Lao Che – Gusła

Zacne oj Panie to płyciwo jest, azaliż kądź indziej by nie miało to być.  Tylko na słuchawkach słuchana, tak by każdym dźwiękiem ucho nacieszyć się mogło.

Dźwięki Astrologa, toż to przecie melodia dla duszy, dla serca. „Miej serce i patrzaj w serce”, jak tekst ten głosi. Jakże ważne to słowo i prawdziwe. Na wokalu głos Spiętego, a jakby wolnego, w tej swojej melodeklamacji, w tym śpiewie.

Zaraz po chwili, Kniaź, Sokół, Gryf i Smok. Ten przeraźliwy motyw, jak hulający wiatr, zacne to, oj to zacne. Człowiek, chciałby uciekać przed tymi dźwiękami, ale porywają one, zachwycają.

No ,a klucznik, co za tekst, co za energia, co za tańce swawola. Skąd tyle radości, tyle nadziei? Oj oni to ją mają. Piękne to, proste to.

Przerażające potem dźwięki Wiedźmy, Przeklęta jest ona, ale jest jej żal. Czuć tu tę mieszankę ziół, czary, zaklęcia. No ,a ona, choć w samotni żyła, toż przecie poczciwem człowiekiem była. Ech, to ci Strzyga!

Na Junaka, to uważaj kobieto, oj uważaj. Z niego to żadne lelum polelum.

Wojenne rytmy Marsa – Anioła Choroby, im jeno maszerować, nie myśleć. Spróbuj się opamiętać w tym marszu. Potem nie żona, jeno nałożnica, a sułtan w tym tempie pędzi na Krym. Niecodzienna ta muzyka, porywa tym szaleństwem.

Jak nie zasłuchać się w tekstach utworów jak Did Lirnik, czy Topielce. Ciekawa prawda w Komturze, czy to zacny pogański lud, czy też szpon zakonny krucyfiks, pięknie melodią historia przemian przedstawiona.

Na koniec Wisielec, a potem Kat zakończy te przerażające męki.

Wszystkie teksty natchnione Mickiewiczem, Gałczyńskim, Słowackim, Żeromskim, Okudżawą, Stachurą, Puszkinem, Sienkiewiczem, Marqueze. Wszystko w książeczce, warto się z tym zaznajomić. Okładka natomiast prosta, a zacna.

Muzyka – mistrzostwo, to brzmi jak nasze słowiańskie Nine Inch Nails. Nic wymuszonego, wszystko prawdziwe, posłuchajcie ostatnie chwile Wisielca – przestraszne, a piękne.

Pamiętam, że gdy słyszałem te wszystkie dźwięki pierwszy raz, to czułem, że je już znałem. To chyba dlatego, że też jestem Słowianinem, z Lecha, z Piasta. Dlatego lubię Lao Che, bo pozwalają mi czuć się dumnym, że właśnie nim mogę być. Ooooo,  już mi lepiej…

2 Comments Add yours

  1. Stary_Zgred pisze:

    „Pamiętam, że gdy słyszałem te wszystkie dźwięki pierwszy raz, to czułem, że je już znałem” – Oj tak! Jak ładnie to ująłeś. Zazdroszczę Ci umiejętności tak szybkiego zrozumienia nowo poznanej muzyki. U mnie decyduje dopiero drugi, trzeci, czwarty odsłuch. Pierwszy pozwala zdecydować, czy warto męczyć się dalej. W przypadku Lao Che zadecydowałam, że warto – i do dziś bardzo lubię ich pierwsze, studyjne wydawnictwo.

    1. tomilol pisze:

      dzięki! na koncertach Lao Che nigdy nie zawodzą.. i zawsze podoba mi się to ich nowe podejści do ich starych utworów.. Gusła zawsze potrafią jakoś skamuflować i wpasować do reszty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s