The Roots – Things fall apart

_DSC0206-002

To w technikum słuchało się takiej muzyki. Przyznam, że nie rozumiałem i pewnie dalej nie rozumiem wszystkiego o czym tu jest mowa. Jednak to co zawsze porywało mnie w tej muzyce to szczerość. To się czuje. To nie jest po prostu hip-hop. To pewna prawda, którą Roots tu przekazują. Ponadto zawsze imponowało mi to, że tam jest żywe instrumentarium. Dużo tu sampli, ale oprócz tego na perkusji jest np. genialny ?uestlove. Zawsze też podobał mi się jego styl. Ten grzebień wciśnięty w afro. To i fakt, że on naprawdę potrafi grać.

Album poznałem przez TV i teledysk do You got me. Dopiero niedawno dowiedziałem się, że w oryginale to nie Erykah Badu śpiewała w tym numerze, a Jill Scott. Nasłuchałem się tego kawałka i już na zawsze pasuje tam Badu. Jednak wersja ze Stone to prawdziwe cudo. Co za głos.

Dużo tu też gości na albumie – DJ Jazzy Jeff pojawia się w jednym z lepszych na płycie The Next Movement (świetny teledysk – i ten moment  ‚freeze’) . Jazzy Jeff kojarzy mi się jako kumpel Willa Smitha z serialu The Fresh Prince. Kojarzyłem też ich jakieś wspólne kawałki.  Nie wiedziałem, że on tak bardziej serio tworzy muzykę. Genialne skrecze w tym numerze. Zawsze imponowała mi ta umiejętność. Przypomina mi się kumpel, który dalej tkwi w tej muzyce, dalej tworzy.

_DSC0194-001

Lubiłem kiedyś podśpiewywać sobie refren do The Spark. Gdy puściłem ten album ostatnio po wielu wielu latach wróciły wspomnienia. W Dynamite! podoba mi się cała konstrukcja tego kawałka. Fajna wciągająca gitarka no i świetne łamane tempo. Głos tej kapeli Black Thought ma genialny flow. Przynajmniej tak mi się wydaje bo specem nie jestem. Zresztą dwa kawałki później pojawia się Mos Def, który jakoś zawsze mnie ciekawił. Po prostu facet ma w sobie jakąś tajemnicę. Tutaj w Double Trouble brzmią dla mnie trochę jak stare Run DMC – świetna współpraca. Pod koniec to genialne ZYZYZYzy. Co do ciekawych postaci w następnym przepięknym numerze pojawia się Common. Pięknie wyśpiewane słowa „hip hop you’re the love of my life”. Może nie mojego, ale jestem w stanie uwierzyć, że można się zakochać w tej muzyce. Po prostu czuć w tym kawałku duszę, wolność, miłość. To co imponuje w 100% Dundee to Rahzel tworzący tu bas i perkusję. Talent pełną gębą. Przypominam, nie znam się, ale to jest dla mnie prawdziwe i szczere. Tak wyobrażam sobie dobry hip hop. To samo tyczy się Adrenaline. Pięknie wszystko współgra. Trzeba mieć talent by tak grać. Trzeba mieć coś do powiedzenia by tak rapować. Pamiętam, że cieszyłem gębę gdy w tym kawałku usłyszałem nazwiska koszykarzy NBA. Ooo ja coś znam, ja coś rozumiem! Teraz wiem, że sam refren też nawiązuje do NBA. Wydaje mi się, że to Marv Albert jest tam zloopowany. Niestety nigdzie nie mogę tego potwierdzić. No, a ja uwielbiam głos Alberta. Na 99% to on tam jest.

kudłate słuchanie14

Na koniec albumu, przerażający wiersz. Ohydny i prawdziwy. Ciężko się od niego oderwać.

The Roots przypomnieli mi się bo ostatnio występują jako zespół u Jimmy Fallona. Świetnie im to idzie. Zresztą są za każdym razem wychwalani co można obejrzeć sobie tutaj. To jest kolejny etap w ich karierze i mogę życzyć im tylko jak najlepiej. Sam muszę w końcu dorwać jakiś inny ich album. Bo słuchając tego sprawiłem sobie dużo radości wracając do tej muzyki.

Album miałem kiedyś na kasecie. Z taką samą okładką. Istnieją też inne wersje okładek i żałuję, że nie mam żadnej z tych oryginalnych wersji. Tutaj można zobaczyć te limitowane wersje.

Na koniec przepiękny You Got Me. Ten z Erykah Badu, który mnie kiedyś oczarował.

8 Comments Add yours

  1. rellih pisze:

    Komentarz mój bedzie krótki i bardzo nieobiektywny.
    Nie cierpię Rapu !!!. Dla mnie jest monotonny, przwidywalny, nudny, bez dźwieków ale z dużą ilością słów… tylko po co ?
    Zdecydowanie bardziej podobały mi się utwór „You Got me ft. Jill Scott live… gdyby tam nie było kolorowego rapera.

    1. tomilol pisze:

      nie wszystko da radę pojąć.. na nasz odbiór oraz na tworzenie muzyki wpływa wiele różnych czynników kulturowych.. nie wszystko jest dla wszystkich.. i tak ma być!

  2. Jest Rap i Rap. Drzewiej to było coś! Pamiętam jak i ja przechodziłem swoją fascynację rapem i hip-hopem. Wielu tych wykonawców, których onegdaj słuchałem nie wytrzymało najtrudniejszej próby, czyli czasu, który obszedł się z nimi dość brutalnie. Jest jednak garstka, która ciągle świetnie się prezentuje, a ich płyt nawet po latach dobrze się słucha. U mnie na półce znajduje się inna płyta the Roots, a jest to Phrenology z genialnym jak dla mnie utworem the Seed🙂 I tak jak w przypadku choćby Beastie Boys, nie da się wrzucić the Roots do kategorii nudny, przewidywalny, bez dźwięków. Tam się naprawdę dużo dzieje i w sferze tekstowej np. wyżej wspomniany the Seed i muzycznej, oni naprawdę potrafią wykorzystać te swoje instrumenty🙂

    1. rellih pisze:

      Bardzo szanuję Twoją wypowiedź, bo każdy rodzaj muzyki ma swoich genialnych wykonawców i wspaniałych fanów. Odpowiedz mi jednak na proste pytanie: czy w historii muzyki był zorganizowany koncert zespołów spod znaku RAP? i czy taki koncert, przepraszam jeszcze raz, nie byłby nudny?

      1. tomilol pisze:

        Panie Rellih, pierwszą istotną sprawą jest dla mnie, fakt nie szufladkowania muzyki.. rap, rock, metal, pop … dla mnie to już wszystko jedno od jakiegoś czasu.. liczy się po prostu muzyka.. Uriah Heep to nie Deep Purple, Pink Floyd to nie Marillion, Rolling Stones to nie jest Aerosmith, Guns’n’Roses to nie jest Alice in Chains, The Roots to nie jest 2pac.. to po prostu muzyka.. dobra lub zła.. miła i bliska mej duszy lub też nie.. po prostu nie wszystko wszystkim leży.. jest mnóstwo tzw hiphopu, rocka, popu którego nie trawię.. ja np. nie rozumiem Kraftwerka.. ale niech sobie istnieje.. Dziś słucham The Roots, jutro Audioslave a pojutrze Alphaville.. wszystko jedno co to za gatunek..

      2. Pierwsze pytanie TAK, drugie pytanie NIE. Byłem na kilku koncertach z taką właśnie muzyką i wcale się nie nudziłem. Z przyjemnością oglądałem i słuchałem na żywo m.in. Beastie Boys, Cypress Hill, Matisyahu, Us3, L.U.C., Kaliber 44, Fisz i choćby Abraham Inc. łączący muzykę klezmerską z hip hopem, to dopiero była jazda, zero nudy. Nie staram się nikogo przekonywać do zmiany gustów muzycznych, bo jak wiadomo, o takowych się nie dyskutuje, aczkolwiek, jeszcze raz podkreślę; nie każdy wykonawca tej muzyki jest nudny🙂 Na ostateczne poparcie tej tezy wspomniany Abraham Inc. w utworze Tweet Tweet. Pozdrawiam.

    2. tomilol pisze:

      No i dziękuję za pomoc w wyborze.. znam The Seed – bardzo mi się podobał ten numer, trzeba więc nabyć Phrenology

      1. tomilol pisze:

        w media markt były wczoraj Rootsy za 22zł – Rising Down – nie zaryzykowałem, Pantera wpadła za to do koszyka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s