Soundgarden – Down on the upside

_DSC0558

Problem z tym albumem mam taki.. Ta muzyka musi być głośno! To nie mogą być słuchawki, to muszą być głośniki i ma być mega hałas! Miałem go opisać jakiś czas temu – ale przesłuchałem wtedy dwa razy myśląc – jaka ona jest biedna ta płyta, a przecież tak ją lubiłem kiedyś. Chyba też dlatego zwątpiłem czy kupić nowy album SG. Słyszałem jedynie dwa kawałki z nowej płyty (dziś po raz pierwszy By Crooked Steps w teledysku – całkiem zresztą fajnym). Postanowiłem więc dziś zapuścić raz jeszcze Down On The Upside. Dziś jest ok. Dziś znowu pasuje. Dziś znowu brzmi dobrze.

Dlaczego lubię tak ten album? Dla kilku momentów, kilku bezcennych utworów, a czasem nawet kilku chwil. Muszę tu czasem rozłożyć utwory na kawałki, na czynniki pierwsze.

Zakochałem się w tym albumie po usłyszeniu Pretty Noose – uwielbiam ten numer! Świetny tekst – „śliczna pętla, diamentowy sznur, srebrny łańcuch – a mi nie podoba się to na czym mnie wieszasz”. To co złe (samobójstwo, morderstwo) w pięknym opakowaniu nie brzmi już tak strasznie –  zresztą u Chrisa takich porównań jest zawsze dużo – zawsze lubiłem jego teksty. Genialna muzyka, a szczególnie ta charakterystyczna gitara na początku – miód na uszy. Następny moment, który kocham – Zero Chance – taki zwykły, miły numer – ale w 2:53 zaczyna się magia – tam jest taki moment w wokalu Chrisa – taka piękna linia melodyczna (czy jak to się zwie), później powtarza się to pod koniec utworu – taka lekkość, łagodność – piękne to po prostu. W Ty Cobb (baseball legend) wyobrażam sobie tego olbrzyma Chrisa zapierdzielającego na mandolince – lubię ten numer. Za tekst lubię Blow up the outside world – bliskie są takie momenty złości, zmęczenia, kiedy ma się ochotę wszystko rozwalić wokoło – podoba mi się też bluesowy klimat tego kawałka. Kolejny utwór na literkę „B” – zastrzelić ukochaną i bez żalu zakopać na pustyni. Gdzieś przeczytałem, że Kim nazwał to „Hey Joe” lat ’90 – strasznie podoba mi się kolorystyka teledysku. Ponury klimat Applebite (nie ma na youtube – trzeba posłuchać płyty) ma w sobie coś z Pink Floydów – takie mam skojarzenie. Echhhh te piękne gitarki i wrzask w Never the machine forever – chaos totalny z kawałka – ale rozdzierając ten numer – trzeba docenić każdego muzyka. Kołysanka Tighter & tighter – na youtubie jest ten kawałek na koncercie sprzed dwóch dni – spokój i emocje kapeli robią mega wrażenie – ja chcę na ich koncert! Overfloater to dla mnie unoszący się duch Led Zeppelin. Podobnie mam z kawałkiem Boot Camp – który jest dla mnie niczym No Quarter Zeppów.

Oprócz teledysków, ładna jest też okładka – pokazująca taki trochę wycofany zespół (czyżby to była zapowiedź rozpadu zespołu?!!!- o nie!!). Ładna książeczka – podoba mi się kolorystyka i motyw rozwalonej kliszy. Ogólnie lubię to połączenie kolorów – więc duży plus za to – choć szału nie ma.

_DSC0559

Wokal. Po raz kolejny Cornell pokazuje jaki ma zakres, jak potrafi zmieniać rytm, barwę, a momentami nawet zaskakiwać (ww. Zero Chance). Ogólnie płyta jest jedną z bardziej ponurych muzycznie i chyba tekstowo – ale to jakoś nigdy mnie nie zniechęciło do muzyki. Jest to też najbardziej przystępny album (sprzedali się!!!). Jest dużo muzyki co cieszy – ale chyba można by z tego zrobić ze dwa albumy – nadmiar potrafi przygnieść – dlatego ciężko wysłuchać zawsze wszystkich utworów. Pewnie napchane były, bo to ich ostatnia płyta przed zakończeniem działalności. Tak, wiem, że wrócili, że po 16 latach nagrali płytę – jednak ja wciąż nie mam tego albumu. Dziś mam troszkę większą ochotę na zakup – ale kto wie czy znowu mi się nie zmieni za kilka dni. Będzie okazja – kupię – niech płyta dojrzeje, ja kupię ją przypadkiem, potrzymam miesiąc w szafie, wysłucham raz – zamknę w szafie na kolejny miesiąc – puszczę w aucie i wtedy zobaczymy…

Dziś cieszę się z Down On The Upside – bo dziś dobry na nią dzień. Na koniec – polecam szczególnie wywiad po wydaniu albumu – chłopaki gadają o muzyce, utworach i tak w ogóle, ale szczególnie polecam tą część wywiadu – wcale nie jest dziwacznie i nieswojo. Kto zna prowadzących domyśli się co tu jest grane.

FUUUUUU…. – zapomniałem o jednym – Matt Cameron na perkusji to mistrz!!!!!!! Uwielbiam jego Boom Boom and Splashes!

3 Comments Add yours

  1. aduparosnie pisze:

    dwójkom nie spodobałaby się ta płyta…

  2. Rolu pisze:

    Kiedyś nie lubiłem tego albumu, dziś – po wielu latach coraz bardziej go doceniam i odnajduję w nim coraz więcej plusów:) Podobnie jest z King Animal (chociaż w tym przypadku nadal uważam, że jest to krążek co najwyżej średni)

  3. codringher pisze:

    Miałem podobnie jak Rolu. Jednakże nadal nie jestem w stanie polubić ani Blow Up the Outside World, ani Burden in my Hand – strasznie mnie denerwują te kawałki. A reszta płyty jest ok.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s