Superjoint Ritual – Use once and destroy

HRoWGH! Są płyty, które rozładowują.. To jest ta płyta! Kiedy czuję, że trzeba siać zniszczenie, to właśnie to jest idealna płyta. Dlaczego mam się rozładować? Zastal przegrał! Owszem, nie grali dziś jakoś wybitnie, ale porażki przy pomocy sędziów najbardziej mnie wściekają! Nie potrwa to długo, jak zawsze, ale strasznie nie lubię takich niesprawiedliwych spotkań. To było do wygrania, a nagle po trzech niezrozumiałych gwizdkach z dwóch punktów przewagi zrobiło się -10. AARGGHGH!

Uwielbiam tytuł tej płyty. „Użyj raz i zniszcz”.🙂  Jakimś cudem mam ją jeszcze.🙂

Okładka.. Hmm.. motyw flagi konfederackiej.. Pewnie i napawa dumą Amerykanów z południowych stanów, ale jest to symbol dość „śliski” jak dla mnie. Kwestia niewolnictwa, gdzie w południowych stanach było to normalką, dla mnie nie jest powodem do chluby. Może i kojarzy się niektórym z południowym  spokojnym trybem życia, muzyką country albo nawet i walką o wolność, ale dla mnie to symbol trochę taki jak swastyka, czy kaptury Ku-Klux Klanu.

Oprócz tego motywy nawiązujące do słowa „Joint”, które to już mi nie przeszkadzają. Śmieszna jest dla mnie ta zadumana twarz, która wygląda jak ostro wyluzowany Phil Anselmo. Artwork nie jest zachwycający. Jedyne co mi się nawet podoba to teksty utworów w książeczce wyglądające jakby były napisane ręcznie. To wygląda przyzwoicie. Poza tym, grafika na samej CD też jest niezła.

Muzyka.. Łupanka. Muza do wyskakania, do puszczenia by podirytować sąsiadów. Dla mnie najfajniejsze momenty to te gdzie,  jest ten dobry rytm. Jak gitarki nabierają tego „flow” jak to jest na przykład w „Stupid, stupid man”. Album jest zbieraniną szybkich utworów. Utwór 4 songs jest tego przykładem, gdzie w jeden utwór sklejono cztery. Chyba, żeby długością się zgadzały. Utworem dla, którego warto było to zakupić była Ozena. Jak ja uwielbiam ten utwór. To rozkręcanie się, nabieranie tempa, to płynięcie gitarami. G E N I A L N E!  Ponadto sam, imienny utwór Superjoint Ritual też jest dobry.. Świetny motyw tak od 2:40. Potem niestety powrót to szaleństwa niekontrolowanego.

O tekstach się nie wypowiem. Nie jest to ten typ albumu, którego słucha się dla tekstu. On tam jest, ekspresyjny i tyle mi tu wystarczy. Głos Phila jest tu dla mnie po prostu kolejnym instrumentem. Kwestia tego, że ciężko zrozumieć o czym śpiewa w ogóle mi nie przeszkadza.

Zresztą, ten album zazwyczaj właśnie kończy się dla mnie na Ozenie. I teraz właśnie leci. Majestatyczna, płynąca przez ten album jak statek po zaśmieconym morzu.

P.S. Jest poza tym jedna śmieszna rzecz w tym utworze. W momencie 2:07 gdy  Phil kończy wrzask, na mojej składance w przeszłości, był krótki półsekundowy trzask w tym momencie. Do czasu kupienia oryginalnej płyty, byłem pewny, że tak właśnie miało być. Teraz gdy leci zawsze mi go tam brakuje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s