Mark Lanegan Band – Wrocław 6.11.2012 (klub Firlej)

To była bardzo spontaniczna decyzja o koncercie. Wszystko przez znajomą z Vendetty, jak tylko dowiedziałem się, że ona jedzie na obydwa koncerty, a była też na wcześniejszym w tym roku w Warszawie, to na dwa dni przed koncertem pojechałem po bilet. Poza tym, musiałem tu być, przecież to są moje warsztaty blogowe.

Wybrałem się sam, niestety znajomym, którzy byliby zainteresowani występem, moja spontaniczność nie dopasowała. Tak więc we wtorek, bez powrotu do domu, po zajęciach z maturzystami wpakowałem się w moją skrzypiącą machinę i ruszyłem nach Breslau. W drodze słuchając na maxa „Blues Funeral” i „Scraps at midnight” (nie zdążyłem się nawet przygotować na więcej płyt). Wpadłem zmęczony do Firleja (pierwszy raz się tam pojawiłem) – niezły klub, doskonałe miejsce na taki koncert. Przed Markiem na supportach zagrali Duke GarwoodLyenn, nie dałem rady pojawić się na nich, ale było słychać, że jak najbardziej pasują do klimatu tamtego wieczoru. Ja w czasie ich występów siedziałem z Frugo i zbierałem energię. No i po raz kolejny okazało się jak mały jest świat. Nawet tu wyczaił mnie mój uczeń (teraz już student).

Na następny support już się wybrałem. Creature With the Atom Brain z Belgii zagrali bardzo energetycznie i miałem wrażenie, że gdzieś już widziałem tego wokalistę.  Z ich utworów zapamiątałem tylko Transylvanię – całkiem nieźle to brzmiało. Zespół zaczął się składać no i nagle okazało się, że większość z nich gra u Lanegana w zespole, perkusista pozostał, a wokalista okazał się klawiszowcem i drugim gitarzystą w Mark Lanegan Band. Przygotowując scenę do występu zauważyłem, że techniczny strasznie wysoko stawia mikrofon, skończyło się na tym, że sięgał mu ponad czoło. Po koncercie przywitałem się ze znajomymi (sorry za brak energii z mojej strony) znalazłem sobie miejsce i nastąpiło oczekiwanie.

No i weszli, na perkusji – Jean-Philippe De Gheest, na basie – Frederic Jacques, na gitarze sobowtór Johnny Casha – Steven Janssens, na klawiszach i drugiej gitarce wcześniej wspomniany – Aldo Struyf no i mistrz – Mark Lanegan. Jaki on jest wysoki! Po prostu Wielki!  Zaczęli od razu, bez gadania, pierwsze z ostatniej płyty Gravedigger’s song. Jaki to był czad! No i okazało się, że on naprawdę tak śpiewa. To nie jest żadna ściema, on tak naprawdę brzmi. Powtórzę – co za wokal! No, a Janssens szalał wywijając na gitarze. Ponadto, perkusista również dawał radę. To tak właśnie miało wyglądać!

Ludzi nie było dużo, ale może to i lepiej. Miałem możliwość być tak blisko sceny. W ogóle uczucie było takie jakbym był w jakiejś knajpie w Seattle na lokalnej kapeli. Po prostu marzenie. Przy drugim utworze „Sleep with me” – oczy mi się otworzyły, jaki to jest mistrz. CO ZA WOKAL! Jakbym nie był hetero, mógłbym ulec jego namowom z tego utworu. Kawałki umykały, a czas pędził nieubłaganie. Nie będę rozwodził się nad poszczególnymi utworami. Było najwięcej z ostatniej płyty, pojawiły się też ku mojej uciesze Metamphetamine Blues, One Way Street no i Hangin’ Tree z dorobku Queens of the Stone Age. Było pięknie, wielu utworów nie znałem, ale co tam! Teraz czas na kolekcjonowanie albumów Marka. Były do kupienia w sklepiku w klubie, były koszulki, płyty CD no i winyle! Oj z pewnością ostatni album to nabędę na winylu!

Oto co zagrali – listę utworów mam dzięki genialnej stronce www.setlist.fm. Można tam znaleźć setlisty już w kilka godzin po koncercie. Filmiki zostały nagrane przez MARGION79 – bardzo dziękuję za możliwość udostępnienia.

1. The Gravedigger’s Song

2. Sleep With Me

3. Hit the City (3 pierwsze utwory są tutaj)

4. Wedding Dress

5. One Way Street

6. Resurrection Song

7. Gray Goes Black

8. Devil in my Mind (Smoke Fairies cover)

9. Quiver Syndrome

10. One Hundred Days

11. Creeping Coastline of Lights (Leaving Trains cover)

13. Black Rose Way (Screaming Trees song)

14. Riot in My House

15. Ode to Sad Disco

16. St. Louis Elegy

17. Tiny Grain of Truth

Na bis:

18. Hangin’ Tree (Queens of the Stone Age song)

19. Harborview Hospital

20. Methamphetamine Blues

Podobno mieli w setliście zapisany jeszcze  Last Words, lecz go pominęli. Szkoda, ale prawdę mówiąc, zawsze byłoby mało.

Może i komuś przeszkadzało to, że poza utworami Mark w ogóle się nie odzywał, ale dla mnie było idealnie. To tylko wzmacnia odbiór jego utworów.

Cóż, koncert się skończył, po nim Mark rozdawał autografy i można było z nim pogadać, ale dla mnie to było już za dużo. Pożegnałem się z Vendettowcami i wyszedłem. Pomimo zmęczenia wracało się bardzo lekko. Taka muzyka dodaje energii. Oj, był to jeden z lepszych koncertów na jakich byłem, podejrzewam, że najlepszy z tych w małych klubach.

No, a już niedługo.. następne warsztaty!

Na koniec minikoncert Lanegana, warto obejrzeć cały. Tak właśnie było, a nawet lepiej!

P.S. Zdjęcie pochodzi z oficjalnej strony http://marklanegan.com/.

5 Comments Add yours

  1. Ciastek pisze:

    No i tak to właśnie z Markiem jest. Nie gwiazdorzy, tylko wchodzi na scenę i profesjonalnie odwala swoją robotę. Ostatnio dał głos na płycie……polskjego wykonawcy !

    1. Ciastek pisze:

      Sorry za literówkę

      1. tomilol pisze:

        jejku, nie zauważyłem komentarza – u jakiego polskiego wykonawcy???

      2. Ciastek pisze:

        Werk – ” Songs that make sense”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s