Chris Botti – Wrocław 18.03.2013 (Hala Orbita)

_DSC0260-001

Nie bywam na koncertach jazzowych. Nie słucham też za często takiej muzyki w domu. Był moment zastanowienia czy warto się wybrać na taki występ. Wartobyło!

Przedziwne uczucie być na takim występie. Prawie w ogóle nie znać utworów – człowiek skupia się wtedy na samej muzyce.  Chris Botti zebrał wspaniałych muzyków i po raz ‚nasty’ odwiedził już Polskę. Gdzieś słyszałem, że bywa tu tak często, że ludziom przestało się to podobać. Typowo polskie narzekanie – nie chcecie, to nie wybierajcie się. Ja ogromnie się cieszę, że był tu kolejny raz. W końcu przyszedł czas na mnie by go posłuchać. Zresztą nie byłem sam. Wyprzedana była prawie całą hala (poszczególne miejsca na bokach były wolne, ale pod sceną brak wolnych miejsc).

Wieczór z Chrisem Botti’m. Jednak muzycy, którzy mu towarzyszyli to również prawdziwe gwiazdy świata jazzu. Zdobywca wielu nagród Grammy pianista Billy Childs równie dobrze mógłby być tą główną gwiazdą. Niesamowity perkusista Billy Kilson – obejrzyjcie filmy na youtube co on wyrabia. Na gitarze Leonardo Amuedo – piękne dźwięki wydobywa z tego instrumentu. Oprócz nich na klawiszach Andrew Ezrin, basista Richie Goods, utalentowana skrzypaczka Caroline Campbell i szalona wokalistka Sy Smith(u nas była w wersji blond).

Bardzo udany wieczór. Zaskakująco najbardziej podobały mi się te utwory stricte jazzowe. Pojawiły się również przepiękne wersje You are not alone Michaela Jacksona, oraz Chopina Prelude No 20 in C Minor. Sporo zresztą było motywów mi znanych. Na końcu gdy cała publiczność szalała pod sceną zagrali Paranoid Sabbathów (moim szczerym zdaniem to spsuło trochę klimat całego koncertu – zrobiło się tak przaśno-hulaśno).

Najładniejszy moment koncertu to Chris Botti i Sy Smith wędrujący wśród publiczności podczas jednego z utworów. Publiczność siedziała oniemiała. Tylko jedna pani nie wytrzymała i musiała dotknąć Chrisa.

Magiczny wieczór, dużo radości w tej muzyce. Najbardziej dla mnie miłe jest to, że taki koncert już nigdy się nie zdarzy. Tak dużo w tej muzyce improwizacji co sprawia, że każdy koncert jest wyjątkowy. Po to właśnie warto ruszyć cztery litery – by to zobaczyć i usłyszeć na żywo.

Na tych TEJ stronie można obejrzeć zdjęcia. I jeszcze TU.

Kiepskiej jakości, ale moje nagranie.

4 Comments Add yours

  1. Rolu pisze:

    Też byłem na Bottim – w zeszłym roku grał w Szczecinie. Na co dzień takiej muzyki nie słucham i się nią nie interesuję ale występ sam w sobie bardzo mi się podobał: taki na luzie, bez spinania się. Można powiedzieć, że była tam rodzinna atmosfera:) A w tym roku na festiwalu szczecińskim O’Connor, też się chyba przejdę.

    1. tomilol pisze:

      tu też było podobnie, bez gwiazdorzenia.. bardzo miła atmosfera

  2. rellih pisze:

    Zgadzam sie z Tobą „Paraniod” zniszczył klimat koncertu. Dla mnie jednak końcówka rockowa była REWELACYJNA !!!!

    1. tomilol pisze:

      ja wiem, wiem.. ale jak dla mnie rockowanie zostawiam panu Joe B.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s