten utwór coraz wyżej). Następna w kolejności jest ballada Voices. Ładne to. No i wg zasady uznawanej przez np. Aerosmith i Dave Grohla zaczyna się od refrenu. To podstawa sukcesu.

Tytułowy kawałek jest długi i zaczyna się jak koszmar. Nie w sensie muzycznym, tylko w sensie nastroju. Jak zły sen. Mgliście, trzeba czasu by coś dojrzeć. Dla mnie zaskakujące są te przejścia, chociaż ogólnie utwór jest tak jakby w typowej konwencji Alice In Chains. Podoba mi się to nietypowe frazowanie refrenu. Takie od niechcenia. No i gitarki. Ech, soczyste dźwięki. Słuchanie takiego utworu kojarzy mi się z oglądaniem horrorów. To trzeba lubić. Nie puścisz tego w ogólnodostępnej stacji radiowej.Nie obejrzysz takiego filmu na TVP o 13.
Następne Lab Monkey zaczyna się od mojego – Nareszczie! Utwór zaczynający się od linii basu. Tego mi brakowało. No i krzyk Duvalla robi tu wrażenie. Powoli, ślamazarnie. Typowy kawałek AIC.

Low Ceiling – moja ulubiona solówka na płycie. Zresztą ten utwór jest dla mnie najbardziej popowy. Powiedziałbym nawet – optymistyczny. Do czasu, aż robi się tłoczno i przytłaczająco. Przecież Jerry nie mógłby zostawić tu tak pozytywnego klimatu. Tekst sam w sobie mówi o przytłoczeniu. Pewnego rodzaju klaustrofobii. Sam osobiście nie cierpię na tę dolegliwość, ale raz lub dwa czułem się tak jakby pokój się kurczył. Ten tekst przypomina mi to dziwne odczucie.
Zresztą, zatrzymajmy się przy tekstach, przy książeczce i samej oprawie graficznej. To czerwone pudełko to nie jest przypadek. Bez niego ciężko jest odczytać te teksty. Bez tego plastiku okładka nabiera innego wymiaru, podobnie jak i inne grafiki w książeczce. Ciekawy pomysł, może szału nie ma, ale przynajmniej jest oryginalnie.

aic4

Przechodząc do kolejnego na płycie Breath on a Window. Refren – to najmocniejszy punkt. Po raz kolejny świetnie współbrzmią te wokale. W środku mocniejszy, bardziej schizofreniczny fragment by zakończyć ten utwór takim pozytywnym motywem. Jakoś mnie on pociesza, dając nadzieję.
Scalpel – 100% ballady, trochę country. Czysto, przejrzyście. No i najbardziej optymistyczny tekst. Co do tekstu, mam jeden problem. Nie pasuje mi to co w książeczce, do tego co jest śpiewane (do sensu). Tam jest fragment „I know how false the floor..” Ja mam wrażenie, że powinno być „I know how far is the floor..” Takie mi się zdaje.
Było delikatnie, naturalnie przejdźmy do mechanicznego Phantom Limb. Kolejny raz genialny riff. Natomiast w tym kawałku mam jedną myśl. Tam śpiewa Layne – ja go tam czuję. Po prostu zamykam oczy i go widzę jak wydziera się w mikrofon. To jest najbardziej Layneowy kawałek jaki słyszałem. Za każdym razem mam ciary.

Hung on a hook jest ładne, jednak po wcześniejszym numerze, ciężko mi się zawsze w niego słuchać. Jest niepokojący. Ciekawie jest to zaśpiewane, przyznam. Refren jest ładnie wkomponowany. To znaczy ładnie w stylu Alicji – niepokojąco, z łamanym tempem. Około 4tej minuty robi się już przemiło z tymi gitarami. No i ten krzyk w tle. Takie utwory jak ten przypominają mi film, gdzie czeka się, czeka, niby nic się nie dzieje, ale to oczekiwanie buduje klimat tego co jest na końcu. Tak jak w Taksówkarzu, albo ostatnio obejrzanym przeze mnie „Aż poleje się krew”. Sama końcówka nie robi wrażenia, jeśli nie wczujesz się w bohatera, nie przeżyjesz z nim tych kilku godzin, gdzie coś narasta.
Na końcu płyty mamy Choke – no i znowu ładny numer. Powiedziałbym nawet, że to ballada. Znowu zamykając oczy można wczuć się w obraz nadchodzącej burzy i przejaśniającego się nieba. Wiat się wzmaga, znowu niepokój. Minęły 3 minuty, a tych obrazów potrafi się trochę zebrać w głowie. No i dochodzimy do 4tej minuty z solówkami. Jak zawsze, warto było czekać.
Tak jak i na ten album.

A jeśli chcecie spojrzeć na ponurych AIC z innej strony, polecam ten filmik.

Na koniec teledysk .. i komentarz… Jerry, gdzie są twoje włosy?

2 Comments Add yours

  1. Rolu pisze:

    Świetny krążek chociaż początek mojej przygody z nim był trudny. Pierwsza część albumu podobała mi się od pierwszego przesłuchania, z resztą musiałem się oswoić. I w sumie wychodzi na to, że z tej całej grunge’owej świty AIC najbardziej daje radę:)

    1. tomilol pisze:

      kurcze, jalby się zastanowić.. chyba masz racje.. lepiej to brzmi niż Soundgarden, muszę przyznać, że naet od PJ.. tak najbardziej organicznie chyba..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s