Pearl Jam

_DSC0007

Brrrrr. Nie rozumiem tego albumu. Bez pomysłu na tytuł albumu. Bez pomysłu na okładkę. Bez pomysłu na muzykę? Przesadzam może, ale dla mnie to wciąż najsłabszy z albumów PJ. Specjalnie przesłuchałem go dziś 4 razy. Tak by go sobie przypomnieć. Odnaleźć jakąś perełkę. Ciężko było.

Najlepsze co z nim mam to wspomnienia. Rok 2006, wakacje. Wymyśliłem sobie, że nie spędzę tego czasu tylko na wylegiwaniu się. Wezmę się za jakąś wakacyjną robotę (wtedy jeszcze nie pracowałem na stałe – dopiero skończyłem studia). Znalazłem więc pracę jako przynieś, podaj, pozamiataj w naszej miejscowej knajpie. Owszem pracowałem tam wieczorami, ale na weekend byłem zabierany do pracy w oddalonej Sławie nad jeziorem. Tam też była knajpa – pewnie dalej jest, tylko już z mniej rockowym klimatem. Po prostu wiejska dyskoteka wieczorami. Pracowałem z wesołą ekipą, ale robota była dość ciężka. Rozlewanie piwa,stanie non stop na zmywaku, bieganie i przynoszenie czegokolwiek. Noszenie kegów z piwem. Przyznam, że na drugi dzień byłem wyczerpany. Tam zresztą nocowałem i na drugi dzień również była harówka. Zaczynało się od porannego przejścia po parkiecie i wyszukiwaniu co kto zgubił podczas nocnych pląsów. Potem sprzątanie knajpy i wieczorem znowu to samo. Nudne przeokropnie. Suma sumarum, była to beznadziejna robota za którą otrzymywałem dokładnie 3,50 za godzinę. Tak dokładnie – trzy złote i pięćdziesiąt groszy za godzinę pracy. Sama zapłata też trwała okropnie długo. Wspominam to z uśmiechem teraz, ale wtedy to była porażka. Stracone wakacje. Dobrze  że chociaż Kasia mnie tam odwiedzała. Raz to nawet mnie uratowała  bo zamknąłem się w pokoju tam w Sławie i zadzwoniłem na resztce baterii gdy nikt po mnie nie przyszedł przez kilka godzin. To było całkiem śmieszne. akurat.

_DSC0003

Dlaczego kojarzy mi się to właśnie z tym albumem. To był właśnie czas wydania tej płyty. Właśnie podczas jakichś porannych porządków ujrzałem na jakimś kanale teledysk PJ do Life Wasted. Prawda jest taka, że sam o niego walczyłem. Polegało to na wydawaniu złotówek smsem i głosowaniu na następny kawałek – głupie to przy moich ówczesnych zarobkach. Godzinę mojej pracy poświęciłem na teledysk. Jednak strasznie chciałem go zobaczyć. No i pamiętam, że się zawiodłem straszliwie. Okropne to jakieś takie było. W tym samym stylu zrobiony jest książeczka do tego albumu. Jakieś niby straszne zakrwawione głowy muzyków. Brzydkie to ogromnie. Brrrrrr. Jak dla mnie kompletnie bez gustu. Zresztą sam kawałek jest tak nudzący. Szkoda gadać.

_DSC0018

Kolejne skojarzenie to rok 2007 13 czerwca Chorzów. Mój pierwszy koncert PJ. Wybrałem się na niego ze znajomymi, których to dopiero w pociągu poznałem. Zresztą i tak nie spędziliśmy tego koncertu razem bo oni poszli na płytę, a ja głupi miałem miejsce na miejscach siedzących. To była trasa na której PJ promowali wciąż ten album. Grali z pewnością Life Wasted, Worlwide Suicide i kilka innych. Ja jednak czekałem na coś starszego. Pierwszy raz na Pearl Jam. Prawie się posikałem ze szczęścia. Przed nimi grali Linkin Park i Coma. Jak ja czekałem na ten koncert. Już po pierwszych dźwiękach zapomniałem, że jestem na miejscach siedzących. Stałem ze wszystkimi wokół oczarowany. Zdzierałem gardło ze łzami w oczach. Wciąż pamiętam momenty z tego koncertu. Eddie witający się z nami po Polsku. Sytuacja z fanem, który mógł sam sobie wybrać utwór. Indifference na koniec. Co to był za dzień. Wciąż mam ciary jak o tym pomyślę. Tu znalazłem relację na polskiej stronie Pearl Jam z tego koncertu – warto poczytać.

skanuj0001bq5

(zapisany tekst Ed’a gdy witał się z nami w Hosjofie)

Wracając do płyty. No jest ona, no i może da radę tego słuchać. Na koncercie brzmiało to ok. Jak słyszę to na albumach koncertowych też jest ok. Jednak z płytą ciężko mi to przychodzi. Najlepszy, kawałkiem na płycie jest Gone. Bardzo go lubię. Come back jest też całkiem fajny. Reszta jest dla mnie zbędna. Po prostu nie mogę się wgryźć w te numery. Co jest dziwne bo akceptuję prawie wszystko co oni zrobią. Może kiedyś docenię tę muzykę. Jednak na tę chwilę nie daję rady słuchać. Nuży mnie i już.

Tak się złożyło, że wczoraj postanowiłem wykasować wszystkie oceny ze wcześniejszych wpisów. Tak sobie myślałem, że ocena płyty zmienia się u mnie. Czasem mam ochotę dać szóstkę, czasem nie pasuje mi do nastroju. Zresztą, za dużo miałbym tych wysokich ocen. No i tak wyszło, że nie będę musiał dawać PJ niskiej oceny. Hehe, udało się wybrnąć.

9 Comments Add yours

  1. Rolu pisze:

    A ja tam ten krążek lubię. Nie ma tutaj takich fajerwerków i klasyków jak na pierwszych trzech albumach, nie ma też wielkiej różnorodności ale jest za to duża dawka prostego, fajnego gitarowego grania z pazurem.
    Przy Riot Act miałeś komentarz „Jeszcze raz potwierdza się zasada, że muzyka związana jest nierozerwalnie z wydarzeniami w naszym życiu i to nie krytycy, ale my słuchacze decydujemy, która z płyt jest dla nas ważna.”
    Tu doskonale się to sprawdza. Nie lubisz PJ, ja lubię z kolei nie trawię za bardzo RAct, który Ty sobie cenisz:)

    1. tomilol pisze:

      no właśnie🙂 potwierdza się🙂

  2. no1objector Marcin Dominiak pisze:

    Ja pamiętam, że po tej płycie pierwszy raz kupiłem w sklepie awokado, które nie okazało się najlepszą rzeczą jaką w życiu jadłem. I tak też mam z tym albumem tzn. nagrali lepsze, ale i ten od czasu do czasu sobie zapuszczę i powspominam choćby ten Chorzowski koncert🙂

    1. tomilol pisze:

      ale przyznaj, dawno ich tu nie było co nie?🙂

  3. aduparosnie pisze:

    czasami żona się przydaje…

  4. Dave pisze:

    A ja lubię ten album.🙂 Dla mnie to powrót do dobrej formy po dwóch poprzednich słabszych płytach. Może brak tu trochę dobrych melodii, panowie postawili raczej na energię ale to jest dobra energia. Binaural i RA są jakoś depresyjne i mroczne dla mnie, a tu czuć jakiś powiew świeżości, nowej energii, co już pełni słychać na Backspacer.
    Jedyne do czego bym się przyczepił to Unemployable i Big Wave, takie typowe muzyczne B-side’y, ten pierwszy ma jeszcze ciekawy społeczny tekst, ale muzycznie nie porywa. Spokojnie można by oba wywalić.

    Okładka faktycznie fatalna, nie wiem jak pejoty, zawsze mający dobry gust co do oprawy graficznej płyt, mogli wpaść na coś takiego. Te kolorki wyglądają żywcem ściągnięte z jakiegoś Power Pointa albo innego Painta.🙂

    1. tomilol pisze:

      dokłądnie.. te kolory są okropne, no i sam pomysł tego awokado.. to już tu lepiej ktoś zrobił – http://www.feelnumb.com/2012/08/14/awesome-album-cover-artwork-remakes-using-socks/

      1. Dave pisze:

        Dobry patent z tymi skarpetkami.😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s