Louis Armstrong – Live Recording (Stork Club 1962)

_DSC0794

Winyle.. ehh.. wspomnienie z dzieciństwa. Pamiętam jak ich słuchałem na łóżku w Rzepinie. Miałem mniej niż 6 lat, a pamiętam to dokładnie. Zawsze chciałem wrócić do winyli. W końcu się udało. Przy pomocy wielu Mikołajów udało się nabyć gramofon. Nowiutki, ale klimat płyt wciąż ten sam. Jak to wspomniała znajoma ” na vinylu to i jajecznica dobrze brzmi”.

Już miesiąc przed gramofonem przetrząsnąłem piwnicę mamy w poszukiwaniu płyt. Ta tutaj to chyba jedna z lepszych zdobyczy. Koncert Louisa Armstronga z Nowego Yorku.

Ernest Hemingway, J.D Salinger, Marilyn Monroe, Charlie Chaplin i wielu wielu innych. Wszyscy oni tam bywali – w modnym The Stork Club, który istniał do 1965 roku. Trzy lata przed jego końcem ze swoim All Stars zagrał tam genialny Satchmo (jak inaczej zwą Armstronga). Polskie Nagrania wydały z tego płytę w 1974. Nie mam pojęcia skąd ona była tam w piwnicy, tej płyty akurat nie pamiętam z dzieciństwa.

kudłate słuchanie1

Przy okazji – trzeba będzie wypróbować coś na aduparośnie – wynalazłem w internecie drinka (również stamtąd mam powyższe zdjęcia), którego serwowano w tym klubie. Są ferie – trzeba będzie wypróbować.

The Stork Club Cocktail


1 1/2 oz of top shelf gin (z wysokiej półki – my trzymamy tak na ok 1,5m wysokości – musi starczyć)
1/2 oz of triple sec            (pół uncji – ilekolwiek to jest- likieru pomarańczowego)
1/4 oz fresh squeezed lime juice   (soczek z limonki)
1 oz of fresh squeezed orange juice   (pomarańczkowy)
1 dash of Angostura bitters   (żołądkowa gorzka tu będzie jak znalazł)
Orange peel for garnish (skórka pomarańczowa dla ozdoby – chyba, że chodzi o skocznię                                                    w garniszpartekirszen)

Wymieszać w szejkerze przez minutkę i trzeba wlać do szklanki koktajlowej (trzeba mieć)

Ale też trzeba by wrócić do Armstronga. Przepiękna to płyta. Fizycznie też – bo prawie żadnej ryski. Nie zacina się w żadnym momencie – cudo! Teksty Armstronga (nie zawsze do końca jego) są genialnie prostolinijne, no i to jest piękne. Już pierwszy na płycie When It’s Sleepy Time Down South zapowiada, że to będzie piękne. Hello Dolly – ten utwór skądś kojarzyłem – okazało się, że pochodzi z musicalu (nakręcono nawet film z B.Streisand). Jednak najmocniejszy na stronie A jest dla mnie St. James Infirmary gdzie Louis Armstrong śpiewa, że ta jego była co to leży w szpitalu zasłużyła sobie, i nigdzie już nie znajdzie takiego słodziaka jak on – genialna reakcja publiczności. W ogóle trzeba tu docenić klimat jaki tworzy publiczność (jak na meczu koszykówki) dopingują tak, że widać, że zespołowi chce się grać.  Oprócz tego Mack the Knife – Kurta Weilla – kolejny świetny numer.Po drugiej stronie jest już troszkę weselej jeśli chodzi teksty i skoczniej przy muzyce. Świetne numery na polepszenie humoru. Jednak największą radość miałem przy ostatnim A kiss to build a dream on – przypomniała, mi się gra komputerowa z mojego dzieciństwa – Fallout. Tam właśnie we wprowadzeniu do gry wykorzystany był ten kawałek. Jak ja się cieszę, że mam to na winylu. Spędziłem dni przy tej grze (za każdym razem odkrywa się coś nowego, nauczyłem się mnóstwo słownictwa angielskiego – cudo – to trzeba znać).

_DSC0790

Na okładce ładnie namalowany Satchmo z trąbeczką – z tyłu historia Armstronga po krótce – ciekawe rzeczy – z chęcia przeczytałbym jakąś biografię Armstronga – musiał mieć niesamowicie ciekawe życie ten facet. Natomiast sam fakt, że w tym prostym niewyróżniającym się pudełko jest cudne, czarne jak smoła cudo – ehh to zawsze zasługuje na ocenę wyżej – zawsze!

Na koniec filmik w reżyserii Kudłatego – taki świąteczny to klimat jeszcze – ale chciałem by dokładnie z tej płyty był jakiś utwór (bo tamte filmiki powyżej nie są oryginalnie z koncertu w The Stork Club).

One Comment Add yours

  1. k.h. pisze:

    Nostalgia, nostalgia. „Kiedy byłem, kiedy byłem małym chłopcem…” przyjechał do moich Rodziców brat Taty. Dla mnie był to jeden z tych Gości, do którego do dnia dzisiejszego czuję ogromny sentyment, nie tylko muzyczny. Wtedy, właściwie nie wiem dlaczego „puściłem Lp” z muzyką Louisa, (może nawet to była ta sama płyta?), na miom skromnym adapterze. Wujek położył się na brzuchu na podłodze, potem sam to zrobiłem, i w takiej pozycji wysłuchaliśmy wszystkie utwory. BYŁO CUDOWNIE !!!

    P.S. Tylko gdzie jest ta płyta?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s