Nine Inch Nails – The Fragile

_DSC0356-001

Pan Reznor podobno cierpi na depresję. Nie jest to takie dziwne jak weźmie się pod uwagę jego biografię. Ostatnio podobno ma się bardzo dobrze. Pomagał nieco przy nowym albumie Queens of the Stone Age, który już niedługo pojawi się na rynku. Zresztą razem z Josh’em Homme i Dave’m Grohl’em nagrali utwór Mantra na album Sound City. O tym projekcie kiedy indziej, bo ta płytka też już kurzy się na mojej półce (wada posiadania ciemnych mebli i kudłatego psa).

Postanowiłem więc przypomnieć sobie płytkę z muzyką elektroniczną. Taka, która zrobiła kiedyś na mnie ogromne wrażenie. Wbiła w ziemię, przerażała dźwiękami i dołowała tekstami. Można nie lubić twórczości Trenta Reznora, ale on ma po prostu łeb do muzyki. Trzeba to docenić. Nine Inch Nails to całkowicie jego twór. To nie zespół, to jego muzyczne wcielenie. Wszystko podlega jego surowym regułom. Wszystko, każdy dźwięk jest przez niego dopieszczony. Ta muzyka jest dla mnie czymś dziwnym. Ona jest brudna, przesiąknięta chaosem, chorymi dźwiękami. Jednak tam są piękne melodie.  Zwłaszcza klawisze. Jak dla mnie klawisze są znakiem rozpoznawczym tego albumu. Ten cały chaos i brzydota są idealnie dopasowane do siebie tworząc paradoksalnie coś pięknego.

_DSC0372-001

Album akurat rozpoznałem przez teledysk to We’re in this together. Ogromnie podobała mi się ta koncepcja ucieczki. Potem do fascynacji doszedł tekst i muzyka. Piękne jest na przykład to, że przez cały refren słychać tamburyn. Przy tej całej elektronice, gitarach Trent Reznor stwierdza, że tu właśnie musi być tamburyn. Pasuje idealnie.

Tytułowy The Fragile to kolejny dla mnie wyznaczający się numer. Jednak jak mam być szczery to czasem słuchając tego albumu ciężko mi odróżnić jeden numer od drugiego. To nie jest wada. Po prostu tego raczej słucha się jako całości. O instrumentalnym numerze La Mer wypowiedział się kiedyś sam autoru. Podobno zamknął się w swoim domu nad morzem rzekomo pracując nad muzyką. Przyznał jednak, że w tamtym czasie planował popełnić tam samobójstwo. Utwór La Mer powstał właśnie w tamtym czasie i domu. Podobno odgrywając go wraca myślami do tamtych czarnych chwil. Postanowił, że (być może by odczarować urok  tego miejsca) w tym domu weźmie kiedyś ślub. Jak powiedział tak zrobił w 2009. Teraz mieszka z żoną i dwójką dzieci. Może w końcu odczarował los.

Na płycie prawej najmniej pasującym dla mnie utworem do reszty jest Starfuckers. Lubię go jednak i sam teledysk, w którym Trent Reznor wyrzuca płyty kilku artystów kibla zawsze mnie rozśmiesza. Wśród tych płyt jest przecież również NIN. Na koniec pojawia się pewien pan znany jako Brian Warner. W końcu to protegowany Trenta. Zapożyczył sobie z pewnością potem pomysły do teledysków od Reznora.

_DSC0357-001

Tego albumu słuchałem już w różnych miejscach. Daje radę w aucie jadąc wieczorem (powrót z Bieszczad). Można słuchać głośno na sprzęcie. Jednak najlepiej na dużych słuchawkach. Po prostu wtedy można docenić przemieszczający się dźwięk. W takim pięknym Into the Void słychać szept Reznora, najpierw do lewego a potem do prawego ucha. Z innych pięknych momentów to z pewnością kawałek – The mark has been made. C-U-D-O. Wokal Reznora jest ok, jednak jakoś tak lubię posłuchać bardziej muzyki. Na szczęście Reznor popełnił kilka lat temu świetny album Ghosts, gdzie można delektować się samą muzyką. On jest zapisany w musthave’ach – widziałem go na winylu więc kiedyś w takiej formie go nabędę.

Fragile to mój ulubiony album Trenta. Jest po prostu kwintesencją jego muzyki. Jakbym miał komuś polecić twórczość NIN polecił bym właśnie te dwa krążki. Ja słucham zawsze od lewego do prawego (jak to Kayah nakazała).

_DSC0367

Jak mam się do czegoś przyczepić to przedostatni na prawej stronie Underneath it all. Jak dla mnie to odstaje po prostu od reszty. Ciężko mi się go słucha. Chociaż pewnie kiedyś go w końcu „załapię”. Mam też pewne skojarzenie z nazwą tego zespołu  Zawsze myślałem, że chodzi o paznokcie, a to były gwoździe. Dowiedziałem się wiele lat później. Z ciekawostek – okładką miało być zdjęcie z tyłu – jednak jakoś irytowało Trenta. Cały artwork to podobno sztuka. Po historii z Load Metaliki wolę nie dociekać co tam jest na tych zdjęciach.

3 Comments Add yours

  1. no1objector pisze:

    Dla mnie przygoda z NIN rozpoczęła się albumu The Downward Spiral. Nie wiem czy już w tym czasie Trent cierpiał na depresję, czy męczyło go co innego, ale płyta, z taką muzyką, duszną, mroczną, a do tego ten teledysk do Closer, to było coś co nie pozwalało przejść obok obojętnie i w jakiś dziwny sposób uzależniało i podszeptywało posłuchaj mnie jeszcze raz🙂 A Fragile to dla mnie Opus Magnum diewięciocalowych gwoździ, do dziś słucham, z tą samą fascynacją co kiedyś🙂

  2. Codringher pisze:

    Świetny album, chyba najlepszy NIN – sam niedługo o nim napiszę. Niestety mój egzemplarz został ostatnio potargany przez moją 2-letnią córeczkę – oto duża wada digipaków – są łatwoniszczalne😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s