Jack White – Blunderbuss

Nie wiem jak Jack to robi, że pomysły mu się nie kończą. Nie jestem w stanie policzyć z iloma zespołami i ile płyt już wydał. Nie mam ani jednej z jego poprzednich dokonań. Tylko tę najświeższą, z tego roku. Pomimo, że wydana w kwietniu dla mnie bardziej jesienna. Znałem już dwa utwory wcześniej, ale chyba aura nie pasowała do zakupu. Przed ostatnim wyjazdem do Torunia przydała się bardzo na drogę.

Chwytliwe melodie, dużo różnorodności, ciekawe kompozycje, to z pewnością nic nowego dla tych, którzy znają choć trochę dokonania Jacka Białego (nie mylić z Białogłowym). Ponad to, jak na ironię baaaaaardzo dużo minimalizmu. Najbardziej z albumu przypadły mi „Love Interruption” z genialnym cichym drugim wokalem Ruby Amanfu – pięknie i delikatnie. Natomiast do kontrastu, głośne gitarowe „Sixteen Saltines” – to mój drugi faworyt. Pod koniec albumu, pięknie pobrzmiewa „On and On and On”, gdzie słychać duch Led Zeppelin, a Jack naprawdę brzmi tu jak Robert Plant. Co do reszty utworów to różnie tu bywa. Nabierają one rumieńców dopiero po kilku przesłuchaniach. Jedno jest pewne, album nie nudzi, można tu znaleźć piękne ballady jak i skoczne „Shakin”, które jest ciekawym coverem Little Willie John’a. Jest jeszcze jedna rzecz na tym albumie. Brzmienie! Za mixy odpowiedzialny jest genialny Vance Powell, który jakiś czas temu miał też okazję robić produkcję dla naszego polskiego Oceanu. Jedno słowo – mistrz!

Nie można przyczepić się również i do tekstów.  Wcześniej wspomniane „Love Interruption”, „Blunderbuss”, czy „On and On..” to naprawdę kawałki godne posłuchania. Jeśli chodzi o wokal Jack’a to trzeba go lubić. Dla mojej Kasi to on strasznie skrzeczy. Kwestia gustu, ale ja miałem fazę na muzykę Jacka już jakiś czas temu, więc jestem chyba w stanie wybaczyć mu każdy dźwięk.

Jeśli chodzi o okładkę i książeczkę to dominuje tu (podobno teraz modny) błękit. Ciekawe zdjęcia w środku, teksty do każdego z utworów (zapisane ładnie graficznie). Dużo ładnych zdjęć przerażających ptaków i z jakiegoś względu dwa hipcie na końcu. Nie wiem po co, ale zdjęcia są naprawdę ładne.

Płyta działa jak dobra kawa, genialna do auta na rano. Nadaje się gdy przez 300 km dwie pasażerki gadają o jedzeniu, albo gdy wracasz piechotą do domu z pracy, a na dworze jest szaro i ponuro.

3 Comments Add yours

  1. k.h. pisze:

    Tomek! -zdecydowanie wolę Twój blog niż np. „aduparosnie.wordpress.com”. Dzięki Tobie mam możliwość posłuchania czegoś innego, bo przecież a wiesz jakie nutki przemawiają do mnie.

    1. tomilol pisze:

      nie można tak rozdzielać, obydwa są ważne, dla ciała i ducha!

      1. k.h. pisze:

        Fajna odpowiedź !!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s