Pearl Jam – Vitalogy

_DSC0559-001

Kogo poślubić, a kogo nie.

  1. Dwie osoby o podobnej cerze i temperamencie nie powinny się pobierać. W przeciwnym razie zakończy się to porażką.
  2. Dwie wysokie, szczupłe albo dwie niskie, krągłe osoby nie powinny się pobierać.
  3. Nerwowa i niespokojna osoba nie powinna brać ślubu z inną nerwową i niespokojną osobą.
  4. Mężczyzna nie powinien nigdy brać za żonę kobiety, która ma skłonność do wyszukiwania wad, jest opryskliwa i nieznośna lub takiej, która upomina swoich młodszych braci i siostry.
  5. Kobieta nie powinna brać za męża mężczyzny, która ma naturalną skłonność do bycia aroganckim i okrutnym, albo, który jest nadmiernie samolubny.

Takie właśnie rady odnośnie życia, śmierci itp. można znaleźć w książce E.H.Ruddicka Vitalogy z 1899 roku. Książka, która zainspirowała Pearl Jam do stworzenia okładki na jej podstawie.

_DSC0562-001

Piękne to wydanie. Jest to chyba najładniejsza płyta w mojej kolekcji. Jej wymiary są również nietypowe bo przypomina małą wersję winyla (jednak prawdziwy winyl byłby też pożądany) Wymiary sprawiały, że w sklepach nie mieściła się na półkach sklepowych (ku radości zespołu). Okładka wygląda jak imitacja skóry, w którą obłożona była oryginalnie książka z końca XIX w. Długo się zbierałem z jej zakupem bo była zawsze strasznie droga. W końcu sprezentował mi ją kumpel, który kupił ją w Anglii. Wszystko jest tu dopracowane, nawet CD wkłada się do koperty przypominającej winylowe wydanie. Po prostu idealnie zrobione. Wcześniej miałem kasetę, która pamiętam kupiłem za 10zł w antykwariacie. Już wtedy podobał mi się ten motyw starych artykułów, pokreślonych tekstów, starych zdjęć (rentgeny szczęki Eddie’go). Teksty napisane na petycji do ówczesnego prezydenta Clintona, zdjęcia indiańskiego wodza, który w wieku lat 80 nie miał ani jednego siwego włoska na głowie (no to odwrotnie jak ja – o 50 lat młodszy). Kaseciaka słuchałem na walkmanie (takim co to przewijał tylko do przodu – ale to nie jest problem, Vitalogy słucha się od początku aż do końca).

_DSC0563-001

Słucha się natomiast dziwnie z początku. Ciężka płyta, bardziej rytmiczna niż poprzednie (prawie w ogóle nie ma tu solówek). Dużo przerywników, plus na koniec jam zespołu (z nowym perkusistą) na które nałożone są wypowiedzi pacjentów ze szpitala psychiatrycznego – ciężki to album. Ciężko jest też jednak się od niego oderwać. Jak już człowiek się z nim zaznajomi to docenia te trudności, chropowatośc, a nawet wrogość. To są czasem dźwięki niezbyt miłe dla ucha – tak jakby zespół chciał się odzielić od wcześniejszej twórczości trochę. Związane jest to z pewnością z komplikacjami w zespole. Eddie zaczynał tutaj więcej tworzyć, a nie tylko śpiewać – co zachwiało rządy w kapeli. Dave zaczął być oddzielanyod zespołu (w końcu nawet wykluczony całkowicie). Mike miał poważne problemy z narkotykami i alkoholem (sam przyznaje, że nie pamięta pewnych fragmentów tworzenia tego albumu). Po wydaniu sam Gossard mówił, że to nie jest jego ulubiona płyta, bo to nie jest „jego” materiał. Po czasie uznał, że jednak coś w nim jest i znajdują się tam utwory bardzo dla niego ważne, takie, które nabrały znaczenia z czasem.

Vitalogy

Wrogie są też teksty. Separacja od ludzi, wytykanie wad komercjalizacji. Teksty typowo dla Veddera bardzo tajemnicze – człowiek szuka drugiego dna. Momentami jednak całkiem niepotrzebnie. W jednym z przerywników Eddie śpiewający o robakach i zastanawiający się czy je zwalczyć, oszukać, a może dołączyć do nich. Podobno brak tu żadnych metafor – Eddie cierpiał wtedy na jakąś chorobę skóry i naprawdę pisał o robalach. Dużo tu smutnych tekstów i utworów, jeden z nich sięgający do czasów pierwszego zespołu Eddiego. Można znaleźć też wersję tego utworu na demach Eda sprzed czasów PJ. Bardzo lubię te utwory, nadal nie rozumiem może tego ostatniego jam’u, ale jest tu dużo moich ulubionych utworów PJ. Już pierwsze 3 kawałki idealnie nadają się na koncert – no właśnie, kiedy znowu wybiorę się na ich koncert? Oby niedługo – a teraz cóż – musi mi wystarczyć krążek – no to więc – Spin The Black Circle!

Kawałek „Whipping” miałem okazję słyszeć na żywo w Chorzowie. Eddie wypatrzył wtedy jakiegoś gościa z transparentem, na którym było napisane, że to jego setny koncert PJ. W nagrodę mógł wybrać sobie jakikolwiek kawałek chce. To był jego wybór.

2 Comments Add yours

  1. no1objector Marcin Dominiak pisze:

    Ciekawy wybór z tym Whipping. Pamiętam, że sam zacząłem się zastanawiać wtedy, jaki utwór ja bym wybrał. Jeśli wybór ograniczałby się do Vitalogy, to chętnie posłuchałbym jak grają dla mnie Immortality🙂

  2. Rolu pisze:

    Moja ulubiona płyta PJ. Właśnie za tę „niekomercyjność”, specyfikę, Whipping, Corduroy i Immortality:) Genialne wydawnictwo, przełomowe dla zespołu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s