Alice in Chains – Facelift

_DSC0206-001

Mike Starr obchodziłby dziś urodziny. Naprawdę bardzo dobry muzyk, bas zawsze mi się ogromnie podobał na tym albumie, świetnie czuć go w Love, Hate, Love. Potęga, genialne wyczucie, cudownie to brzmi.

To był mój pierwszy album AIC w kolekcji. Miałem go na kasecie z tą schizową okładką. Książeczka w kasecie była równie uboga co teraz na CD. Uwielbiałem tę kasetę. Niestety straciłem ją – uległa zniszczeniu, tzn ktoś nie przypilnował i zniszczył. Byłem zły. Gdy miałem ją ostatnio, Layne jeszcze żył. Jak dowiedziałem się kilka miesięcy później, że go nie ma, myślałem, że się popłaczę. Po prostu zrobiło mi się strasznie smutno. Zawsze wydawał mi się taki bliski. Wierzyłem, że wyjdzie z tego, że go kiedyś zobaczę. To była pierwsza sytuacja, gdy zmarł muzyk, którego akurat słuchałem, podziwiałem.

_DSC0203-002

W tych wszystkich filmach, teledyskach Layne przypominał mi mojego przyjaciela z czasów podstawówki/szkoły średniej. Wiem przez co – uśmiech, wrażliwość, siłę. Dawno nie widziałem mego kumpla. Masakra, jak ja dawno go nie widziałem. Ostatnio gdzieś go wyczaiłem na zdjęciu w internecie. Może dlatego  powróciły wspomnienia z czasów dzieciństwa. Godziny spędzone na podwórkowym koszu. Udawanie rozgrywania finałów koszykówki. On Chicago Bulls, ja Seattle Supersonics. Mecze rozgrywane do 40 punktów (każda kwarta po 10 punktów). Graliśmy do 4 zwycięskich meczy. Czasem trwało to dwa dni. Był lepszy, ale jaką ja miałem radość gdy udało się jakiś finał wygrać. Najbardziej zacięte były zawsze końcówki. Przyjaźń przyjaźnią, ale każdy chciał to wygrać. Pamiętam, że miał swoje ulubione miejsce na rzut za trzy. W tym miejscu trzeba było go zawsze kryć. Ja rzucałem z boku po lewej stronie. On był mega szybki zawsze, grał jak Scottie Pippen. To chyba Szaranowicz dał Scottiemu ksywę Pająk – ta pasowała idealnie do szybkich rąk mego kumpla, który mega często wyrywał mi piłki. Zupełnie jak by miał osiem tych łap. Ja bardziej Arvydas Sabonis (choć chciałem grać jak Kemp) ze stylu gry i budowy. Spokojnie, opanowany, ze skuteczną grą spod kosza i efektywną, zaskakującą trójką. Pamiętam też jak w podstawówce wybraliśmy się z klasą nad morze (chyba Dziwnówek). Zapamiętałem ten moment gdy jak debile wpadliśmy w butach do wody (aż nauczycielka musiała nas wyciągać). Dzięki niemu mogłem też pograć trochę w ręczną. Chyba dzięki temu, że się kumplowaliśmy pojechałem na jakiś turniej by stać na bramce. Zawsze mogłem na niego liczyć, to był koleś, który był pierwszym prawdziwym przyjacielem. Akceptował mnie, wspierał. Słuchałem u niego zawsze muzyki – Aerosmith, Piersi z Kukizem, Van Halen, Slums Attack. Oglądaliśmy Psy, Terminatora, Ghost Busters i pożegnalny koncert Freddiego. Zawsze było co robić. Nie wiem ile lat już go nie widziałem. Wydaje mi się, że spotkanie byłoby czymś naturalnym. Mam nadzieję, że ma się dobrze i żyje szczęśliwie gdzieś tam za granicą. Może kiedyś udałoby się zagrać jeszcze.

_DSC0210-001

Dopiero niedawno nabyłem drugią kopię albumu (tym razem na CD). Ciężko mi być obiektywnym bo uwielbiam ten materiał. Może i Dirt jest lepsze, ale to ten album był pierwszy. To właśnie tej muzyki słuchałem do wyczerpania baterii w walkmanie. Poznawałem tę muzykę też falami. Na początku zainspirowany tekstami i wokalem Layne’a. Jak można tworzyć tak smutne, mroczne teksty i pozostawić uśmiech w międzyczasie. Śpiewać, krzyczeć, płakać tymi tekstami i zachować zdrowie psychiczne. Druga fala to fascynacja Cantrellem – po prostu ten facet ma mega talent do tworzenia solówek, melodii, klimatu. To jest jeden z moich ulubionych gitarzystów. Sean Kinney też nie odstaje. Idealny perkusista. Natomiast bas solenizanta jest mega ważny w muzyce Alicji. Jest bardzo często szkieletem tych kawałków. Zawsze podobało mi się, że jest taki widoczny (tzn słyszalny). Najmocniejsze dla mnie momenty tego albumy to We Die Young, Man in the Box (jakie tu jest tempo, jakie piękne solówki), Love, Hate, Love. Z tych mniej pasujących (ale i tak świetnie się tego słucha) to chyba I know something(Bout you). Bardzo lubię Sea of Sorrow i na przykład ostatnie dźwięki Real Thing. Szczególnie ten krzyk na koniec – „Sexual Chocolate Baby”. Chyba wiem skąd wzięli na to inspirację.

11 lat temu, Mike Starr wybrał się świętować urodziny razem ze swoim przyjacielem Layne’m. Po kłótni wyszedł, zostawiając Layne’a w kiepskim stanie. Mike zastanawiał się czy nie wezwać karetki czego Layne zakazał mu robić, grożąc zerwaniem przyjaźni. Niestety posłuchał kumpla, że wszystko będzie ok, że poradzi sobie. Mike był ostatnią osobą, która widziała Layne’a. Kilka lat temu wyznał, że ta chwila wciąż krąży mu po głowie. Czemu nie wykonał tego telefonu. Biedak zamęczył się tym, sam próbował wyjść potem z nałogu i depresji. Niestety nie wytrzymał.

Kurcze, może trzeba by się odezwać do starego przyjaciela.

4 Comments Add yours

  1. Rolu pisze:

    Świetny krążek:) Dziś mija 11 rocznica śmierci Staleya…

  2. no1objector pisze:

    No pewnie, że się odezwać🙂 lepiej późno, niż później czynić sobie wyrzuty z powodu, że się tego nie zrobiło (czyt. Mike Starr). A propos koszykówki, to jak sobie przypominam zawsze szukaliśmy porównania w naszej grze do jakiegoś gracza z NBA i choć zawsze wydawało mi się, że gram niczym najlepsze połączenie Jordana, Pippena z rzutem za trzy Reggiego Millera, to obiektywnie patrząc i tak wychodził mi Chris Mullin, czyli biały, nie najszybszy, ale sprytny i wytrawny strzelec🙂 Zresztą przez całe liceum na jego cześć mówiono do mnie Chris, choć niektórzy myśleli, że chodzi tu o Chrisa o Poranku z Przystanku Alaska🙂

  3. rellih pisze:

    Tym razem nic o muzyce. Fajny tekst o przyjaźni. Brawo !!! Kiedy w końcu spotkacie się !!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s