Soundgarden – King Animal

_DSC0259

Zacznę nietypowo od tego, że bardzo podoba mi się oprawa tego albumu. To zdjęcie ma w sobie pewną moc i trzeba przyznać, że jest godne zapamiętania. Automatycznie zakodowałem je jako nowe Soundgarden. Nie ma co, postarali się tutaj jeśli chodzi o teksty, ładną oprawę, zdjęcia, podziękowania. Tak by niczego nie brakowało.

Co do muzyki to długo się do niej zbierałem. Najpierw zbierałem się do zakupu. Wszędzie można było go dorwać, ale głownie w tej durnej polskiej wersji. Nie znoszę tej białej obwoluty. No i jeszcze ta niepewność czy w środku nie będzie czegoś brakowało. Oryginał to jednak jest to. Polska wersja kojarzy mi się z taką wersją z litości. To już lepiej wtedy ściągnąć album w mp3 i też zapłacić grosze. Po dwóch miesiącach od premiery, pod koniec stycznia dorwałem wersję oryginalną, jedynie 4 złote droższą od wersji polskiej. Pierwszy etap za mną. Dopiero po dwóch tygodniach album zagościł w odtwarzaczu. Przesłuchany dwa razy. Przemyślany. Następnie puszczany partiami. Najpierw wkręciła mi się pierwsza połowa albumu do Bones of Birds. Reszta nie wchodziła jakoś. Do czasu.

Co sprawiło, że dziś postanowiłem popisać sobie o King Animal właśnie dziś. To chyba przez to, że pierwszą rzeczą jaką dziś zrobiłem było odpalenie tego albumu. Ja po prostu obudziłem się tęskniąc do jednego z utworów. Musiałem usłyszeć Taree. Tak więc w sobotę gdy zazwyczaj śpię bardzo długo, wstałem i poszedłem na spacer z Rudzielcem i słuchawkami. Uwielbiam ten numer. Typowy kawałek Bena. Z początku uważałem go za paskudztwo. Jednak tak mi się wkręcił, że to chyba jeden z ulubionych utworów ostatnio – a taki niepozorny. Ma jakąś w sobie tęsknotę. Zresztą to numer jeszcze sprzed rozpadu zespołu. Idealnie więc pasuje jako kontynuacja Down on the Upside. W podobnym klimacie jest dla mnie Bones of Birds – jednak to już dzieło Cornella. Przepiękny jest ten wokal gdy śpiewa „too weak to survive, probably… maybe..”.

kudłate słuchanie7

Album zaczyna się od świetnych trzech numerów. Been away too long już zawsze będzie mi się kojarzył z Sons of Anarchy gdzie go usłyszałem po raz pierwszy. Non- State Actor ma ten wrzask Cornella, którego mi brakowało przez ten czas gdy ich nie było. Do trzeciego By Crooked Steps Dave Grohl wymyślił teledysk. Taki humor nie pasował mi do chłopaków z Soundgarden – ale wyszło to naprawdę dobrze. Cała pierwsza trójka idealnie sprawdza się w samochodzie. Dobrze się śmiga nocą po mieście.

Najmniej pasującym numerem na płycie jest dla mnie Halfway There – to powinno być na solowym albumie Chrisa. Owszem ładne to, poukładane, harmonijne. Brak mi jednak tych gitar, które niszczą ten śliczny klimat. To chyba nie pasuje do całego King Animal – ale co ja się tam znam. Do mniej ulubionych dopiszę też Black Saturday – chyba tylko tekst dłużej przykuł tu moją uwagę.

Dwa ostatnie numery też znacznie różnią się od reszty. Mają taki gospelowy klimat trochę. Ładny jest ten bas na początku Rowing – słyszałem, że gdzieś powstał on przypadkiem. Za Eyelid’s Mouth odpowiedzialny był Matt. Ciekawie tutaj z partiami wokalnymi. Ciekawe czy cały zespół śpiewa to na koncertach. Pomimo tego, że są inne, słychać, że to cały zespół był za to odpowiedzialny. Poza tym, mają w sobie coś zaraźliwego.

Z mroczniejszych klimatów, bardzo udane jest Worse Dreams, muzyka, tekst, artykulacja Chrisa – cudownie to poukładane. no i jeszcze – co za piękny bas.

_DSC0263

Lubię też te wschodnie wpływy w SG – szczególnie słychać to w A Thousand Days Before, i w riffie Chrisa w Blood on The Valley Floor.

Czysty rock w Attrition – po pierwszych dźwiękach słychać, kto z nich był odpowiedzialny z ten kawałek. Zresztą, jest on dla mnie osobiście bardziej pearljamowy chyba.

Ten album to jest kontynuacja albumu sprzed 16 lat. Spokojnie można to włączyć do ich dokonań. Oczywiście bliżej tu do Down.. niż do Badmotorfinger, ale jest to z pewnością dobry album. Tylko trzeba troszkę czasu by go wchłonąć, tak by za nim zatęsknić. Rolu ciekawie porównał ten album do Black Gives Way To Blue AIC. Chyba jednak powrót AIC był bardziej okazały. Jednak Soundgarden mają dla mnie troszkę inną przewagę – ich muszę zobaczyć na żywo.

Jak ktoś ma czas to polecam cały koncert SG u Lettermana – w ramach promocji albumu.

a tu cały album na Spotify.

5 Comments Add yours

  1. Rolu pisze:

    Powiem Ci, że krążek mi się jeszcze bardziej osłuchał. Czasem do niego wracam – głównie w pracy gdzie mam go w mp3:) W domu mam wersje polska, oprócz tej ramki jest spoko – wszystko jak w zachodniej. Wracając do tematu -> nadal uważam, że nie jest to dzieło wybitne, rzeczy świetne (początek) przeplatają się ze zdecydowanie słabszymi. Ewentualnie mógłbym podciągnąć jedno oczko do 7/10 bo album z czasem zyskuje w przeciwieństwie do np. takiego Kreatora, który z początku kopie po dupie a z czasem powietrze z niego zlatuje:)
    Btw. a jak tam się na Kudłatym Słuchaniu przedstawia scena sludge (np. Baroness) i post metalowa (Isis) ?:)

  2. tomilol pisze:

    jakoś sludge’u u mnie nie ma, Isis trochę słuchałem (bez zakupów jednak) ..może czas się zainteresować

  3. codringher pisze:

    Rzeczywiście nie jest to zły album, ale też żadna rewelacja. Jedyną rewelacją jest dla mnie Rowing – taki rockowy gospel. Ale muszę przyznać, że Cornell jest cały czas w świetnej formie.

  4. Album świetny, w ogóle cieszy mnie powrót zespołu. Wybieram się na koncert czerwcowy i wiem, że nowe kompozycje zabrzmią jeszcze lepiej niż na płycie „King animal”.

    1. tomilol pisze:

      no to pochwal się jak było🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s