Myslovitz – Skalary, mieczyki i neonki

_DSC0357To był chwilowy zachwyt nad Myslovitz. Wcześniej znałem ich głownie z hiciorów i piosenek. Po Bolesławieckim w 2004 koncercie zauważyłem, że to nie jest chyba wszystko na co ich stać. Zauważyłem, że mają drugie (bardziej chore, zaskakujące) oblicze. Znalazłem kilka utworów, które faktycznie odzwierciedlają tę nieprzewidywalność i szaleństwo z pewnych momentów na koncercie. Minęło kilka miesięcy i w ciemno nabyłem ten album. Kupiłem go w Krakowie, chyba na Grodzkiej, wjeżdżało się do góry windą, bardzo lubiłem ten sklep i bywałem tam bardzo często, aby chociaż posłuchać płyt.

To jedyna płyta Myslovitz jaką mam i tak już chyba zostanie. Album, który podobno jest najbardziej oderwany od ich twórczości. Właśnie w tamtym etapie w 2004 roku mieli taką fazę na inne granie. Ogromnie się cieszę,  że trafiłem na właśnie ten etap w ich twórczości. Album był nagrany podczas sesji dwa lata wcześniej podczas Korova Milky Bar. Wydali go w grudniu dwa lata później. Bez rozgłosu, bez żadnego pośpiechu i wydaje mi się, że bez nadziei na sukces tego materiału. Jednak jak dla mnie jest to genialna płyta. Ciężko ją rozbijać na utwory bo jest to jak dla mnie coś w rodzaju concept albumu. Słucha się idealnie jadąc pociągiem, gdy za oknem mija pejzaż miast, pól, dróg, wsi. Dla mnie to szok, że zespół tak popularny wydał tak trudny materiał. To ryzyko, które oznaczało wielką odwagę zespołu. Mam wrażenie, że tą osobą najbardziej ciągnącą zespół w tym kierunku był Artur Rojek. Oprócz tego miałem wrażenie, że W.Powaga też momentami zachowuje się jak bestia próbująca wyrwać się z łańcuchów – może to jednak tylko takie wrażenie.

W tylko czterech utworach jest wokal Artura – pomimo, że brzmi świetnie (a teksty są naprawdę dobre) to chyba ilościowo – jest to w sam raz. Album trwa ponad godzinę, a każdy dźwięk jest ważny. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest może coś odkrywczego, że taka muzyka już powstawała – jednak ja osobiście nie mam chyba aż takiej wiedzy muzycznej. Ponadto ta muzyka jest naprawdę szczera. Uwielbiam to, że jest ona powolna, spontaniczna, bez pośpiechu. Za każdym razem jak ją słucham odkrywam ją na nowo. Pewnie podobnie jaki i zespół bo zawsze mogą sobie pozwolić na zmiany podczas koncertu. Tu na przykład świetna wersja Życie to surfing z Leszkiem Możdżerem.

Przejdę do okładki – zero inwencji. Nawet w środku jest pusto. Owszem są teksty (nie wiem nawet po co są też w angielskiej wersji). W zagłębieniu na płytę  jest zespól w negatywie i widać nawet jakieś rybki (nie odróżniam jakie). Jednak to na samym krążku chcę się skupić. Płyta została nagrana w 2004 roku w jakimś dziwnym formacie (uniemożliwiającym kopiowanie – co rozumiem i popieram). Jednak to czego nie mogę pojąć to fakt, iż na niektórych odtwarzaczach są problemy z tą płytą. Po prostu nie odgrywa – albo po długich męczarniach. Owszem, na pudełku jest co do tego ostrzeżenie – ale jest to dla mnie bezsens, że kupując oryginał- można mieć kłopoty z odtwarzaniem. Następną głupotą (boję się, że zamierzoną) jest to jak przekazana jest ta informacja. Zacznijmy od innych języków gdzie pojawia się informacja, że w niektórych odtwarzaczach mogą być kłopoty ale jest podany jeden przykład: ENG- for example car CD players, FRA- certains autoradios, ESP- especielmente en autorradios, DEU – z. B. Car CD-Spielern. Natomiast w naszym ojczystym języku gdzie ta płyta będzie pewnie najczęściej kupiona, gdzie ludzie będą najczęściej jej słuchać informacja brzmi, cytuję: „Mogą wystąpić problemy z odtwarzaniem w niektórych urządzeniach” – koniec cytatu. Ufff na szczęście będzie działać w aucie, bo to jedno z miejsc gdzie najczęściej słucha się płyt. Gdyby miało nie działać w aucie z pewności by podali taką informację przecież.

_DSC0361

Dla mnie to szczyt bezczelności przedstawiać tak informację. Faktycznie miałem problemy z tym krążkiem i dopiero po pewnym żonglowaniu udało się to puścić w moim odtwarzaczu DVD (w Blu Rayu w ogóle nie działa), a w aucie NA SZCZĘŚCIE działa (ale dopiero po kombinowaniu). Wstyd mi za polskie wydawnictwo. W Unii najwidoczniej można było napisać, że w autach będą kłopoty, a w Polsce nie trzeba o tym wspominać – spadłaby przecież sprzedaż. To nie jedyna moja płyta w kolekcji z serii COPY CONTROLLED – w 2004 wydana była również płyta Lipali.

Mimo tego piękny jest ten album i naprawdę warto się z nim zapoznać. Jak zaczynałem go dziś słuchać, Kasia, szczególnie nie trawiąca polskiej muzyki, spojrzała na mnie ze zdziwieniem i spytała „Od kiedy ty Myslovitz słuchasz”. Gdy się album się skończył powiedziała – „Niegłupia ta płyta” – niech to posłuży za najlepszą recenzję

4 Comments Add yours

  1. Rolu pisze:

    Byłem kiedyś na ich koncercie na Szczecin Rock Festivalu (w sumie tylko dlatego – tak pewnie bym się nigdy na nich nie wybrał). Oprócz takich klasyków zagrali na koniec mocno hard rockową chyba z 10minutową improwizację. No i ona na mnie największe wrażenie zrobiła, reszta była oklepana, ograna do granic możliwości. Dodatkowo Rojek jest jakiś taki specyficzny na scenie.
    Z ich twórczości najbardziej lubię początki: najcięższe, świeże itp. Plus do tego „Film” – rzecz bardzo niemyslovitzowa, kontrowersyjna, świetna:)

    1. tomilol pisze:

      Podobnie u mnie.. to był chyba Dzień Ceramiki w Bolesławcu i podobna szalona suita mnie zadziwiła i kazała dać im szansę.. Uzupełniłem wpis o filmiki (ciężko je znaleźć w necie)

  2. k.h. pisze:

    W Wieleniu (Osłoninie) byłem na ich koncencie. Z całego występu zapamiętałem tylko suitę, o której piszecie wyżej. Reszta była taka sobie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s