Deftones – Koi No Yokan

_DSC0152

Tak się złożyło, że jutro te okropne Walentynki. Pamiętajcie by każdy dzień był jak Walentynki, no i jak Tłusty Czwartek.

Koi No Yokan – czyli „przeczucie miłość lub niewytłumaczalna miłość”. Czyli to uczucie, że wiesz, że się zakochasz, chociaż nie wiesz tak naprawdę dlaczego. Tak było z tym albumem. Wiedziałem, że będzie wydany, nie znałem jeszcze żadnego dźwięku, a już wiedziałem, że będzie pięknie. Przecież to Deftones! Zespół, któremu przyklasnę przy każdym dźwięku. Tak od White Pony, zaczęło się moje uczucie. No i wciąż trwa. Zespół się zmienia, widać ten progres na każdym albumie, znacznie odbiegający od Adrenaline – mnie ten kierunek bardzo odpowiada. 

Niewytłumaczalne jest też to, że to jest dopiero pierwsza moja oryginalna płyta zespołu z Sacramento. Pomalutku, ale stopniowo będę nabywać ich krążki.

Uwielbiam takie dźwięki. Ten brud, z harmonią, wrzaskiem, śpiewem, delikatnością, mięchem. Tu można znaleźć wszystkiego po trochu. No i jeszcze to brzmienie. Donośne, dudniące, odbijające się echem. To wszystko słychać w moim ulubionym chyba na płycie Rosemary. Te tempo narasta, dźwięki się tłoczą, utwór się rozwija – ooo mój Rozmarynie rozwijaj się!!! Głos Chino zawsze mi imponował – nie jest on nadzwyczajnym wokalistą, ale te środki, które posiada potrafi użyć w idealny sposób. Tu ryknie, tam zanuci, tu zaśpiewa, tam wywrzeszczy.

kudłate słuchanie6

Ta muzyka działa podobnie do Chino – Taki Goon Squad – spodziewasz się ballady, ale tempo narasta, robi się rzeź, by nagle zrobił się klimat luzu, relaksu, i znowu rwące gitary, a za chwilę kawałek znowu miło buja.

Co do dobrego bujania to choć kawałek Graphic Nature nie jest może jakiś wybitny, strasznie mnie kręci. Ja wiem przez co, to ta łatwość Chino do budowania klimatu wokalem. Ten koleś na zawsze będzie miał u mnie plusa. Marzeniem byłoby zobaczyć ten zespół na żywo. Oj strasznie bym chciał. Basista Sergio, też potrafi dobrze sieknąć gdy potrzeba w tym numerze. No i te bębny pod koniec. Tempest to jeden z tych numerów, który usłyszałem przed wydaniem – to on potwierdził, że moje niewytłumaczalne przeczucie się sprawdzi. Ja kocham ten album. Poltergeist jest dla mnie natomiast najbliższy ich debiutu, łamane tempo, wrzask, przynajmniej do refrenu, potem jest już kucykowo (jeśli wiecie o co mi chodzi).

Natomiast Leathers – to jest numer, który najbardziej mnie zdziwił. Gdy zdawało mi się, że już znam tę kapelę, nic mnie zaskoczy, oni potrafią walnąć mnie z lewego sierpowego. Zaczyna się, myślę – będzie ładnie, – potem ten łomot prosto w twarz, myślę – będzie dobry fajny łomot – no a potem piękna melodia refrenu – potem znowu wrzask przeszywający do kości. Ten numer długo mi wchodził, ale jak można się było spodziewać już go uwielbiam. Przy Swerve City faktycznie fajnie się jedzie po mieście nocą. Genialny klimat, u mnie będzie się już tak z nocą chyba zawsze kojarzył . To przez to, że z nim ruszałem w kolejną toruńską wyprawę. Tylko, ja, miasto i droga. Do tego pasuje też okładka, która przedstawia grę świateł. Ładna, chociaż dupy nie urwało. Z innych kawałków wspomnę jeszcze o Entombed bo kojarzy mi się chyba najbardziej z Digital Bath z White Pony – tak jakoś od razu mi się tam myśli skierowały. Ktoś na jutjubie przerobił Entombed 800% wolniej– kosmos.

Cały ten album, przesiąknięty jest pewnym luzem, takim kalifornijskim klimatem, który kojarzy mi się z pomarańczami (pewnie dlatego, że teraz piję właśnie taki sok) – ale jak to mówi tatakasi – I niech tak będzie !!!!

Co do tytułu mam jeszcze dwa skojarzenie. Czy to przeczucie miłości nie jest może miłą zapowiedzą, że za jakiś czas wydany zostanie w końcu album Eros. Chłopaki zaniechali jego wydania po tym jak Chi zapadł w śpiączkę. Chi obudził się na szczęście po prawie 4 latach – 7 lutego w tamtym roku i podobno dochodzi do siebie (zdrowiej Chi!)

Drugie skojarzenie jest takie. Jutro Walentynki, wczoraj były ostatki. W ostatki 2006 roku też miałem chyba jakieś przeczucie. Coś musiało mnie chyba natchnąć by robić zdjęcia pewnej nieznajomej. Koi No Yokan.

100_1167kasia

One Comment Add yours

  1. Rolu pisze:

    Tak jak Diamond Eyes wszedł mi za pierwszym razem tak po kilkudziesięciu przesłuchaniach nadal nie wiem co mam myśleć o najnowszym krążku. Jest w nim coś intrygującego, magicznego, wciągającego. A przy tym jest toporny, specyficzny i „a-przebojowy”:) I to jest w nim właśnie fajne. Przy każdym odsluchu znajduję nowe smaczki. Odnośnie Chino to kiedyś widziałem urywek z koncertu – śpiewał partię Keenana z Passengera i totalnie mu nie wyszło:D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s