Them Crooked Vultures

_DSC0034

Wakacje, zegary przestawione, nic nie muszę, nic nie trzeba. Nie chciało się więc nawet napisać tu o niczym. Zresztą, album na dziś jest w obrębie Queensowych spraw. Nie mogę ostatnio oderwać się od twórczości Josha. Słucham, albo staruch płyt QOTSA, ale nie chcę o nich pisać, bo za dużo będzie na raz. Wybrałem więc coś co składa się choć w pewnej części z innych muzyków.

Płytę Tych Oszukańczych Sępów dorwałem dopiero niedawno. Oczywiście posilałem się wcześniej mp3jkami. Zasada jest taka – jeśli płyty słucham bardzo bardzo często – należy zakupić oryginał.

Wiadomo, że wiele albumów kupuję wcześniej, w dzień premiery nawet, ale tutaj się bałem. Tylko spójrzcie na skład: Josh Homme (QOTSA), John Paul Jones (Led Zepellin), Dave Grohl (Nirvana). Do tego wspomagający ich Alain Jonannes. Czego więc się można obawiać? Przerostu zajebistości i niewypału. Tak więc do albumu podchodziłem stopniowo, pomalutku. To był wielki błąd – bo chyba na początku troszkę się zawiodłem. Te brzmienie na mp3jkach mi nie pasowało. Trzeba było od razu zakupić płytę i sprawdzić ich zamierzone brzmienie na CD. Dopiero wtedy to ma sens. W ogóle ostatnio zauważyłem, że omijam słuchanie muzyki na mp3. Wiem, że mój domowy sprzęt jest słabiutki (kiedyś trzeba będzie to zmienić), ale winyl i CD to ostatnio u mnie podstawa słuchania muzyki.

_DSC0030-001

Zacznijmy od bardzo ładnej oprawy samego albumu. Odpowiedni był za to Liam Lynch – jeśli ktoś kojarzy to jest to między innymi reżyser Kostki Przeznaczenia, ale również jest zapisany w Księdze Guinessa jako twórca najkrótszej piosenki, która znalazła się na szczycie list w UK i USA. Ja też uwielbiam jego hicior United States of Whatever. Ma człowiek wiele talentów i te sępy na okładce i książeczce ładnie się komponują z muzyką.

No bo jakby tak się wsłuchać to jest to dla mnie uczta z dziwnych postrzępionych resztek dźwięków. Jest tu tak wiele genialnych riffów, przepiękny bas no i Dave fucking Grohl, który przepięknie rozsadza perkusję.

_DSC0033-001

Ktoś gdzieś napisał, że album jest zbyt przejęty przez Josha. Oczywiście wokale są jego i to może być powodem. Jednak muzycznie jest tutaj dla mnie trochę inaczej. w Queensach Josh bierze ładny popowy kawałek i wprowadza na to jakiś chaos, niepokój. Na tym albumie Josh i John Paul Jones biorą jak dla mnie riffy które według mnie powstały pięć minut wcześniej i robią z tego genialny numer.

Od razu spodobał mi się ten tytuł – No one loves me and neither do I. Kojarzy mi się z moją pracą gdzie zawsze jest problem z dziaciakami z formą neither i either. Podałbym ten numer na zajęciach, ale spojrzeliby pewnie na mnie dziwnie. Mind Eraser No chaser – bardzo lubię jak Dave tam śpiewa. Fajna jest ta wymiana wokali. Szkoda, że nie ma tego częściej. No i ten riff. Miodzio. New Fang – jak Josh pięknie tu śpiewa. Zmienia tempo wokalu, krzyczy, nuci, piszczy. Po raz kolejny świetne łamane tempo. Uwielbiam takie rytmy. Następny Dead End Friends – ładne samochodowe tempo. Zresztą chyba o tym jest tekst. Idealne dopasowanie. Kocham Elephants. Bo to jest coraz szybciej i coraz bardziej szaleńczo. Kocham ten stan. To musi być ogromna radość grać w takim zespole. Spotyka się grupa utalentowanych muzyków i po prostu współgrają. Osobiście mam też wyidealizowane wrażenie, że tego nie robi się dla pieniędzy. No bo Dave i John Paul Jones sprzedali tyle płyt, że nie muszą nic zarabiać. Natomiast Josh już w kilku wywiadach wyznaje, że muzyka to jedyna rzecz, którą robi na poważnie. Blues szumowin ma piękne riffy. No i Josh dopasowujący się do tych solóweczek wokalem. Jest piskliwie, są do tego świetne klawisze (chyba John Paul Jones na nich pogrywa). Ładny wesoły kawałek jak dla mnie. Oczywiście musi być przełamanie tempa. No i za to lubię ten album. Nie przyzwyczajaj się do tempa zbyt długo bo zaraz coś cię zaskoczy.. W Bandoliers jest śliczny refren. Bardzo przypomina mi to obecną płytę QOTSA. Podobny klimat. Skoro jest za ładnie, za łagodnie pojawia się Reptiles. Szaleństwo. Kawałek do odkrycia za nastym razem. Ładne wokale. Chyba wszyscy tutaj się udzielają. Ale ten bas jest nieziemski – balsam na moje uszy. Intelude with the ludes to dziwny stwór – jednak konieczny. Super są te bębny i stłumione dźwięki. Warsaw – wciąż nie wiem dlaczego akurat taki tytuł na ten numer – to powrót do żołnierskiego tempa. Oczywiście w tym 7mio minutowym kawałku dzieje się tak dużo, że ciężko to ogarnąć. W pewnym momencie pojawia się najbardziej techniczne granie w wykonaniu Dave. Jak przyznał w wywiadzie, to najbardziej skomplikowana rzecz jaką kiedykolwiek zagrał. Caligulove to znów szaleństwo – zresztą ciekawostka – ten zespół miał się nazywać Caligula (była jednak zajęta) – obecna nazwa bardziej mi pasuje. Kawałek, który zakakująco Kasi się spodobał to Gunman (choć u niej to zależy od humoru, ogólnie Joshowe granie mało jej pasi). Świetny numer do potańczenia. Znowu piękne riffy. Ostatni na płycie Spinning in the daffodils ma te świetne niskie tempo. Szalony taniec, psychodelia na koniec albumu.

_DSC0027

Nie da rady wyciągnąć z tego albumu faworytów. Po prostu są takie momenty w każdym z tych numerów, że coś urzeka, coś fascynuje, coś powoduje ciarki na plechach. Czasem jest to genialna perkusja, czasem dudniący bas, czasem jakiś riff. PO prostu nie ma numeru, którego nie lubię. No i najlepsza rzecz – za każdym razem odkrywam coś nowego, jakiś nowy dźwięk.

Mam ogromną nadzieję, że ta trójka nagra coś jeszcze. No i mam nadzieję, że wpadną do Polski. To by był czad! Widać też na wywiadach, że się dogadują. Bardzo fajny wywiad kapeli z Zanem Lowe, gdzie na przykład od 5tej minuty Dave opowiada o perkusji na tej płycie. Widać, że oni są zafascynowani tymi dźwiękami.

_DSC0026

John Paul Jones – legenda i wciąż to ma. Mega utalentowany facet.

Josh Homme (w ogóle ostatnio dowiedziałem się, że jego nazwisko czyta się ‚Hołmi’, a nie ‚Hom’ – nie myślałem o tym wcześniej i wciąż nie mogę się przyzwyczaić). Ostatnio nie mogę się odkleić od jego twórczości.

Dave Grohl – wulkan energii – to chyba przez tę ilość kawy, którą spożywa (zobaczcie tutaj) – uwielbiam ten luz i jego poczucie humoru. Chciałbym pojechać na jakiś jego koncert. Najchętniej chyba właśnie TCV, ale Foo Fighters też byliby super.

Polecam tym co nie znają, a chcą posłuchać 3 geniuszy. To naprawdę wyszło.

5 Comments Add yours

  1. no1objector pisze:

    W Europie mówi się ‚Hom’🙂

  2. FeedMeRiffs pisze:

    łapię się za to od razu🙂

    1. tomilol pisze:

      ooj tak, polecam .. soczyste dźwięki🙂

  3. SH pisze:

    To bardzo dobra płyta. Świetnie się jej słucha.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s