Ray Charles – Hallelujah (I love her so)

DSC_0532

Kilka wspomnień z tym albumem. Kilka miesięcy przed zakupem  obejrzałem film „Ray” z Jamie Foxx’em, który bardzo mi przypadł do gustu (choć zdaję sobie sprawę, że wiele tam pozmieniali w życiorysie Ray’a Charles’a tak by pasowało do historii). Potrzebowałem takiej muzyki w tamtym czasie. Musiałem odpocząć od Alicji, Pearljamów i innych mocniejszych klimatów. Ray Charles pojawił się jak promyk z nieba.

To był grudzień, zakupiłem tę płytę przed wyjazdem do Bolesławca. Do miasta gdzie bywam dość często, znam drogę na pamięć.. No i tak się zasłuchałem, że aż się zagapiłem, a potem zgubiłem. Ray Charles mnie oślepił chyba. Zapomniałem o zjeździe na Kożuchów i pomyślałem, że znajdę inną drogę. Następny zjazd był 9km później. Wieczór, zima na całego, ciemno straszliwie, a ja skręcam w drogę, którą nigdy nie jechałem. Jaki ja popełniłem błąd później to nikomu chyba nie mówiłem. Zamiast pojechać potem prosto na Kożuchów, skręciłem w lewo na miejscowość o przepięknej nazwie „Nieciecz”. Błąd odczułem już po chwili gdy wpadłem w poślizg i nie mogłem podjechać pod górkę ze względu na oblodzoną drogę. Wrócić też nie było jak bo z powrotem też pod górkę. Lekka panika, redukcja na jedynkę i powolutku udało się jechać przed siebie. Jazda między drzewami gdzie nie ma żadnego oświetlenia – cudowne przeżycie. Ogólnie udało się dotrzeć do Dziadoszyc, Solników i wreszcie na upragnioną trasę 297. Ostatecznie zamiast 12 km wyszło 20. Nie jest to duża strata co do odległości. Natomiast zajęło to pół godziny więcej no i kilka małych zawałów.

Kolejne wspomnienie to podczas tego samego wyjazdu razem z kuzynem postanowiliśmy spędzić noc w aucie krążąc po miejscowościach w pobliżu Bolesławca. Bardzo miło to wspominam. Ot takie rozmowy o życiu, połączone z pchaniem auta pod kolejną górkę, podróżą między stacjami i porównywanie hotdogów, no i wtargnięcie po ciemku na podwórko z dzieciństwa by powspominać jak to było za małego. W międzyczasie Ray pogrywał w aucie.

Niesamowity talent miał ten facet. Niewiarygodne jak słychać jego wpływy nawet w dzisiejszej muzyce. Bardzo często wracam do tych kawałków. Mam wrażenie, że w ogóle się nie zestarzały. Sinner’s Prayer śpiewała ostatnio Hart gdy razem z Bonamassą wydawali album. Chociaż tak naprawdę to też nie jest w oryginale utwór Ray’a.

DSC_0539

Bardzo podoba mi się też różnorodność w wokalu. Czasem ma się wrażenie, że na każdym utworze śpiewa ktoś inny. Jeśli chodzi o teksty to są one w uroczy sposób prostolinijne. Nie ma kombinować taka jest tutaj filozofia.

Płyta to reedycja z 2001. Natomiast pierwsza wersja albumu została wydana 56 lat temu. Strasznie dawno temu. Jeśli chodzi o okładkę to niestety nic nadzwyczajnego. Różni się też ona od oryginalnego wydania. W książeczce można trochę poczytać o ogólnej twórczości Raya.

2 Comments Add yours

  1. aduparosnie pisze:

    ile ja się tu ciekawych rzeczy dowiedziałam, o których mi wcześniej nie powiedziałeś…MĘŻU ;p

  2. Ray był jedyny w swoim rodzaju🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s