Queens of the Stone Age – Gdynia 05.07.2013 (Heineken Open’er Festival) + Kaliber 44, Skubas, Skunk Anansie

_DSC0005

Miesiąc minął od najlepszego koncertu tego lata. Czekałem długo, odliczałem dni pakując w siebie kolejne płyty Queensów. W końcu udało mi się skompletować całą dyskografię na CD. Nawet więcej. Ostatnią płytę mam w dwóch egzemplarzach, no bo przecież winyl nie wejdzie do odtwarzacza w aucie. Więc musiałem nabyć też wersję CD. Tak by było na drogę.

Kasię stopniowo pozarażałem utworami. Musiałem próbować z różnej strony.

Trzeba było jej przedstawić hiciory (No one knows), zarazić ciekawym teledyskiem (Sick, sick, sick), albo katować w domu płytę tak by jej się zaczęło wydawać, że ona to lubi (…Like clockwork).

Udało się! Na kilka dni przed postanowiła, że ona też chce na koncert. Nie było na szczęście problemów z biletami. Tak więc przez Bolesławiec (trzeba było załatwić opiekę dla psiaka) wyruszyliśmy.

Przybyliśmy wpierw do Gdańska by się ulokować -Gdański dom Turystyczny – miejsce niezbyt piękne z zewnątrz (typowa budowla PRL), w środku natomiast całkiem przyzwoicie. Ogarnięci, przespani (godzinna drzemka) wyruszyliśmy na festiwal. Chciałem tam być na 18 by zobaczyć choć trochę koncert Kalibra.

Wyruszamy, GPS nastawiony – no i okazuje się, że to jeszcze ponad 40km! Niby trójmiast, ale to daleko wszystko od siebie. Jak mam być szczery to ja nie kojarzyłem czy Heineken jest w Sopocie, Gdańsku czy Gdyni.

_DSC0008

Trafiliśmy na straszliwy korek wyjeżdżając z Gdańska. Pędząc 10km/h obliczyłem, że na koncert na 22 powinienem zdążyć. Na szczęscie, po 15 minutach męczarni, przerzedziło się i spokojnie wjechaliśmy do Gdyni. Tam poszukując wskazówek dotarliśmy do momentu (w lewo parking Open’era, w prawo wjazd dla VIPów). Po krótkich spięciach z Kasią („powinieneś jechać w lewo!”) i postawieniu na swoim (miałem rację!) trafiliśmy na parking. Okazało się, że postawiliśmy auto obok gwiazd jutuba. Z żółtymi opaskami jednodniowymi (przed chwileczką pozbyłem się mojej z ręki) weszliśmy na teren festiwalu. Kaliber grał już jakieś 10minut, więc nie spóźniliśmy się za bardzo. Ja Kalibra pamiętam z czasów podstawówki. Nie wiem, czy bez Magika to nie jest profanacja , powiem jedynie, że brzmiało to dobrze. Nie znam też ich twórczości, ale numer o Czarnym kotku oczywiście ogarniam. Było dobrze. Postaliśmy chwilę i ruszyliśmy daaaaleeeeko przed siebie by dotrzeć do Ten Stage na Skubasa.

_DSC0003

Tam trochę bardziej przytulnie. Skubas gra swój materiał troszkę mocniej niż to co znamy z albumu. Było bardzo przyjemnie, obejrzeliśmy ponad pół godziny występu bo znowu trzeba wracać na Main’a by zobaczyć szaloną Skin.

Skunk Anansie wymiotło. Podobno Skin miała problemy z głosem. Jednak jej interakcja z publicznością (z którą momentami było bardzo blisko) mnie osobiście wgniotła w ziemię. Ona wpadała w środek tłumu ufając ludziom by ginąć wśród nich podczas refrenu. Niesamowite ile ona ma energii. No i odwagi. Mało kto ryzykowałby w ten sposób.

Czas na Queens of the Stone Age. Moje postanowienie przed koncert – idę blisko, do sceny. Tak zrobiłem, zostawiłem Kasię by oglądała sobie z daleka i wyruszyłem. Twardo stałem przez 50 minut. Jakoś przy Make it wit Chu ruszyłem do tyłu. Powodów jest kilka – starość, bolące stopy (trampki nie dały rady) no momentami irytowała mnie sztuczność zabawy w ‚kręgu’ . Ludzi po prostu naparzali się dla samego naparzania, zero radości z muzyki. Moment gdy na siłę robili miejsce by zacząć wiry przy następnym kawałku był irytujący. Oni się tam szykują, robią puste miejsce by zaraz ruszyć i ku mojej radości Queens zagrali w tym momencie spokojniejsze The Vampyre of time and memory. TO w piękny sposób zepsuło plan durnego kręgu.

Tak więc resztę koncertu obejrzałam na luzie z tyłu razem z Kasią. Brakowało tylko tequili.

Było cudownie, szkoda, że nie było nic z pierwszej płyty, ale mimo to setlista była świetna.

5lipca QOTSA – Setlista ze strony setlist.fm

1. Feel Good Hit of the Summer

2. You Think I Ain’t Worth a Dollar, but I Feel Like a Millionaire

3. No One Knows

4. My God Is the Sun

5. Burn the Witch

6. Sick, Sick, Sick

7. First It Giveth

8. The Vampyre of Time and Memory

9. If I Had a Tail

10. Little Sister

11. Make It Wit Chu

12. Smooth Sailing

13. I Appear Missing

14. I Think I Lost My Headache

15. Go With the Flow

16. A Song for the Dead

Oczywiście było za krótko. Nie było 17stego utworu i trwało to wszystko jedynie  83minuty i 22 sekundy. Przepiękne wykonanie Make it wit Chu! Zreszta sam zespół był zadowolony (nie obyło się bez ‚This is the best crowd of the entire tour”). Ile w tym prawdy? Chyba dużo, zresztą, who cares? Dla mnie było idealnie. Na gębie banan i tańczyłem sobie do ostatniej nuty. Muszę pojechać na ich koncert w klubie – to by było wydarzenie!

Na stronie internetowej na literkę y można obejrzeć ten koncert. Jak długo on tam będzie nie wiadomo. Ostatnio był przez tydzień. Gdyby tylko ktoś go ściągnął w tej wersji (zajmuje 1,7 giga). Tak by móc wracać do niego co jakiś czas. Puścić sobie na TV z głośnikami. Czy ktoś na to wpadnie? To chyba nielegalne🙂

Po koncercie poszliśmy zobaczyć jeszcze NASa, ale sił już nie było. Wróciliśmy do auta, do hotelu i brudni poszliśmy spać.

Koncert był cudowny!

_DSC0004

Tutaj próbka

7 Comments Add yours

  1. no1objector pisze:

    Moim zespołem pierwszego wyboru było Blur, ale QOTSA wygrało zestawienie na najlepszy koncert tegorocznego Openera zostawiając Blur ze srebrem. Trzecie miejsce na podium zajął Nick Cave. A wracając do QOTSA, to nawet moja Ola, która była sceptycznie do nich nastawiona, podskakiwała i pląsała w takt piosenek, stwierdzając na koniec podobnie jak ja, że panowie po prostu wymietli🙂 Nawet nie musiałem zbytnio „zarażać” jej przed koncertem, muzyka na żywo plus energia i zaangażowanie muzyków zrobiło swoje.

  2. rellih pisze:

    Chyba się pogubiłem?!. Fajne komentarze przeczytałem o „Czarnym kotku”. ???!!!Q

    1. Gorb pisze:

      Wiem, że już sporo czasu minęło i pamięć po takim okresie może płatać figle, ale dałbym sobie rękę uciąć, że nie grali „First it giveth”… Grali?

      1. Gorb pisze:

        Heh, dobra, już sam znalazłem dowód, że grali.
        Pozdrawiam!

      2. tomilol pisze:

        hehe🙂 grali grali.. chyba jakoś w środku setu

  3. Zaciesz pisze:

    Kurcze, żałuję trochę że nie mogłam być w dwóch miejscach na raz. Niestety byłam na innym feście, ale miło poczytać czyjeś wspomnienia🙂

    1. tomilol pisze:

      a co było również w tym czasie?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s