Joe Bonamassa – The Ballad of John Henry

Płyt o nietypowym rozmiarze część druga. Czas na wielkiego Joe. Bardzo miłe skojarzenia z tym albumem. Wesołą ekipą wybraliśmy się do warszawskiego Palladium (krótka recenzja Kasi) by zobaczyć mistrza sześciu strun (momentami nawet dwunastu). W internecie znajdzie trochę filmów z tego koncertu. Bonamassa jest niesamowity. Aby docenić ten koncert i wyjazd na pamiątkę zakupiliśmy pierwszego winyla do naszego domostwa. Co z tego, że minęły dwa lata, a gramofonu wciąż nie ma. Ważne, że jest winyl.  Album przesłuchany oczywiście, tylko, że niestety z innego źródła.

Jest tu naprawdę kilka pięknych utworów. Tytułowa Ballada o John’ie Henry’m z genialnym ciężkim jak młot riffem. „Stop!” Czyli cover Sam Brown, z przecudowną gitarką na początku, saksofonem i tą zabójczą solówką. „Last Kiss”, który daje kopa, tylko patrzeć jak wyprzedzasz te samochody na autostradzie! „Historia Kamieniarza” ma również świetny mocny riff. Ze strony B.. Dokładnie, jak to pięknie brzmi, że mogę tu użyć wyrażenia – „Strona B”! A więc.. Ze strony B, przepiękna „Wielka Powódź”. Jakie to wolne, spokojne. Gitarowa solówka mierząca się z saksofonem. Cudo. Akustyczne „From the valley” też ma świetny klimat. Muzycznie, na tej płycie jest wszystko co uwielbia się w electric blues’ie.

Tekstowo i wokalnie jest bardzo dobrze. Wokal Bonamassy nie jest może powalający, ale idealnie wpasowuje się w utwory no i momentami Joe daje z siebie wszystko. Bądźmy jednak szczerzy. Nie słucha się płyt JB dla wokalu, tam na pierwszym planie jest przede wszystkim gitara.

Jeśli chodzi o część graficzną. No cóż. Okładka nie powala, z tyłu ładne zdjęcie JB z gitarką, w środku ładna przyzwoita wkładka. Jednak jest tu coś wyjątkowego w mojej kolekcji. WINYL! Można zobaczyć to piękne czarne cudo i od razu widać w tym duszę. Muzyka w formie fizycznej. Ehh, chyba w końcu muszę kupić ten gramofon. Dodaję go do mojej listy „must have’ów”.

John Henry! Dajesz czadu!

One Comment Add yours

  1. k.h. pisze:

    Zgadzam się z Tobą. Janek nigdy nie będzie dla mnie wokalistą, nawet nr 10. Wiem jednak, że z powodzeniem, wspaniale wprowadza w swoją kuchnię znane motywy gigantów. (Led Zeppelin, ZZ top…. )

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s